Czas wynalazków… Steam Works!

W okrągłej sali po sufit wypełnionej stęchłym powietrzem dało się słyszeć ciche pobrzękiwanie. Metaliczny posmak zostawał na ustach, gdy tylko otworzyć je na krótką chwilę. Z oddali dobiegł dźwięk. Hałas. Pisk.

-Szeeeefieeee!! Szeeeefieeee!!! Rany, rajuśku, szefieee! Gdzie się boss znowu podziewa! Racuchy niosę! Racuchy ciepłe!
-..Tt-tu, tutaj. Tutaj jestem. Jak syrena alarmowa… Zamnkij dziub!
-O, tu jesteś Panie. Racuchy przyniosłem. Wreszcie je znalazłem, troche wyschły w te trzy dni… No, ale w końcu trzy dni to nie tydzień! Wciąż pachną olejem. Założę się, że smakują lepiej niż poprzednie.
-No tak, trudno żeby coś smakowało gorzej…
-Tu postawię… Cóż Szef buduje? Wygląda trochę jak… Sam nie wiem. Coś to z pewnością mi przypomina…
-To mój drogi jest Maszyna X. Najprawdziwsza, przełomowa, ultrawydajna Maszyna X!
-Już wiem! Tak! Wygląda trochę jak toster!
-Sam jesteś toster. I śmierdzisz… jak racuch. Ta Maszyna mój drogi, to jest przepustka do sławy. Pieniędzy. Do prawdziwego dobrobytu!
-A dam radę zrobić tym tosty?
-…Maszyna X zbierze dla nas kasę, jak to mówi młodzieży – hajs! Złoto! Tylko popatrz, tu stajesz, tam przekręcasz… <pik pik>… o, o obracasz i… <krrrt krrrt> tu pop-popchnie…sz <bul bul> ii..i… o!
-Tu Szefowi odpadło…
-Dawaj to! Zobaczysz, będę sławny… Zostaw mnie, muszę wracać do pracy… To będzie cudowne urządzenie….
-Przydałby się nam toster. Tak. Z pewnością przydałby się toster. Bo olej na racuchy jest już trochę zbyt czarny…

Powyższy wstęp, choć tylko częściowo odzwierciedla to co w grze Steam Works można znaleźć, jest zwyczajowym wstępniakiem do recenzji. Ta znajduje się tuż poniżej. Uzupełniając dodam, iż lada moment rozpocznie się zbiórka gotówki na ufundowanie polskiej wersji tegoż tytułu. Tymczasem zapraszam do czytania.

(Niniejsza recenzja oparta jest o wersję anglojęzyczną, nie polską)

SW5

Dane:

Autor: Alex Churchill
Data wydania: 2015
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~90-120 minut

Coś o obsłudze:

Steam Works to gra o budowaniu maszyn. Urządzeń. Robotów? Narzędzi? Mnóstwa mniejszych i większych ustrojstw, które ostatecznie będą polami akcji o różnej funkcji, gotowymi do posłania na nie pracowitych robotników. Tych z początku gracz ma dwóch. W późniejszych fazach dojdzie trzeci, czwarty, być może nawet piąty. Siłę roboczą trzeba oczywiście opłacić. I tak też przebiega tura gracza. Rozliczamy się z naszym pionkiem i kładziemy go na polu akcji bądź pasujemy. To drugie przynosi w zamian odpowiednią ilość ‚gotówki’. Co zaś tyczy się samych akcji, tych zwykle do wyboru jest… całe mrowie. Poza tym, że w trakcie rozgrywki powstawać będą coraz to nowsze, dodatkowo każdy gracz na karcie postaci ma kilka ‚prywatnych’. Podczas przygotowywania partii, można zdecydować się na układ prostszy bądź trudniejszy. W prostszym zdolności inżynierów będą identyczne. Trudniejszy zaś dostarcza im trochę zróżnicowanych umiejętności.

