Puść je na wodę… recenzja gry Festiwal Lampionów.

Jakoś całkiem niedawno w moje ręce wpadła gra o intrygującej nazwie – Festiwal Lampionów. Planszówka skierowana w dużej mierze do grupy graczy ‚rodzinnych’, co zresztą sugeruje odpowiedni napis na pudełku. Sam tytuł wiele nie mówi, toteż czym prędzej zabrałem się za instrukcję, ciekawy tego co gra ma do zaoferowania. Z czym Lampiony ‚się je” i czy dają radę możecie poczytać w niniejszym materiale. Oto garść moich opinii.

Info:

Autor: Christopher Chung
Data wydania: 2015
Polski wydawca: Games Factory Publishing (GFP Family)
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~30-45 minut

lanterns5

Po krótce – jak grać?

W pudle znajdziemy między innymi barwne kafle tafli jeziora (upstrzone znaczkami lampionów), trochę kart oraz drewienka kształtu statków (bądź łodzi jak kto woli). Wszystkie komponenty porządkujemy i wybieramy te, które potrzebne będą do naszej partii. Część kafelków rozdajemy graczom, a resztę układamy w pobliżu jako stos do dobierania. Karty różnokolorowych lampionów oraz talentów również rozdzielamy i umieszczamy w okolicy. Na środku, pomiędzy graczami, ląduje startowa płytka jeziora, gracze pobierają pierwszą kartę lampionu i rozgrywkę można zacząć.

W trakcie zmagań będziemy kolekcjonować karty, które z kolei wymieniać możemy na talenty. Te drugie to swego rodzaju zadania polegające na zebraniu odpowiednich kombinacji lampionów – czterech takich samych, trzech par lub siedmiu różnych. Każdy rodzaj talentu można zyskać kilka razy, jednak im mniej zostanie ich w danym stosie, tym mniej punktów zwycięstwa będą ostatecznie warte.

Obowiązkiem graczy będzie również dokładnie do tafli jeziora kolejnych elementów z wzorami lampionów. Od tego jak ułożony zostanie nowy kafel zależeć będzie ilość i rodzaj kart jakie zostaną rozdane poszczególnym graczom oraz ewentualne uzyskanie figurek statków.

Drewniane łódki natomiast pozwalają na zamianę kart lampionów na inne, co może w niektórych sytuacjach okazać się wyjątkowo przydatne.

Na koniec gry oczywiście liczą się punkty zwycięstwa zdobyte dzięki spełnionych zadaniom, a ten z graczy, który zapunktuje najwyżej – wygrywa.

lanterns4

Opinii czar:

O czym wspomniałem już na początku – Festiwal Lampionów to gra z kategorii familijnych. I tak też starałem się traktować ją już od pierwszej rozgrywki. Bez wygórowanych oczekiwań, nastawiony na luźną zabawę zasiadłem do stołu i zaczęliśmy. Partyjka szła gładko, bez zgrzytów i wątpliwości. Instrukcja i karty pomocy dobrze upilnowały, bym nie musiał głowić się nad regułami. Już po kilku rundach okazało się, że układanie jeziora i zbieranie lampionów nie jest specjalnie skomplikowane, a gra działa płynnie. Nie doświadczyłem długich przestojów, ruch każdego z nas zajmował zwykle krótką chwilę, a ewentualne momenty intensywnego ‚pomyślunku’ zdarzały się raczej bliżej końca partii, kiedy zaczynaliśmy liczyć dokładniej ile zostało nam czasu do rundy finałowej. Owszem, gdzieś tam czasami wdarły się momenty paraliżu decyzyjnego, ale to kwestia bardzo marginalna.

Lampiony to gra bardzo przystępna i fajnie skonstruowana. Poza tym, że zasad można nauczyć się naprawdę ekspresowo, możliwości jakie możemy podjąć w danej turze nie są znowu tak bardzo rozbudowane, by przyprawiać o ból głowy. Ot spokojnie kombinujemy sobie co chcielibyśmy zebrać, jakie karty są nam potrzebne i w który talent celujemy w danym momencie. A jeśli nasz plan miałby się nie powieść, to zapewne i tak otrzymamy jakieś zasoby i przemoderujemy taktykę na nieco tylko inną. To jednocześnie zaleta jak i drobny minus zabawy. Zwykle ciężko napsuć komuś tak bardzo, by został w tyle i poczuł, że szanse jego zostały pogrzebane. Nie zdarzyło mi się, by ktoś znacznie zdystansował rywali, powalił na punkty i ewidentnie wyskoczył przed peleton. Jak na rodzinną partyjkę w niedzielne popołudnie, bez negatywnych intencji – jest okay. Gdy chcemy się zrelaksować i zagrać w coś o ciekawym i przyjemnie działającym mechanizmie. Jednak gdy szukać czegoś z ‚ostrzejszym zębem’ to raczej nie będzie to Festiwal Lampionów.

