Wikingów czas… recenzja W imię Odyna!

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – In the name of Odin!

Porywisty wiatr dął z całych sił i bez skrupułów szarpał ściany samotnie stojącego domku. Wątła konstrukcja raz za razem dygotała u podnóży, a spadzisty dach sprawiał wrażenie bardzo, ale to bardzo zmęczonego. W środku było zimno. I to nawet nie do końca zimno, a raczej przeraźliwie mroźno. Dwie ukryte w cieniu postaci okryte grubym kocem patrzyły w górę, prosto na strop. Jedna z nich, wyraźnie mniejsza, oddychała ciężko i krótko. Skryta pod ramieniem potężnej postury drugiego Wikinga, co kilka chwil zerkała w bok, w oczy swego ojca.

– Przyjdzie czas synu, kiedy w chwale powrócisz jako dowódca największej łodzi po tej stronie kuli ziemskiej, kiedy u Twego boku stała będzie najpiękniejsza kobieta tego lądu, a w ładowniach przypłynie z Tobą tyle bogactw, że ochrzczą Cię bohaterem.
– Tak myślisz ojcze? Jak na razie brakuje nam drewna do załatania cieknącego dachu…
– Przyjdzie czas synu. Z pewnością.
– Kiedy?
– Nad ranem ruszamy na wyprawę. Setka najlepszych wojowników, handlarzy i marynarzy będzie z nami na łajbie. Nie może się nie udać.
– Ale… kiedy?
– Wrócimy gdy nadejdzie odpowiednia chwila. Może nie wszyscy i może nie cali, ale wrócimy.
– I po co płyniemy? Czy nie możemy zostać tutaj… do lata…?
– Po chwałę synu. Po chwałę.

Odin9

W imię Odyna! Gra ufundowana w serwisie Kickstarter trafiła również na polskie Wspieram.to i na chwilę w której piszę te słowa już uzbierała wymaganą kwotę potrzebną do wydania. I choć stówa została przekroczona, wciąż można dokładać cegiełki i pomóc w osiągnięciu kolejnych progów poprawiających czy usprawniających planszówkę.

Jakiś czas temu przewinęło się przez moje ręce pudełko ładnie wykończonej anglojęzycznej edycji, którego zdjęcia możecie znaleźć pod tym linkiem: Look inside! Udało mi się nawet zagrać partyjkę z użyciem figurek, kolorywch kart i solidnych rozmiarów planszy. Pozostałe testy przyszło mi przeprowadzać na wersji prototypowej, której zdjęć w niniejszej recenzji nie znajdziecie. Te które zamieszczam to wspomniana wyżej – wczesna kopia – i jednocześnie nie mam pewności czy tak będzie wyglądał końcowy produkt. Powinien dać Wam jednak jako taki pogląd, choćby ogólny. A teraz zapraszam już do przeczytania mojej opinii.

Info:

Autor: Krzysztof Zięba
Data wydania: 2016
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~60 minut

Odin8

Ustęp o regułach – w skrócie i pobieżnie:

Spora część gry W imię Odyna to karty – obrazujące budynki, łodzie, bohaterów, wyprawy czy akcje. Od tych ostatnich w gruncie rzeczy zależy bardzo wiele, gdyż zawierające po dwa różne symbole karty pozwalają na wykonywanie konkretnych akcji oraz mogą wpłynąć na zdobywane na rajdach punkty. Jak to wygląda w praktyce? Partię rozpoczynamy z sześcioma kartami na ręce i ich użyciem możemy wykonywać konkretne czynności. Przykładowo będzie to budowa budynku czy nabycie łajby, rekrutowanie jednostek bądź bohatera. Zagrane karty odrzucamy, nigdy nie wykorzystując więcej niż jednego symbolu z każdej z nich. W miarę postępu rozgrywki będziemy rozwijać swoją planszę gracza, czyli miejsce gdzie wzniesiemy różne struktury (te stanowią dodatkowe usprawnienia), rekrutujemy herosów, którzy dostarczają specjalne zdolności, przygarniemy również trochę wikingów, przygotujemy im statki i ostatecznie wybierzemy się na wyprawy. Wiele kart przyniesie nam punkty zwycięstwa, a sukces na misji może dać ich doprawdy całkiem sporo. Ahh! I aby skutecznie je wypełniać – trzeba zabrać ze sobą bohatera i odpowiednią liczbę wikingów.

