How about… Carcassonne.

O Carcassonne napisano już chyba wszystko. Sprzedanych miliony egzemplarzy plus tona dodatków. Co drugi początkujący wznosi peany jaka wspaniała to gra. Że nigdy nie podejrzewał istnienia czegoś więcej niż Monopoly i Scrabble. Tak, tak, tak…

Obecnie w Carcassonne grywam średnio raz na dwa miesiące. Mam kilka nadprogramowych płytek i śmiało mogę powiedzieć, że znam je na pamięć. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, iż jestem całkiem niezły w budowanie miast i traktów. Tzn tak… jestem świetny, przez pierwsze 10 minut.

Garść faktów:

Autor: Klaus-Jürgen Wrede
Polski wydawca: Bard
Data wydania: 2000
Liczba graczy: (wersja podstawowa) od 2 do 5
Czas gry: 30-45 minut

How to play:

Gracze co turę dobierają kafelki, które muszą dopasować do tych znajdujących się na planszy. W wersji podstawowej budujemy zamki, trakty, klasztory i przejmujemy łąki. Za każdy ukończony element otrzymujemy punkty. Kto nazbiera ich najwięcej zostaje zwycięzcą.

Sedno – Morze ironii:

Toto Lotto

Jak efektywnie grać w Carcassonne? To bardzo proste. Nigdy nie rób tego co ja. A mianowicie: za każdym razem gdy zaczynam, staram się wymyślić ciekawą taktykę. I zawsze, ale to zawsze obiecuję sobie nie pozbywać się wszystkich pionków jakie mam. Efekt? Dziwnym zbiegiem okoliczności stanie się tak, że po 10 minutach zostanę z pustymi rękami. Zawsze wystrzelam się z całego drewna, a wtedy pojawią się one. Klasztory. Miasta. Drogi. Wszystkie te, które nie są mi potrzebne. Czemu? Bo mogą. Bo nie umiem grać. Bo nie mam szczęścia. Sam wybierz dlaczego. Jeśli ja potrzebuję odpowiedni kafelek, to jestem pewien, że znajdziesz go Ty. Wielokrotnie. Szukasz zakrętu z kawałkiem miasta? Proszę bardzo, przyjmij ten oto Klasztor. A jeszcze cudowniej zaczyna robić się, kiedy gram z grupą znajomych. Wtedy wszyscy są przeciwko mnie. Każdy z radością buduje swoje koślawe miasteczka, a w razie czego mi dokłada drogi prosto w zabudowy. Żebym tylko przypadkiem nie zapunktował.

Piekło pedanta

A teraz rzecz o Carcassonne, którą zauważają zapewne tylko nieliczni. Jeśli wyjątkowo mocno lubisz kiedy ludzie patrzą na Ciebie jak na idiotę nie masz innego wyjścia. Zacznij poprawiać kafelki. Kiedy już będą równo przylegać do siebie, popraw je jeszcze raz. Nie przejmuj się, zanim znów wypadnie Twoja kolejka, poprzesuwasz je ponownie. Powiem więcej, gwarantuję Ci, że dla niektórych gości nie do przekroczenia będzie granica, kiedy zaczniesz to robić po każdym ich ruchu.

 Nothing but truth:

W rzeczywistości Carcassonne to świetna gra. Jeden z tytułów, które warto mieć, a właściwie nawet trzeba. Dlaczego? Bo nie widzę wielu przeciwwskazań grania w kafelki. Nie ma tu prawie nic, co mogłoby Cię zirytować ;). Interakcja między graczami została doskonale stonowana, co czyni z niej świetną grę familijną. Choć na dobrą sprawę, uwzględniając dużą losowość może służyć jako kawał niezłej strategii. Aczkolwiek w tym charakterze raczej jedynie dla dwóch graczy. Przy większej liczbie osób dość trudno ją kontrolować.

Oczywiście świetnie sprawdza się jako gra dla początkujących i własnie jako taka jest polecana przez wiele osób. Ja jednak swoją wersję kupiłem długo po tym, gdy zacząłem nałogowo grać i jestem z niej bardzo zadowolony. Co prawda dość szybko musiałem zaopatrzyć się w dodatki. Obecnie liczyć je można niemalże na kilogramy, więc jest w czym wybierać, a zdecydowanie nadają podstawce koloru. Nie będę specjalnie rozpisywał się na temat wykonania czy prostoty zasad, bo to kwestia ściśle indywidualna. Zaznaczę tylko, że nie potrafię wyobrazić sobie punktu widzenia który kategoryzowałby Carcassonne jako grę trudną bądź brzydką. Oczywiście dla daltonistów, takich jak ja sam, odróżnienie niektórych pionków może być nieco problematyczne, ale cóż nie każdemu dane jest widzieć piękne kolory.

Szybkie trzy:

Czy moja dziewczyna lubi Carcassonne?

Tak. Lubi. Ogrywa mnie prawie za każdym razem. Czy to dlatego, że jest taka dobra, czy może to zrządzenie losu? Ja nie wiem, Ona się nie domyśla.

Czy próbować gry z Chochlikiem?

Nigdy w życiu. Jeśli jest gra, która pozwala bez specjalnego wysiłku zniszczyć komuś „pomysł na” i „przyjemność z” to jest nią właśnie Carcassonne. Masz znajomego hołubiącego zasadę „wiem, że nie wygram, niech wygra ta para fajnych, okrągłych…” – stahp. Nawet nie otwieraj pudełka.

Waham się pomiędzy Carcassonne, a [you name it]. Co wybrać?

Wybierz Carcassonne. Prawdopodobnie jest tańsze, prawdopodobnie szybciej się go nauczysz, prawdopodobnie zostawisz na stałe na regale.

Jednym zdaniem

To wyśmienita gra prawie dla każdego, którą da się lubić – wcześniej czy później.

 Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.