Ogólnie rzecz biorąc każda partyjka to ogrom móżdżenia. Skąd, jak, gdzie, do kogo i kiedy położyć swoich pracowników lub kafle urządzeń. W ciągu około dwóch godzin graczom przyjdzie tworzyć machiny zasilane z różnych źródeł energii, produkujące masę ciekawych możliwości i dóbr. Nie zabraknie kombinowania, myślenia, zapewne pogawędek… i świetnej zabawy.

Sekcja odczuć prywatnych:

W…O…W…!

Czasami tak mam, że jeszcze zanim przeczytam instrukcję już wiem, że muszę w ‚to’ zagrać. Podobnie nieodparty pociąg nawiedził mnie wobec Steam Works. Dość dawno temu, na pewnych dużych targach w sercu Trójmiasta. Gdy pierwszy raz zobaczyłem jego interesujące pudło wypchane kaflami i wysłuchałem pobieżnie reguł… pomyślałem <huh, grałbym>. Już kilka miesięcy później rozgrzebany na stole karton czekał na rozgrywkę. O dziwo przez instrukcję przebrnąłem bez większych zgrzytów, wcześniej spodziewając się mnóstwa zasad i komplikacji. Nie tym razem. Rach ciach i pierwsze rundy rozwiały wszelkie wątpliwości. Steam Works zwalił mnie z nóg. Dostarczając ogrom możliwości i multum rozwiązań zmusił mnie do jednego, bardzo krótkiego zresztą, podsumowania. Wow.

SW4

Wow, ale co w tym całym składaniu kafelków jest prawdziwie fajnego? Nie pierwsza to i pewnie nie ostatnia planszówka, gdzie dokładamy kwadracik do kwadracika i budujemy sobie… cokolwiek. Pomijając, że zgrywa się to tematycznie – sama zabawa w inżyniera, montowanie mechanizmów, faktycznie późniejsze korzystanie z naszych wynalazków to po prostu piekielnie interesujące zajęcie. Co więcej, używać możemy nie tylko swojego sprzętu, ale również tego po sąsiedzku. Otwiera to szerokie pole do strategicznych manewrów i solidnego główkowania. Zakładając, że przeciętna aparatura składa się z jakichś czterech kafli, dość łatwo jest wyobrazić sobie zatem, że pod koniec gry może ich być na stole przeszło kilkanaście. Co za tym idzie wyborów do rozstrzygnięcia nie powinno zabraknąć, gdzie o regrywalności nawet nie wspomnę. Cały system wcielania się w konstruktora, składania maszyn napędzanych parą czy prądem to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Szczególnie dla tych, którzy lubią tego rodzaju temat i charakter typowego euro.

Easy game!

Większość partii w Steam Works zajęła mi mniej więcej około dwóch godzin każda. Jeśli zdarzały się odchylenia od normy to raczej dłuższe niż krótsze. Wraz ze stosunkowo długim czasem rozgrywki i jednocześnie pokaźną ilością elementów z zestawem dość skomplikowanych na pierwszy rzut oka grafik, wydawać się może planszówką wagi ciężkiej. Okazuje się jednak, że czas przy stole nie dłuży się, a reguły są raczej proste i całkiem przejrzyste. W skrócie? Połóż pionka, wykorzystaj akcje i tura przechodzi do sąsiada. Co prawda część zdolności i zależności pomiędzy nimi może wydawać się złożona i nie do końca oczywista… ale sądzę, że to tylko pozory. Przez chwilę również czułem się przytłoczony mocą elementów i innych detali, lecz już po kilku turach przyzwyczaiłem się i przeszedłem na pełny automat. W razie ‚gdyby’ pomocą służy całkiem nieźle skomponowana instrukcja – choćby dzięki opisowi większości dostępnych w grze podzespołów. W rezultacie tytuł Steam Works widzę jako prosty w zrozumieniu, o przystępnych regułach, a jego przyjemną mózgożerność upatruję w ilości różnorodnych kafelków i szerokiej puli dostępnych możliwości.

