Kosmiczne harce… Roll for the Galaxy!

Fruwanie międzyplanetarne, pośród szaroczarnej, kosmicznej drobnicy to całkiem fajna alternatywa wobec byczenia się na tłustej kanapie. A co gdyby… o tak! Z domowego siedziska powędrować między gwiazdy i dosłownie we własne dłonie chwycić okrągłe planety i nowoczesne technologie? Kto wie, może jest taka możliwość? Skoro przeszczepy organów, wybielanie zębów i mikrofalówki to jak najbardziej powszechne rzeczy świata dzisiejszego, może i na zabawy w kosmosie ktoś znalazł rozwiązanie. Byłoby fajnie, gdyby nie zapomniał dorzucić do tego garści kolorowych kości, to by dopiero było coś…

Metryczka:

Autor: Wei-Hwa Huang, Thomas Lehmann
Polski wydawca: Games Factory Publishing
Data wydania: 2014
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~45 minut

roll5

Reguły:

Roll for the Galaxy to gra kościana, w trakcie której gracze, przez większość czasu, będą odkrywać planety, technologie oraz produkować i sprzedawać towary. Czynić to można z użyciem kostek robotników, na których oparty jest cały kręgosłup rozgrywki. Co turę gracze, w sekrecie, rzucają zatrudnionymi pracownikami i przydzielają ich do wybranych przez siebie faz. Następnie pokazują swoje układy i na ich podstawie sprawdzają co dziać będzie się w danej rundzie. Część kostek rozlokowanych do akcji, które się nie odbędą, trafia z powrotem do kubka na następne rzuty. Pozostałe używane są przy realizowanych zadaniach. Budują technologie, planety, eksplorują kosmos, produkują i zbierają towary – pomagają punktować. I to z grubsza tyle. Ot mniej więcej mechanizm rozgrywki. Zabawa kończy się, gdy ktokolwiek zbuduje dwanaście kafli w swoim obszarze lub zdobędzie ustaloną liczbę punktów zwycięstwa. Schemat to bardzo podobny do karcianego Race for the Galaxy. Co ważne – diabelnie dobry.

Oooo tak!

Czysta radość

Tak! Gustownie wyglądające kosteczki, czernią szyty worek i mnóstwo kafli kosmicznych obiektów. Na pierwszy rzut oka wyglądają po prostu… przerażająco. Nie inaczej – ilość ikon, kolorów, tekstu, skrótowe oznaczenia oraz instrukcja – sprawiają wrażenie maksymalnie skomplikowanych. Choć tak naprawdę tylko sprawiają. Po wciśnięciu różowych okularów na przerażone oczy i poświęceniu grama uwagi – myk! Jak ręką odjął, po dobrym przeciwbólowym zastrzyku z efektywnego przyswajania wiedzy, zaczynamy widzieć kombinacje, kombosy, schematy i działanie mechaniki. Nie napiszę, że to tylko pięć minut i zostaniecie wyrachowanym korsarzem oraz dyplomatą międzygwiezdnych przestworzy. Co to, to nie. Krztyna wysiłku będzie wskazana. Ale później… radość z turlania, wykorzystywania sześciennej siły roboczej, budowania, odkrywania i gromadzenia galaktycznych kredytów – piękno w czystej postaci! Podstawowe czynności są zwyczajnie intuicyjne, a przy tym otwierają mnóstwo możliwości, nad którymi z wielką przyjemnością przychodziło mi główkować. Me obawy co do przeniesienia karcianego Race’a w świat grzechoczącego elementu okazały się bezpodstawne.

roll1

Wszystkie drogi prowadzą do…

Tak, właśnie tak. Gdzie nie spojrzę – planety i technologie. Kości robotników walają się po stole, parawanik oddziela mnie od towarzyszy, a nieuporządkowane strategie kłębią się pod kopułą. I choć punktować możemy raptem na garść sposobów – z ukończonych budowli, handlu i funkcji specjalnych niektórych planet – to opcji rozwoju zliczyć nie sposób! Drzewko technologiczne? Proszę bardzo. Może zasiedlać planety? Nie ma sprawy. Te zwykłe, czy produkcyjne? Kilka różnych, czy wszystkie te same? A może poszukać synergii pomiędzy jednym, a drugim? A gdyby ta… Mnóstwo, po prostu mnóstwo dróg do zwycięstwa. Poprzez multum struktur i kostek posypanych odrobiną losowości. Po prostu miodnie.