Wykonanie choć dość minimalistyczne, jest dobre i prezentuje się nieźle. Karty są małe i estetyczne, a co ważne – okiem daltonisty dostrzegam wszystkie ich kolory bez żadnych trudności. Gdybym jednak jakimś cudem zdołał się pogubić, pozostają jeszcze kształty lampionów, które ratują sytuację. A jak pozostałe elementy? Kafle jak kafle, są kolorowe i całkiem twarde, również wyraźnie oznaczone. A stateczki, choć z powodzeniem mogłyby być zwykłymi kartonowymi żetonami, są z drewna – co jest jak najbardziej ok. I pudełko. Tu nie do końca rozumiem jego rozmiary. Komponenty można by upchnąć w sporo mniejszym kartonie, choć być może chodzi o to, by pasowało rozmiarem do innych potencjalnych planszówek goszczących na naszych regałach.

lanterns3

Festiwal to tytuł, w którym klimatu nie czułem… za bardzo. Z jednej strony na kartach i płytkach goszczą śliczne grafiki z lampionami na czele. Dodatkowo łódki i spokojny charakter rozgrywki wnoszą trochę tematu i faktycznie widać jak na stole tworzy się kolorowa układanka. Z drugiej jednak punktować za talenty mógłbym kartami o zupełnie innych oznaczeniach, a na kaflach jeziora nadrukować można by cokolwiek innego. Mechanika niekoniecznie zgrywa się tutaj z tematem, ale jednocześnie wykonanie wygląda bardzo dobrze i gra może się podobać. I ponownie – wydaje mi się, że jak na tytuł familijny obrany ‚klimat’ jest odpowiednim wyborem.

Uważam, że Festiwal to tytuł idealnie podchodzący pod tak zwany gateway. Pod tytuł odpowiedni do tego, by wciągnąć zupełnych laików do hobby planszówek. By pokazać im fajne rozwiązania w fajnym tytule, o przejrzystych regułach i dość szybkim przebiegu rozgrywki. Nie rzucając ich w wir skomplikowanych i wymagających wydarzeń. Gra dostarcza w każdej turze niewielką ilość prostych wyborów i oferuje mało negatywnej interakcji. W sam raz by usiąść we dwie do czterech osób i na luzie pograć i pokazać jak nowoczesne gry planszowe mogą wyglądać.

I na koniec jeszcze jedno. Coś co być minusem może, ale wcale nie musi… Otóż regrywalność, czyli to jak grać się będzie w Lampiony za piątym, dziesiątym czy dwudziestym razem. O ile system to dobry i działa nieźle, o tyle ja sam staram się nie stosować go nazbyt regularnie. Ponieważ gra w swojej lekkości oferuje niewielkie zróżnicowanie tego co możemy robić, osobiście wolę po nią sięgać w dłuższych odstępach czasu. Zwyczajnie dlatego, że jedna bądź dwie partyjki naraz w zupełności wystarczą, nie chcę opychać się nią do pełna.

lanterns2

The End:

Nie ma tu wiele do powiedzenia. Festiwal Lampionów w charakterze gry rodzinnej jest tytułem bardzo interesującym. Estetyczne wykonanie, przyjemny ‚flow’ rozgrywki, przemyślane i logiczne mechanizmy oraz dobry czas na partię to mnóstwo plusów jak na jeden tytuł. Niewielkie wady nie doskwierają mi na tyle by za Festiwal nie chwycić raz na jakiś czas i na luzie sobie w niego po prostu pograć. Co prawda jako gracz ‚zaawansowany’ nie zagrywam się w nią do oporu, jednak doceniam opracowany system i znajduję w nim sporo dobrego, gdy już razem spotkamy się przy wspólnym stole.

Jednym zdaniem:

Porządna gra familijna, ciekawie skonstruowana, z małą dawką interakcji i o przyjemnym, luźnym przebiegu rozgrywki.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Games Factory Publishing. Dzięki!

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.