Mały kosmos… recenzja Pocket Imperium!

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Pocket Imperium

– Panie Kapitanie! Nadlatują! Cała eskadra!
– Spokojnie.
– Nie… psze Pana, to nie przelewki, musimy uciekać!
– Baczność.
<szur szur>
– Tak lepiej. O wojnie musisz się jeszcze wiele nauczyć, jesteś bardzo młody. Przyjdzie Twój czas.
– Ale.. Panie Kapitanie, są z każdej strony, trzeba się schować. Jesteśmy otoczeni. Ja w domu mam chomika. Świnkę morską mam. Mam po co żyć, gdzie wracać…
– Posiłki.
– C..co? Już jadłem. Panie Kapitanie, to nie żarty. Balbina uwielbia koniczynę…
– Posiłki już są w drodze. Odmaszerować.
<szur szur>
– Eh… Pora zmówić zdrowaśkę. To koniec…

pocketrec1Znnn

Pocket Imperium, mini gra o surfowaniu w kosmosie, podboju planet i bitwach pośród gwiezdnego pyłu. Obecnie planszówka zbiera monety na ufundowanie w wersji polskiej pod TYM linkiem. Też możecie dołożyć swoją cegiełkę, choć pewnie wcześniej przyda się Wam przeczytać kilka słów recenzji. Życzę miłej lektury.

(Tekst na podstawie edycji gry angielskojęzycznej)

Info:

Autor: David J. Mortimer
Data wydania: 2013
Polski wydawca: Games Factory Publishing
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~30-45 minut

O zasadach:

W Pocket Imperium otrzymujemy mały wycinek kosmosu, który składa się z siedmiu dwustronnych planszetek. Układamy je w odpowiedni wzór, bierzemy flotę wybranego koloru, po trzy karty akcji i już. Nie licząc ewentualnego dodatku, tak mniej więcej wygląda przygotowanie do gry. Zatem rozpocznijmy. Rozstawiamy początkowe statki i możemy zacząć planować swoje akcje. Mamy trzy możliwości – ruch, atak oraz rozwój – i układamy je w dowolnej kolejności. Następnie jednocześnie będziemy je odsłaniać i wykonywać. Pojawia się tu ciekawy mechanizm oparty o decyzje sąsiadujących rywali. W zależności od tego co wybiorą, zmieniać się będzie ilość akcji możliwych do użycia. Dla przykładu: gdy na ruch zdecyduje się tylko jedna osoba – przeprowadzi go trzykrotnie. Jeśli dwie (siedzące obok siebie) każda z nich zagra go dwa razy. W przypadku, gdy na tą samą kartę wystawi cała trójka – ruch będzie jednorazowy.

W ten sposób będziemy przepychać się w tej, bądź co bądź, dość ciasnej przestrzeni kosmicznej przez garść tur, by pod koniec każdej zyskiwać punkty za okupowane obszary. Ten z ‚dowódców’, który zbierze najwięcej punktów… no tak, wygrywa rozgrywkę.

A może tak, a może nie?

Kieszonkowa strategia

O dziwo, zabawę w podbijanie ciał niebieskich i dominację tam wysoko, w ciemnościach ponad chmurami, udało się zmieścić do bardzo małego pudełka. Teoretycznie gigantyczne 4X (eXpand, eXplore, eXterminate, eXploit) zostało zminiaturyzowane, okrojone z reguł i oddane do zabawy. Gra zajmuje niewiele miejsca nie tylko spakowana, ale również w formie ‚gotowej na stole’. Garść statków, żetonów i kilka plansz to mało, akurat jak na ‚kieszonkowca’ przystało. Do tego możliwe ekspresowe przygotowanie i łatwe zasady to duże zalety tego tytułu. Nie widzę przeszkód, by Imperium zabrać na wycieczkę w miejsca powszechnie uważane za publiczne i tam oddać się strategicznym wojażom w mikrokosmosie. Co więcej czas rozgrywki też nie należy do wybitnie rozwlekłych, a do tego jest dość elastyczny. Spokojnie można próbować go skracać, gdyby te przewidywane czterdzieści pięć minut okazało się akurat ciut długie. Ponieważ tury to zestaw powtarzalnych faz o prostych zasadach, nie ma większego problemu, by zamiast ośmiu zagrać ich na przykład pięć.

– Lecę w ten no, kosmos maleńka.
– …
– No lecę. Dziadek kazał. Nic mi nie będzie, statek jest bezpieczny, Kapitan spokojny. Wszystko będzie dobrze.
– …
– Gdyby czegoś było Ci trzeba, babcia się Tobą zajmie.
– …
– Ah… Kosmos jest taki cichy, nie ma strachu.
– <chrup chrup chrup chrup>
– Dobra ta koniczyna?
– <chrup chrup chrup chrup>
– No tak żarłoku. Wcinaj, wcinaj…

pocketrec5Z

Mechaniczne interakcje

Nieprzekombinowane zasady, prostota i sporo opcji do rozważenia. Jak na małą grę Pocket Imperium to niezła dawka taktyki i interakcji. Ze względu na trzy akcje i bardzo fajny mechanizm ich rozpatrywania, gra ma głębię i zacięcie strategiczne. Wydaje mi się, że nie jest ono specjalnie wielkie, przynajmniej w wersji podstawowej, co nie zmienia faktu, iż jest tu nad czym pomyśleć. Co prawda Imperium leży bardzo daleko od starszej braci gier ciężkiego kalibru 4X, niemniej jednak w swojej kategorii oferuje niemało. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że ruch, rozwój i walka to skromne nic, lecz w połączeniu z próbami kontroli ruchów przeciwnika, czy przewidywaniem zagrań – ostatecznie jest to dużo dobrego planowania.