I want to play a Game.

Jest takie magiczne słowo, które przyciąga mnie do gry jak nic innego. Regrywalność, bo o niej mowa, potrafi przyćmić piękną fabułę, wytęsknione uniwersum i furę innych rzeczy, które z daleka wyciągają łapy, by przyciągnąć do planszówki. Gdzieś tam nad nimi góruje jednak stara dobra zdolność powtórnego rozgrywania partii. A co jeśli wraz z nią idą w parze: wygląd, wykonanie i ulubiony świat? Nic. Wtedy jest nic. Zero czasu na nic innego niż granie. Roll, podobnie jak Race, błyszczy regrywalnością. Losowanie kafli, przerzucanie kostek, wybieranie określonych akcji – te trzy czynniki budują unikalne rundy raz za razem. Jak kosmos długi i szeroki, ciężko będzie komukolwiek ucelować dwie identyczne, nie wspominając już o całej partii. To pewnie nawet bliskie niemożliwości. Czego chcieć więcej?

roll3

Okiełznana losowość

Tu szperanie w worku, tam skrywanie za zasłonką, turlanie na potęgę, a w wariancie na dwóch rzucanie kostką na dodatkową akcję. Choć los harcuje w pełnej krasie jakoś wcale to grze nie przeszkadza. Kosmos wygląda na uporządkowany, a ubrany w technologie, świetnie radzi sobie z wybrykami kostek i innymi przeciwnościami. Przemyślana eksploracja za budowlami i planetami pomoże z opasłego kosmosu wybrać bez problemów to co najlepsze. Niezwykłe wynalazki pozaziemskiej braci sprawnie poprawią zarządzanie kostkami, a dobra strategia załatwi resztę. Nie dajcie zwieść się pozorom, Roll ogarnia potencjalne słabości i minimalizuje wpływ losu jak tylko może. Radzi sobie na tej płaszczyźnie znakomicie.

Oooo nie!

Ja i Ty

Gdzieś kiedyś słyszałem, że tam u góry, we wszechświecie, nie jesteśmy sami. Kto wie, może to i prawda, nigdy w rzeczonym „tam” nie byłem, więc wierzę na słowo. Jeśli faktycznie obce cywilizacje istnieją, stoją w korkach i pracują w spożywczakach to śmiem stwierdzić, że całkiem nieźle się zamaskowali. Co to ma do rzeczy? Hasło przewodnie: bezpośrednia interakcja. Jak bardzo uwielbiam Roll for the Galaxy, tak bardzo brakuje mi w niej szansy na nieuprzejme zaczepki. Kuksańce zaczynają się i kończą na etapie losowego dobierania kafelków z worka i potajemnego wybierania akcji na początku tury. Po za tym, każdy zamyka się w swoim małym, prywatnym świecie i bawi w międzygwiezdnego architekta. Zdani na siebie w przepastnych przestworzach, szans na dosypanie piachu do naoliwionej maszyny rywala mamy niewiele. Cóż począć, nie można mieć wszystkiego.

roll2

Werdykt:

Uwielbiam kościaną edycję „for the Galaxy”. Obcowałem z nią w czasie mocno ograniczonym, toteż teraz z utęsknieniem czekam na wydanie wersji polskiej. Na dzień dzisiejszy już wiadomo, że kampania powiodła się i gra okraszona polską czcionką wyleci do wspierających prawdopodobnie około marca 2016 roku.

Planszówka to znakomita. Radość z turlania, planowania i ostatecznie, w dużej mierze, budowania rozplanowanych struktur jest gigantyczna. Nie wiem, czy moja opinia nie jest delikatnie wywindowana z powodu wcześniejszej zabawy z Race’em, jednak nie zmienia to faktu, że tytuł jest świetnie wyważony i mechanicznie elegancko dopracowany. Wielki kciuk w górę za pomysł i wykonanie oraz głęboki ukłon do autorów za ogrom możliwości i frajdę z odkrywania kosmicznych przestworzy w towarzystwie kostek. Nieśmiało wyglądam morza dodatków!

roll4

Jednym słowem:

Dla wielbicieli kosmicznego uniwersum, pełnego kości, zarządzania zasobami, przemyślanego budowania i strategicznego myślenia – gra pełna wspaniałych rozwiązań i olbrzymiej grywalności.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmość wydawnictwa Games Factory Publishing. Wielkie dzięki!

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.