<klik klik klang> <klik klik klang> <klik klik klang> <klik kl…>
<brzdęk>
-cholipcia! Gdzie to… tu jesteś! Acha! Mam Cię!
-Szeeefieee!
-..cc-cco?
-Szeeefieeee! Mam…
-Niech zgadnę. Racuchy.
-…babeczki.
-Och. Cudownie. Nie przeszkadzaj mi, właśnie rob…
<klik klik…KLANG>
-JEST! Zobacz! Zobacz!! Sukces!!!
-Wspaniale Panie! A co to jest? Gdzie to… jest?
-Tutaj, właśnie tutaj!
-No… wygląda całkiem jak ten. Znowu mi uciekło…
-…
-Achhh! Tost! Nie no, to na pewno jest tost. Jednak mnie Pan posłuchał. Nawet pachnie podobnie.
-To. Jest. Pieniądz.
-Ekhem. Wygląda jak tost. Założę się, że nawet smaku… Co z tymi babeczkami? Hm?
-Nie babeczkuj mi tutaj! To najprawdziwsza moneta! Czy ty rozumiesz co to znaczy? Starania nie poszły na marne! Jesteśmy… Jestem… bogaty!
-Za tosty nic nie można kupić mój Panie…
-BOGATY!!
-A babeczki?
-Wynocha!!!
-<psst> Miłe Panie, przykro mi, Pan nie jest dzisiaj w humorze. Chodźmy.

SW3

Maszyny w ruch!

Często słyszę, że gry euro to suchary bez polotu i klimatu. Siedzisz i kombinujesz jak tu zebrać więcej punktów. Ju…hu… A ja tam lubię euro. I lubię zmuszać do lubienia euro. Steam Works trochę łamie mi ten kanon. Jak na typowe optymalizowanie w celu zbierania punktów, z niewielkim ładunkiem losowości ma w sobie coś…. klimatycznego. Owszem, daleko temu do wielkiej przygody i rozbudzania wyobraźni. Jednak składanie urządzeń, udawanie wynalazcy, stawianie robotów czy zwykłe pobieranie kafli z taśmy produkcyjnej – nie dość, że wydaje się bardzo sensowne, to jeszcze dobrze łączy dwie sfery: klimatu i mechaniki. I choć ciężko wyczuć zapach pary, usłyszeć strzelającą elektryczność czy zgrzytające zębatki chroboczące z prostych i martwych kafelków gry planszowej… to jednak Steam Works na tyle ile może – daje radę. To fajne uczucie wejść w buty steampunkowego konstruktora i zbudować to czy tamto. Toteż system budowania wraz z ujmującym tematem uważam za zwyczajnie – rewelacyjny.

Krótko o regrywalności

Gigantyczna. Ilość kombinacji jaką można uzyskać z silniczków, źródeł zasilania i zdolności poszczególnych postaci jest ogromna. Gdybym tylko miał gdzieś pod ręką kalkulator… tak mogę tylko zgadywać, że szansa na powtórkę z ‚rozgrywki’ jest zdecydowanie, z braku lepszego słowa, niewielka. Z drugiej strony, gwoli precyzji, bogactwo kafelków nie jest aż tak bujne. W pudle jest po kilka kopii tych samych sztuk, więc o ich powtarzalność nietrudno. Dość szybko wpadają w oko i łatwo je rozpoznać, szczególnie dzięki podpowiedziom z instrukcji. Finalnie jednak, nawet ta drobna reprodukcja nie wpływa znacząco na obniżenie regrywalności. A gdy dodać do tego wiele możliwych do obrania taktyk, budowanie konstrukcji to pod siebie, to pod rywali, maszyn większych, mniejszych, wykorzystywanie zdolności swojej postaci… Ahh, morze… ocean możliwości.

