Czy nieco zapomniany…? Warhammer Inwazja!

Jedną z pierwszych gier jaka znalazła drogę do mojej kolekcji był Warhammer Inwazja. Mając już sporo ponad 20 lat namówiłem moją ukochaną… mamę na wyłożenie garstki złota i kupno tej właśnie karcianki. Byłem wtedy krótko po obejrzeniu jednej z jej pierwszych polskich wideo recenzji i pomyślałem, że to właśnie coś dla mnie. Od tego dnia zaczęła się moja bardzo długa przygoda z Warhammerem, która trwa do dziś.

 Garść faktów:

Autor: Eric M. Lang
Polski wydawca: Galakta
Data wydania: 2009
Liczba graczy: (wersja podstawowa) 2
Czas gry: 45 minut

 Sucha instrukcja, czyli how to play:

Warhammer Inwazja to gra z kategorii LCG, czyli żywa gra karciana uzupełniana małymi i dużymi rozszerzeniami. Celem gry jest zniszczenie dwóch z trzech stref w mieście przeciwnika, a zrobić to można nie inaczej jak zadając im obrażenia. Gracze mają za zadanie wykładać do swoich stef karty, w większości będą to jednostki, przez co bronią swojej stolicy, zyskują zasoby i dobierają nowe kartoniki. Następnie toczą ze sobą bitwy, które w efekcie pozwalają niszczyć wspomniane strefy bazy rywala. Kto zrobi to szybciej, ten mianowany jest zwycięzcą.

Co mnie gryzie:

 There is not much to say

Jest mi niezmiernie ciężko narzekać na Inwazję, ponieważ niezbyt wiele jest tu rzeczy, które łaskoczą mojego wewnętrznego marudę. Jeśli coś jest w stanie zmusić go do jęczenia to z pewnością fakt balansu frakcji. Grając w wersję podstawową, sugerowanym układem kart odniosłem wrażenie, że niektóre talie są silniejsze od innych. I tak na przykład, gdy całkowicie zielony usiadłem do podstawki i jej czterech bazowych decków z marszu uznałem Krasnoludy o niebo silniejsze od Chaosu. Z perspektywy czasu i opinii moich współgraczy widzę, że nadal daję ogrywać się jak dziecko, bez znaczenia jaką talią gram. Choć mówiąc nieco bardziej serio, tak dodatki przydadzą się do lepszego wyważenia decków, i nie, ich rozbieżność w podstawce nie jest aż tak wielka jak sądziłem.

 Errata

Co jeszcze mógłbym podciągnąć pod minus? Jest jeden drobiazg, który kwalifikuje się pod tą kategorię. Errata. Generalnie staram się nie oceniać instrukcji, opisów oraz złożoności zasad. Jestem zdania, że skoro ja, cierpiący na chroniczne zaniki pamięci, jestem w stanie zapamiętać kilka stron tekstu i grać mniej więcej na poziomie pozwalającym zrozumieć, że kumple kantują mnie na każdym kroku – to każdy MOŻE. Ale co niestety nie bardzo pasuje mi do układanki, to fakt że w Inwazji musiałem wydrukować sobie poprawki niektórych kart i czasami sprawdzać jak dane kartoniki działają. Uznaję za wielki plus to, że takie informacje są ogólno dostępne i po ich przeczytaniu nie miałem problemu z grą, ale jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to być może właśnie do tego.

Co mnie nie gryzie:

 All in one

I wreszcie mogę przejść do słoika miodu. A zaczniemy od… pojedynku we dwoje. Jest bardzo możliwe, że już nie raz uważałem którąś z poprzedni gier za cudowne narzędzie do rozgrywek jeden na jeden. Do tego zacnego grona nie sposób nie zaliczyć Warhammera Inwazji. Grałem w niego zdecydowanie najwięcej ze wszystkich moich karcianek, a nie mam ich wcale tak mało. Próbowałem wielu wariantów, zarówno osobowych jak i kombinacji talii gra mnie nie zawiodła. Patrząc przez pryzmat „mniejszych” tytułów dwuosobowych – w mojej ocenie Warhammer plasuje się wysoko nad konkurencją, zdecydowanie na podium. Teoretycznie mamy tutaj zwykłe wykładanie kart i obsługę prostego mechanizmu walki. Ale! Wprowadzenie trzech stref, które można atakować i kilku solidnych kilogramów kart stworzyło konstrukcję bardziej niż świetną.

