Bo to klocki przecież… recenzja Hocki Klocki!

Klocki. Jak zdefiniować klocki? Kwadratopodobne bryły o wyrazistej barwie, w swej naturze lubujące się polowaniem na gołe stopy. Obecne w wielu wspomnieniach młodych i starszych homo sapiens. I gdzieś tam w mojej głowie krażą krótkie przebłyski zabaw w wybitnego architekta plastikowych tworów. Szczególnie wybitny projekt to ten z nielatającym helikopterem na elektryczny silnik. Po krótkim przekroczeniu bariery dźwięku, śmigła przepadły i po czasy obecne nie mam zielonego pojęcia gdzie mogą być. Na szczęście! Hocki Klocki to gra, w której stosunkowo stabilnie operujemy plastikowymi bryłkami, o krzywdę jest trudno, a uśmiech towarzyszyć powinien nam stale. Poczytajcie…

Dane:

Autor: Luca Bellini
Polski wydawca: Black Monk
Data wydania: 2015
Liczba graczy: 2-9
Czas gry: 15-30 minut

hocki4

Reguły:

Co tu dużo mówić, założenia są banalnie proste. Siadamy z zacną ekipą i dzielimy się na dwuosobowe drużyny. Jeden gracz zostanie budowniczym, drugi zaś wczuwał się będzie w architekta. Dobieramy karty i zabawę czas zacząć. Głównodowodzący ma za zadanie ustnie przekazać operatorowi klocków co i jak ma poskładać – bez pokazywania aktualnie używanej karty. Co w tym trudnego? Teoretycznie nic. A co jeśli na karcie widać tylko kontury tworzonej konstrukcji? I goni nas czas? Rywalom idzie znacznie lepiej? A karta specjalna nakazuje budować z zamkniętymi oczami…? Hah..haha.hah.. :p

Na tak:

Czysty fun

Pozory mogą mylić. Święte słowa. Choć pudełko Hocków jest małe i błyska dziecięcą obudową wcale dla dzieciaków być nie musi. Nawet instrukcja odrobinę podpowiada, że przeznaczenie gry to głównie ręce starszej braci. I wcale specjalnie mnie nie dziwi, że na pierwszy rzut oka potrafi człowieka zmylić ta mała kolorowa oprawka. Jednak po otwarciu, oddaniu instrukcji chwili wolnego czasu okazuje się, że to całkiem niezła imprezówka! Podstawowe reguły to pikuś, nic skomplikowanego, ot zwykłe układanie klocków na czas. Prawdziwych rumieńców gra nabiera po wprowadzeniu dodatkowych kart zasad. Wohoo! Szaleństwa czas nadszedł! Budowanie na oślep, tylko w jednym kolorze klocków, z powyginanymi paluchami, pokazywanie na migi i jeszcze kilka innych barwi rozgrywkę na bogato. Czysty ubaw, pełna integracja i mnóstwo śmiechu to cechy, które cenię w krótkich, szalonych tytułach. I szczerze mówiąc, kompletnie nie spodziewałem się tego po Hockach. Proszę o wybaczenie, bawiłem się przednio.

hocki1

PS: W instrukcji widnieje również tryb dla młodszych zawodników, łatwiejszy, trochę edukacyjny i również na czas. Przyjemności sprawdzić go nie miałem, jednak podejrzewam, że dobry.

Integracja

No dobra, z reguły jestem nieśmiały. W obcym towarzystwie raczej spoglądam na ludzi, niż próbuję zagadywać. Nic w tym dziwnego, ciągle tylko siedzę przy planszówkach i przed monitorem, sam sobie jestem winien. Toteż wynalazłem sposób, lodołamacz, kiedy już muszę wyjść w otwarte towarzystwo – gry. Z reguły ciężko taszczyć ze sobą wielkie pudło Robinsona Crusoe, takie sidła zostawiam sobie w domu, na nowych gości. Na wyjścia dalej niż własny pokój biorę coś małego. Czemu by nie Hocki? Na starcie trochę tracę, bo rysunkowe grafiki co nieco „straszą”. Ale nic straconego. Wystarczy spróbować. Zasady tłumaczy się super szybko, tak samo jak rozkłada całą planszówę. A później… zmieniamy się drużynami co jakiś czas, budujemy i generujemy ogólny chaos i rumor. Co z tego wynika? Często głośny śmiech, nutka rywalizacji, ale co najważniejsze – integracja. Grając parami, szczególnie gdy są z rozmysłem pomieszane, dużo łatwiej jest się poznać i zjednoczyć towarzystwo. A przy tym – świetnie się bawić.

hocki2

Na nie:

Jak przekupki

Jazgot. Hałas. Trajkotanie. I inne takie-takie. Hocki Klocki mogą przywlec do zabawy sporo szumu. Nietrudno to sobie wyobrazić. Bo dlaczego nie pokrzyczeć, kiedy jest ku temu słuszny cel. Ktoś wygrać musi, klocki same się nie ułożą, a klepsydra nie zatrzyma piasku. I cały ten rumor, który lubi wtargnąć miedzy graczy, może się podobać lub nie. Gorzej, gdy zrobi się głośniej.. i głośniej.. i głośniej. I nagle ciężko przekazać sobie jakiekolwiek info! Cóż, skutek uboczny radosnej zabawy. Chciany, niechciany – trudno powiedzieć, to kwestia indywidualna. Z drugiej strony patrząc, komunikacja jest tu super istotna, a przekrzykiwanie wcale jej nie pomaga. Toteż… uprzejmie proszę o zachowanie spokoju!

Finito:

Hocki Klocki to bardzo dobra gra imprezowa. Nie potrafiłem sprawdzić jej trybu dla maluchów, zatem o nim nic mądrego nie mogę napisać. Nie zmienia to faktu, że układanie klocków zabarwione kilkoma fajnymi zasadami okazuje się być nie tylko śmieszne, ale również nieźle zbliża towarzystwo. Role budowniczego i architekta mogą zmieniać się co rundę, z kolei mnóstwo kart mocno poprawia regrywalność. Dodajmy do tego klepsydrę i mamy przepis na świetną imprezowo-rodzinną planszówkę. Owszem, jest tu trochę gwarno, ale to niewielka cena za dobrą zabawę.

hocki3

Jednym zdaniem:

Szybka, przyjemna, mała i kolorowa gra karciano-klockowa (…?), pełna śmiechu i wesołego przekrzykiwania.

Recenzja popełniona dzięki uprzejmości wydawnictwa Black Monk! Dzięki!

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.