Jednodniowy Festiwal

Byłem, widziałem, zagrałem. Niestety tym razem wizytowałem jedynie jeden dzień. Wydaje mi się, że to wystarczająco do wysunięcia odpowiednich wniosków O sukcesie bądź porażce Targów dowiecie się zapewne z oficjalnych źródeł. Niemniej jednak, kilka słów z punktu widzenia przeciętnego gracza powiedzieć mogę.

 Zmysł przewidywania nie zawiódł. Już chwilę po godzinie dziesiątej mniej więcej połowa stolików była zajęta. Żółci spacerowali pomiędzy i starym zwyczajem recytowali zasady. Zamieniłem kilka słów z obsługą, chwyciłem karton i przytuliłem krzesło. Co tu dużo mówić, następnych kilka godzin spędziłem przy stole tłumacząc zasady, grając, krzycząc, świetnie się bawiąc. Co chwila obok mnie przebiegały małe dzieci, przepychały się zza ramienia mojego towarzysza planszy i pytały w co gramy. Właściwie rozpiętość wieku ciekawskich była nieco szersza. Z mniejszą odwagą, ale jednak, w ciszy obserwowało nas więcej niż kilku dorosłych. Niektórym zostało już tylko przyglądanie, bo po południu zaczynało brakować miejsca nawet na podłodze.

Pomimo braku wolnej przestrzeni goście nie wydawali się być zdenerwowani, ani co gorsza nie wydawało się by mieli opuścić imprezę. Nadal żwawo rozkładali nowe gry, wymieniali się miejscami, pożyczali krzesła i przysiadali do stolików. Nie byłem świadkiem żadnego nieprzyjemnego zdarzenia, ogólnie peace and love. Co ważne, przychylnie zachowywała się również ochrona, która okazała się dla mnie bardzo pomocna. Uprzejmym panom, którzy zezwolili mi na zrobienie zdjęć z widowni serdecznie dziękuję.

All in all Festiwal uznaję za udany. I myślę, że nie tylko ja. A kiedy widziałem tych wszystkich ludzi bawiących się kawałkami drewna, plastiku i kartonu zachodziłem w głowę – czy nie mają nic lepszego do roboty? Przecież jest maj, pogoda niezgorsza, a jednak chce im się tu siedzieć. I to nie zawsze w najwygodniejszej pozycji. Co z jazdą na rowerze albo wypadem do kina czy lody? Tylu ludzi w moim otoczeniu utrzymuje, że planszówki to zabawa dla dzieci, a lepszych sposobów na spędzanie wolnego czasu znajdą o wiele więcej. Zatem dlaczego w moich oczach Ci ludzie wydają się być szczęśliwi i wybierają taką alternatywę weekendowego popołudnia?

Ponieważ gry planszowe dają nam więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Obcujemy w dużym gronie ludzi takich ja my sami. Rozmawiamy, śmiejemy się i jesteśmy razem. Czyli mniej więcej to samo, co możemy robić w każdym innym miejscu. Ale w żadnym innym nie mamy dodatkowo pod ręką tak dobrego i rozbudowanego narzędzia do rywalizacji i rozwoju jak przy planszy. Takiego, który u dzieci wywołuje rumieniec na policzkach i zdziwienie, że jest coś równie ciekawego jak komputer. U dorosłych zaś przywołuje uśmiech na myśl o wspomnieniach z dzieciństwa. Bo monopol i scrabble nadal są z nami, tylko w nieco innej postaci. I w bardzo doborowym towarzystwie.

Mahalo.