SW6

Łee, to mi się nie podoba…

Zawsze znajdzie się coś, na co można ponarzekać. A to za mało miejsca na stole, a to za mało wolnego czasu. A czemu instrukcja niezrozumiała albo za dużo wyborów. Jakże sprytnym sposobem w poprzednich dwóch zdaniach zawarto niuanse, które w Steam Works z lekka mi doskwierają!

Po pierwsze, przynajmniej jak na moje prywatne, wolne przedwieczory, Steam Works trwa odrobinę za długo. Dwie do trzech godzin to niemało czasu, a bywa że na tyle rozgrywka potrafi się rozciągnąć. To raczej tytuł na danie główne wraz ze sporym pakietem zajętych minut.

Druga rzecz, to wolna przestrzeń, której na niewielkim stole może prędko zabraknąć. Trochę centymetrów kwadratowych blatu na porządną maszynownię z pewnością się przyda. Niby to tylko kilka klocków, niby nieduża plansza taśmociągu, a po chwili okazuje się, że wolnego miejsca na wazon z kwiatami, ciastka, dwa kubki, czy ewentualnie dziesięć – zaczyna brakować.

Kolejna sprawa – widzenie peryferyjne. Przydatna zdolność. Zważywszy na fakt, iż gracze mogą używać maszyn przeciwników, bardzo polecam zerkać czasami w ich obszar gry. Bywa, że bardziej opłacalne okazać się może wysłanie robotnika właśnie na sprzęt sąsiada, co za tym idzie – wiedza o wynalazkach kolegów to rzecz zaiste korzystna. Jednocześnie jej nabycie wcale nie musi być proste. To niełatwe zadanie ogarnąć kilka czy kilkanaście maszyn i podjąć szybką decyzję, gdzie tym razem posłać naszego robotnika. Krótki paraliż decyzyjny może towarzyszyć nam tu i ówdzie.

I na koniec… instrukcja. Fajnie napisana, zrozumiała, przyjazna, przejrzysta… bez opisanego jednego kafelka. Nie znalazłem o nim informacji, sam nie wiem dlaczego. Może to ja, a może go tam nie było. W polskim zeszycie zasad takiego problemu, mam nadzieję, nie będzie.

Wnioski:

Nie chcę wybiegać zbyt daleko w przyszłość, ale śmiem podejrzewać, że Steam Works to najlepsza, bądź jedna z najlepszych gier euro w jakie grałem, i pewnie grał będę w tym roku. To tylko ja, nie każdy musi się ze mną zgodzić, ale regrywalność, otoczka tematyczna i mechanizm rozgrywki niesamowicie przypadły mi do gustu i stawiam Steam Works wysoko na liście ulubionych tytułów. I właściwie to by było wszystko co mam do powiedzenia. Podsumowując: gra mi się wyśmienicie, bo uwielbiam euro i steampunk. Z chęcią sięgnę w wolnej chwili i niespecjalnie przeszkadzają mi potencjalne minusy.

-JEST JEST, DZIAŁA!
-Co się Szef tak wydziera? Co się stało?
-TO JUŻ! No, no… maleńka! Pięknie… pięknie…
-Ooo… A co to takiego…? Szefie, co to jest?
-To mój drogi. To są… Punkty Zwycięstwa.
-Ależ się… ależ się świecą.
-Tak, to prawda.
-No… faktycznie, piękne. A po co nam te całe punkty?
-Jak to po co?
-No bo, no… po co?
-To proste. Żeby mieć!
-Ok… a moglibyśmi mieć… na przykład toster?

SW2

Jednym zdaniem:

Ciekawe euro o steampunkowym zabarwieniu, zabawa w budowanie urządzeń, wiele dróg do zwycięstwa, nieco długa, z dużą regrywalnością i szerokim polem możliwości.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Baldar. Dzięki!

Print

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.