Ten z graczy, który uzyska najlepszy rezultat punktowy – wygrywa.

Sedno sprawy:

Wrażenia

Dość o regułach, czas przejść do wrażeń jakich nabawiłem się przy zabawie z Odynem. Ok, przede wszystkim dobrze zaznaczyć już na samym początku – to jest gra euro. Chodzi o optymalizację ruchów, wyciśnięcie największej liczby punktów z dostępnych kart i wykorzystanie okazji pojawiających się w trakcie rozgrywki. Nie jest to przygodowa planszówka, z tłem fabularnym i epickimi wyprawami w nieznane – przeplatanymi mordem, krwią i wszystkim tym co może się Wam z życiem wikinga kojarzyć. Brak tu sztormu bryzgającego nad stołem, wyimaginowanych błyskawic i wojennych okrzyków (no chyba, że któryś z Was tego dostarczy). Nie ma tej całej groźnej, buzującej testosteronem otoczki i… nie szkodzi. Bez tego zamknięty w ramy euro Odyn okazuje się radzić sobie całkiem dobrze. Zarządzanie kartami akcji, wznoszenie budynków czy organizowanie ekip do podjęcia wyprawy to niekiepski kawałek rozrywki. I gra choć tak inna od tej, której obraz sam sobie wykreowałem zaskoczył mnie niezwykle pozytywnie. Dlaczego? W dużej mierze za proste reguły, łatwość wejścia w rozgrywkę i spore, nieskomplikowane wybory jakie oferuje. Wydaje mi się, iż liczba akcji na jakie możemy zdecydować się w trakcie tury jest na fajnie zbalansowanym poziomie – nie za dużo, nie za mało – ot tyle, by nie sparaliżować naszych ruchów i zachować przyjemną płynność rozgrywki. I właśnie to, że akcje nie ciążą grze jak kula u nogi czyni z niej fajny, średnio-lekki tytuł w przyjemnym świecie wypchanym wikingami.

Odin5

Aparycja

A jak ma się wygląd Odyna i jego wykonanie? Bazując na organoleptycznych doświadczeniach z wczesną wersją planszówki mogę powiedzieć, że ma się całkiem całkiem. I tak dla przykładu, karty z miłego w dotyku, trochę błyszczącego materiału powinny być bardzo odporne na częste tasowanie i miętolenie. Figurki prezentują się przepięknie i wbrew pozorom dobrze, że w pudełku są. Spotkałem się z opinią, iż niepotrzebnie zawyżają cenę, a ich miejsce spokojnie mogłyby zająć sześciany kolorowego drewna… ok. Mogłyby. Tylko, że jakoś zdecydowanie bardziej preferuję kontakt z figurkami dodającymi choćby niewielki ładunek klimatu. Nie wspominając już o tym, że zwyczajnie wyglądają dobrze. Co do grafik również nie mam zastrzeżeń i z przyjemnością spoglądałem na postaci herosów, budowli czy łodzi. Wniosek? Kawał dobrej roboty.

I plansza. Zarówno prototypowa jak i ta z drukarni, które przewinęły się przez mój stół, były po prostu olbrzymie. Fajnie organizowały przestrzeń przeznaczoną na karty i resztą materiału. Prawie wszystko miało swoje miejsce i dobrze komponowało się jako całkoształt – za co duży plus. Szkoda tylko, że zabrakło mi przestrzeni na planszetki graczy oraz instrukcję do której lubię czasami zaglądnąć. Gdyby zależało to ode mnie, skurczyłbym planszę o kilka/naście centymetrów.

Żagle na maszt, płyniemy na rajd!

