A może… Na grzyby!

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Na grzyby.

Czasami przychodzi taki dzień w życiu każdego człowieka, kiedy trzeba odkleić się od gorącego, skórzanego fotela i skierować swoje kroki do pobliskiego sklepu z planszówkami. Dla mnie dzień ten nastał kilka tygodni temu w jakże ważnym dniu – urodzin. Za cel obrałem pobliski Rebel i wraz z towarzyszką życia wślizgnęliśmy się do środka. Wraz z zakupionym prezentem do domu wróciło z nami „Na grzyby” i pierwsze trafiło na „stół operacyjny”.

Garść faktów:

Autor: Brent Povis
Polski wydawca: Rebel.pl
Data wydania: 2012
Liczba graczy: (wersja podstawowa) 2
Czas gry: ~30 minut

A co z zasadami?

Dwuosobowa rozgrywka w „Na grzyby” nie jest skomplikowana. Gracze mają za zadanie zebrać jak najwięcej, jak najwartościowszych smacznych kart „kapeluszników” i, wraz z ewentualnymi dopalaczami, usmażyć je na patelniach. Kto zdobędzie więcej punktów smaku ten wygra rozgrywkę. Gra wsparta jest jeszcze o kilka dodatkowych rodzajów kart, ale generalnie celem jest usmażyć jak najwięcej i jak najlepiej.

Nagrzyby3a1

Ponarzekać zawsze można:

Moje oczy!

Wypada przyznać, że noszę okulary i być może poniższa opinia nie jest miarodajna, ale jednak, przynajmniej w początkowych partiach w „Na grzyby”, miałem problemy z rozróżnieniem kart. Trudności występowały na początku, bo po krótkim czasie zorientowałem się, że karty są okraszone nazwą łacińską i kilkoma cyferkami. Po bliższym zapoznaniu z kartonikami problem rozszyfrowania danego grzyba przestaje istnieć. Wpadłem też na pomysł, że nazwy łacińskie wprowadzone są dla niezależności językowej, co potwierdza również brak innego tekstu na kartach. Pomysł to dobry, choć po cichu życzyłbym sobie móc nazywać grzyby swojskimi nazwami.. podgrzybek czy prawdziwek.

Los

Główną czynnością, którą trzeba wykonać przed rozgrywką w „Na grzyby” jest tasowanie kart. U mnie trwa to dłuższą chwilę, bo Najmilsza skrupulatnie dzieli karty w taki sposób, jakbym wcześniej specjalnie je poukładał. (Bzdura, kto by tam próbo…) I jak to w przypadku wielu karcianek bywa, i tu wynurza się z fal ona – losowość. Gra nie oddaje narzędzi pozwalających podejrzeć zakryte karty w decku, ani tym bardziej wybrać którąś z nich. Oczywiście widzimy zawsze część „lasu”, z którego możemy wybierać, jednak wpływu na to co i w jakiej kolejności pojawi się w trakcie – nie mamy. Dobrze to czy źle, pozostawiam do indywidualnej oceny.

Klimatu czar

Każdy lubi co innego. Jedni kochają gry za mechanikę, inni za wykonanie, a jeszcze inni za.. coś tam. Moim „coś tam” jest klimat. Lubię, gdy mogę wczuć się w to w co aktualnie gram. W przypadku „Na grzyby” mam z tym drobny problem. Głównie dlatego, że ciężko zrozumieć mi znalezienie patelni czy masła w środku lasu. Problem to prawie żaden, ale jednak wart wspomnienia. Śliczne grafiki i zgrabna mechanika trochę ratują temat, jednak wciąż chciałoby się go czuć bardziej.

Nagrzyby2

Plus za plusem pogania plus:

Czyż to nie proste?

A i owszem, proste, łatwe i przyjemne. Dobrze skomponowana instrukcja, na której przeczytanie wystarczy kilka chwil i można oddać się przyjemnej rozgrywce. Problemów ze zrozumieniem zasad nie doświadczyłem, jak również częstotliwość zaglądania do nich nie była zbyt wygórowana. Z reguły z instrukcją siedzę często, pamięć trzylatka nie rozpieszcza, lecz podczas grzybobrania byłem wolny od tzw. papierkowej roboty. A mechanika choć prosta, daje sporo fajnych możliwości i niezłe pole do taktycznego kombinowania.

Wziuuum…!

I po rozgrywce. Przewidywany czas zabawy to około 30 minut. W duecie ze mną gry kończą się przeważnie właśnie w okolicach określonej mediany (co?). „Na grzyby” to świetna, mała gra, doskonała na te krótkie momenty, pomiędzy dużymi sprawami codziennego dnia. Również traktowana jako „filer” przed, po i w trakcie większych sesji planszówkowych sprawa się znakomicie. Spośród moich kartonów niewiele jest takich, które mogę przegrać na szybko, więc z wielką przyjemnością Najmilsza raczy mnie „Na grzyby” i prostuje do pionu. Łatwa przegrana i już wiem kto będzie zmywał naczynia..

Gorączka złota na małej przestrzeni

Postanowiłem dwie miłe zalety połączyć w jeden akapit. W dużej mierze cenię sobie „Na grzyby” właśnie za cenę. Za kilkadziesiąt złotych kupiłem przyjemne pudełko pełne niezłej zabawy. W pierwotnych planach kartonik miał służyć za wakacyjny upominek dla dalekich znajomych. Tak się nie stało, gra wróciła na półkę, potem na stół, na koc, podłogę, schody, łóżko, kanapę i właściwie wszędzie tam, gdzie znajdzie się odrobina wolnej przestrzeni. I tak małym kosztem, w mojej kolekcji znalazły się „Na grzyby”, które z powodzeniem zabieram tam gdzie nie mam za wiele miejsca na bagaż. I tam, gdzie jestem akurat w parze z panienką, bo ona szczególnie lubi pyknąć w coś łatwego, chybcikiem.

I finisz:

W kilku końcowych słowach „Na grzyby” oceniam jako tytuł dobry, ciekawy i przyjemny. Ja sam staram się rozgrywać go w umiarkowanych ilościach. Trochę ze względu na to, że muszę tonować moją Szanowną, a trochę dlatego że wolę tytuły nieco bardziej skomplikowane, mniej powtarzalne. Niemniej jednak – gram i smażę i co z tego mam? O dziwo sporo frajdy i niezłej zabawy! Zatem jako „filer”, na podróże, akurat na szybką rozgrywkę w duecie „Na grzyby” pasuje jak ulał.

Nagrzyby1

Szybkie dwa:

Krótka rada od mojej Panienki?

Na pytanie co sądzi o grze odpowiedziała: Ty nie musisz myśleć, musisz brać grzyby. Posłuchałem. Uwaliłem partie. A to dziękuję.

Dla kogo?

Moim zdaniem dla wszystkich. Świetnie wprowadzi początkujących w świat planszówek/karcianek. Podpasuje średnio i ciężko zawansowanym, w odpowiedniej częstotliwości grania.

Jednym zdaniem:

Szybka, łatwa, dla dwóch, i choć lekko powtarzalna, fajna na chwilę wolnego czasu.

 Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.