Ale…

…tytuł kuleje tematycznie. To zwykłe przestawianie pionków, czysta kalkulacja co opłaca się bardziej, a co mniej. Gdzie wystawić dodatkowy żeton, jak przesunąć statki i czy uda się zrobić to teraz, czy może w przyszłej turze. Czy zdolności specjalne bądź różne rodzaje statków i kilka losowych zdarzeń nie nadałyby rozgrywce rumieńców? Kto wie. W efekcie próby podboju kosmosu i rozwijania Imperiów to przesuwanie statków i zbieranie punktów – z fajnym spektrum strategicznym, jednak bez większym niespodzianek i miodności. Nazwałbym Pocket tytułem bez klimatu, ze sprawnie działającą mechaniką o przyjemnej dozie interakcji – oczywiście wciąż pamiętając o kalibrze – gier małych i nieskomplikowanych.

Dodatek Prosperity

Wprowadzenie dodatku nadaje tytułowi większej złożoności i wydaje mi się świetnym, a nawet trochę obowiązkowym, rozwiązaniem. Szczególnie po zapoznaniu się z grą i odbyciu kilku pierwszych gwiezdnych pojedynków. A cóż wprowadza owy dodatek? Pliczek ekstra kart, które modyfikują nieco warunki punktacji oraz używane akcje. Od tej pory na koniec tury dodatkowo sprawdzamy, kto spełnił dane warunki i zbierze ekstra PZ. Posiłkując się przykładem: kto kontroluje najwięcej planet danego typu, czy też ma najliczniejszą armadę statków. Co więcej karty Prosperity poszerzają Pocket Imperium o możliwość wykonania ekstra akcji, gdy wybierzemy je, w przedstawionej na karcie dodatku, kolejności. Zamiast maksymalnego potrojenia zdolności, mamy szansę na czwartą powtórkę.

Niby niewiele, a jednak gra zyskuje na regrywalności i gracze mają kolejny powód do podumania przy planszy. Dzięki Prosperity rozgrywka może się nieco wydłużyć, przez co z czterdziestu pięciu minut zbliży się do sześćdziesięciu, ale to z korzyścią dla lubiących dobrze pogłówkować.

pocketrec2Znnn

Powtarzalność

Co odrobinę doskwiera mi podczas zabawy w te minimalistyczne wojny międzygwiezdne to dotykająca je wyraźna powtarzalność. Wybieranie na przemian trzech akcji, przesuwanie i rozpatrywanie walk (uproszczone niemal do mnimum: trzy statki vs cztery statki = pozostaje jeden statek) po pewnym czasie może okazać się monotonne. Pomijając warstwę taktyczną, samo wykonywanie czynności poruszania się i podboju skrawka kosmosu zdaje się być zwyczajnie… mało ekscytujące. Ot śmigamy w otchłani, zamiatamy żetony, obsadzamy planety, by ostatecznie zapunktować wybranym terenem. Następnie robimy to samo… i znowu. I znowu. I choć nie ukrywam, że w dobrym towarzystwie, jednocześnie dyskutując i opracowując ambitne plany pokonania planszowych rywali bawiłem się nieźle, to mimo wszystko po Pocket Imperium planuję sięgać raczej z umiarem. W odpowiedniej grupie osób i stosownym odstępie czasu – by nie nasycić się zbyt szybko :).

<chrup chrup chrup> – Balbina. Raport z posiłku.

Alert!

Wersja, na którą obecnie zbierane są fundusze, z tego co wiem, nie będzie zaopatrzona w drewniane statki. Ich miejsce zajmą żetony floty, zdaje się że kartonowe o zbliżonym kształcie. Jaki będzie miało to wpływ na grę? Zapewne żaden, no chyba że dla daltonistycznej braci będzie kłopotem rozróżnić je po kolorze… 🙂

pocketrec6Znnn

Wnioski:

To niewielkie pudełko zamkniętego kosmosu wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, zupełnie początkowe partie wydawały się bardzo ciekawe i wciągające. Odkryłem w niej spore pole do pokazania taktycznych możliwości mojego ‚sprytnego’ umysłu. Z drugiej jednak, im więcej minut spędzałem z Pocket Imperium, tym bardziej czułem wtórność moich wyborów. Na ten moment uważam, że najlepszym lekarstwem w gronie mych współgraczy, będzie stonowane chwytanie za ten mały czarny kartonik. Rozkładany na stole od czasu do czasu, traktowany jako rozgrzewka przed większym tytułem, typowy filer, czy kompan urlopowej wycieczki – myślę, że zabawi ze mną na długo. Obdarzone przemyślaną mechaniką Imperium nie jest grą złą ani słabą. Jest w moim odczuciu specyficzne, na odpowiedni nastrój, dla konkretnej grupy ludzi. A gdyby wzbogacić je o kilka dodatkowych drobiazgów, choćby o rasy czy specjalne zdolności, zyskało by i to znacznie. Jednak nie umniejszając, wraz z dodatkiem Prosperity gra się w Imperium dobrze, dość szybko, a do tego bez większych komplikacji przedstawia nowym graczom. Jak na kompaktową i prostą planszówkę to całkiem spora liczba plusów, a co za tym idzie – ma szanse przypaść do gustu dużej grupie osób.

Jednym zdaniem:

Mały, nieskomplikowany filer, raczej o niskiej dawce klimatu, lecz z fajnymi możliwościami taktycznymi i z wiele wnoszącym dodatkiem o nazwie Prosperity.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Games Factory Publishing. Dzięki! 🙂

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.