Warhammer3Na zdjęciu znajdują się elementy z rozszerzeń

Klimatyzacja

Na temat klimatu i wykonania powiem tylko kilka słów. Upodobanie do obrazków, uniwersum, wykończenia i detali to kwestia sporna w niemal każdej płaszczyźnie. To, że ja uwielbiam różowe podkoszulki, czerwony szaliczek i białe skarpe… To wcale nie oznacza, że ubieram się wytwornie. To znaczy, że prawdopodobnie ubieram się wytwornie, a sporo osób nie zna się na modzie. W kwestii Warhammera Inwazji mogę powiedzieć jedynie tyle, że dla osób zainteresowanych tym konkretnym klimatem wykonanie będzie co najmniej bardzo dobre. Grafiki, opisy i dodatkowe oznaczenia na kartach są świetne, zdecydowanie nadają charakteru i wzbogacają rozgrywkę o tą wartość ciężką do „namacania”. Jednym słowem – super.

Wsparcie

Jak już wcześniej wspomniałem w podstawowym pudle znajdują się karty gotowe do złożenia czterech różnych talii ras. Instrukcja podpowiada jak przygotować je na początku by móc dobrze się bawić. I na dobrą sprawę to mógłby być koniec. Te cztery początkowe układy są tak ciekawe, że wystarczą na bardzo wiele rozgrywek i spokojnie można obejść się bez zakupu jakichkolwiek dodatków. Znanym jednak jest fakt, że w świecie gier planszowych, a już na pewno karcianych, popularny jest styl życia okraszony mottem: zbierz je wszystkie. I dlatego też wydawcy często karmią graczy dodatkami, by świat stale się obracał. Niestety akurat w przypadku karcianek bywa tak, że sporo osób rezygnuje z zakupu podstawowego kartonu, odstraszona myślą morza mniejszych dodatków. O ile czasami ich obawy mogą być słuszne, o tyle w przypadku Warhammera niekoniecznie. Owszem, ja bez dodatków, krwawych sparingów z dziewczyną sobie nie wyobrażam, ale to pewnie dlatego, że dawno do nich przywykłem. Owszem, wprowadzają mnóstwo świetnych wariantów i taktyk, ale i bez nich tytuł chodzi znakomicie. A przecież w swoich zasobach mam jedynie duże rozszerzenia… To jedynie ułamek całości, a nawet nie myślę by kupować coś jeszcze.

Wciąga

Tak sądzę. Yhy.

Warhammer2Na zdjęciu znajdują się elementy z rozszerzeń

The End

Jakiś czas temu oficjalnie zapowiedziano koniec rozwijania dodatków, pojawiło się ostatnie duże rozszerzenie o nazwie Ukryte Królestwa i kurtyna ostatecznie dotknęła parkietu. Cóż mogę powiedzieć. Jako wielki fan Inwazji ubolewam, bo chętnie kupiłbym kolejny duży dodatek. Z drugiej strony nasuwa się myśl: po co? Być może ktoś tam wyżej ocenił, że gra osiągnęła swą optymalną wagę. Zapewne dla części tych, którzy mogli obawiać się ewentualnych ekstra wydatków jest to pozytywna informacja. Zestaw jest skończony, można wybrać co potrzebne i nie martwić się na przyszłość. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy słyszę: szkoda..

 Suma:

Inwazja to kawał świetnie wykonanej roboty. Super karcianka dla dwóch graczy, a po przyprawieniu dodatkiem również dla czterech. Niewiele w tym podsumowaniu mam do napisania. Podsumuję w dwóch słowach: bardzo – polecam.

 Szybkie dwa:

Warhammer Inwazja vs Magic the Gathering, co wybrać?

Inwazja to prawdopodobnie mniej wydanego złota na karty, a porównywalny fun z zabawy. Jednak oba tytuły są świetne, więc spróbowałbym każdego.

Nie umiem składać talii, jestem kiepski w wymyślaniu combosów. Czy Warhammer jest dla mnie?

W Sieci jest mnóstwo gotowych, opisanych decków, nie ma strachu.

 Jednym zdaniem:

 Świetna karcianka w ciekawym uniwersum, która świetnie nadaje się na grę, w szczególności dla dwóch osób.

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.