Jak już wspomniałem, w trakcie rozgrywki dużą rolę odgrywają karty akcji, z których zużywamy symbole do podejmowania różnych działań. Ciekawy to system i działa nieźle – jest drogą do wielu czynności, które często dostarczą punktów zwycięstwa. Jednak głównym obiektem zainteresowań powinny okazać się misje. Te zapewniają różne wartości PZ (w zależności od kilku czynników) i bywają bardzo łakomym kąskiem dla graczy. Co więcej, służą również za timer partii, gdyż po wykonaniu ostatniej nastepuje koniec gry. Na dobrą sprawę rozgrywka toczy się właśnie wokół nich, wiele akcji jakie podejmiemy będzie miało oddźwięk w wyprawach i często będziemy się kierować właśnie tym. By jak najlepiej wykorzystać zasoby do odbycia rajdu. By zebrać za nie jak najwięcej punktów i ukończyć ich więcej niż pozostali. Pod tym względem gra jest w pewnym sensie liniowa, nie sądzę by całkowicie ignorując rajdy dało się wygrać rozgrywkę. To zapewne pierwotny zamysł i tak też Odyn miał działać – zatem ok, jest to jak najbardziej przemyślane. W końcu dużą część życia (ponoć :]) Wikingowie spędzali właśnie na podbojach, grabieżach i handlu. Tylko odnoszę wrażenie, że skupiając się na ważności wypraw pozostałe elementy trochę na tym tracą. Ostatecznie główny cel jest jasny, a cała reszta to pomoc w jego realizacji.

Odin2

I teraz najważniejsze – postawienie przed graczami oczywistego targetu – róbcie rajdy, podkręcajcie silniczek, by robić je jak najlepiej – czyni z Odyna właśnie typ gry euro wagi lekkiej. W tej kategorii sprawdza się wspaniale. Jednocześnie próżno szukać tu ciężkiej rozrywki, wielu gałęzi rozwoju i szerokiego skrzyżowania dróg do zwycięstwa. Optymalizujemy, maksujemy, staramy się wybrać najbardziej korzystne struktury do wykonania rajdów.

Zagrajmy!

W imię Odyna w całej swej kuszącej okazałości to gra zdecydowanie dobra. O niskim progu wejścia, przyciągającym wzrok wyglądzie i ciekawym temacie nadawać się może jako świetny wprowadzacz do gier euro. Daleka do banalnej prostoty i jeszcze nie wyjątkowo skomplikowana może się podobać i zaspokoić umysłowe potrzeby kalkulowania oraz kombinowania. Być może nie do końca nadaje sie na zupełnie pierwszą nowoczesną planszówkę, ale już jako produkt dla lekko ‚oświeconych’ może okazać się strzałem w dziesiątkę. Łatwość nauczenia, niezbyt długi (i elastyczny) czas gry oraz niski poziom interakcji będą kluczowe przy podjęciu decyzji o włączeniu jej do kolekcji.

A właśnie – interakcja. Nie ma jej zbyt dużo i tak właściwie najwyraźniej widać ją podczas odbywania wypraw przez współgraczy. Możemy wtedy dołożyć im kartę, która miałaby przeszkodzić i zmniejszyć liczbę otrzymanych za nią punktów. Czasami uda się nam podebrać co smaczniejszy kąsek z puli budynków, bohaterów, akcji, łodzi czy wypraw i to z grubsza wszystko jeśli chodzi o wpływ na ruchy rywali. Ot delikatna i mało szkodliwa interakcja.

ofOdin10

The End:

W imię Odyna to solidny i dobrze działający tytuł. Mechanika zazębia się prawidłowo i dostarcza sporą porcję fajnego móżdżenia. Nie ma tu co prawda wielu wymyślnych rozwiązań czy wspaniałej, klimatycznej przygody, jest za to przyjazny system i dobra gra euro. O lekkim charakterze w ładnym wydaniu. Fajna, nieźle ‚skrojona’ planszówka, która ląduje na długo w mojej kolekcji :).

Jednym zdaniem:

Lekkie euro w pięknym wydaniu, przejrzystych zasadach i dobrym czasie rozgrywki – za Odyna!

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Baldar. Dzięki!

Print