W kurzawie pary… Steampunk Rally!

Aktualizacja: KLIK tu znajdziecie więcej informacji i samą akcję crowdf.

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside – Steampunk Rally!

W chwili gdy piszę te słowa gdzieś w Sieci krąży już info o planowanym projekcie wydania polskiej wersji Steampunk Rally. Na efekt rodzimego crowdfundingu przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, jednak coś mi mówi że i tym razem krakowskiej ekipie GFP akcja zwyczajnie ‚siądzie’. I szczerze mówiąc mam nadzieję na sukces, bo po sutych godzinach spędzonych w Steampunkowym wyścigu wiem przynajmniej jedno – to gra, która ma spore szanse trafić w gusta wielu z Was. Ugh, to dopiero wstępniak, ja już zachwalam, a przecież SR nie jest taki znowu bez wad i czysty jak łza. Może najpierw poczytajcie co poniżej, dotrwajcie do wniosków i wtedy poznacie całkoształt. Zatem trochę więcej o tym co o grze myślę, cóż wpadło mi w oko podczas rozgrywek, a co z chęcią bym z niego wydłubał bo kłuje i doskwiera, znajdziecie w niniejszej recenzji. Do dzieła i bawcie się dobrze.

str2X

Info:

Autor: Orin Bishop
Data wydania: 2015
Polski wydawca: Games Factory Publishing
Liczba graczy: 2-8
Czas gry: ~45-60 minut

Na krótko – o regułach:

Zasady gry są stosunkowo proste, choć dają ogrom możliwości. Generalnie rozchodzi się oczywiście o to, by dojechać do mety w jednym kawałku. Nie jest jednak ważne, by być tam pierwszym, bo ostatecznie liczy się odległość jaką pokonamy – kto ‚zajedzie’ najdalej – wygrywa. Przygotowanie rajdu wygląda mniej więcej tak: składamy planszę, wybieramy kierowcę w postaci pionka i kart startowych maszyny, ustawiamy się na starcie, rozkładamy cztery odpowiednie talie, kostki, trochę znaczników i właściwie jesteśmy gotowi do drogi. A dalej? Co turę dobieramy na rękę karty z których wybieramy jedną i pozostałe przekazujemy sąsiadowi. Dalej robimy to samo, tyle że już z trzech. Później z dwóch i ostatnią także zostawiamy dla siebie. To co uda nam się zebrać możemy wykorzystać na kilka sposobów. Zapewne najczęściej skorzystamy z rozbudowy pojazdów przez co jednocześnie rozwijamy nasze możliwości na czas wyścigu. Głównie dlatego, iż większość kart to właśnie potencjalne fragmenty wehikułów. Co więcej? Z ‚doboru’ uzyskujemy także kości potrzebne do odpalenia poszczególnych części środków lokomocji oraz trochę zdolności specjalnych, które użyte w odpowiednim momencie potrafią nieźle namieszać.

Esencja zabawy to odpalanie modułów wchodzących w skład złożonych przez nas mechanizmów – po wsadzeniu kości do slotu na karcie aktywujemy przypisaną do niego umiejętność. Dla przykładu może to być uzyskanie dodatkowej kostki, możliwość ruchu czy zdobycie przydatnych żetonów zębatek. Głównie dzięki tej części gry odpalimy swoje pojazdy i śmigniemy po wyboistych torach Steampunk Rally.

Z ważniejszych spraw przyjdzie nam także oczyszczać sprzęt z zużytych kości, a jest to bardzo istotne gdybyśmy chcieli skorzystać z ich zdolności kolejny raz.

To ‚z grubsza’ tyle. Więcej znajdziecie w instrukcji, a teraz już śmiało do…

str7X

Części głównej materiału:

Flow

Wiele razy spotkałem się z opinią, że będąc gościem od recenzji, służącym od rad i podpowiedzi, jako ogólne źródło planszówkowej mądrości powinienem nie tylko DUŻO grać ale i także być BARDZO na bieżąco z tym co na bezprądowym rynku stale się pojawia. Choć daleko mi (jeszcze) do takiego wzorca to osobiście nawet się z nim zgadzam. Tym bardziej mi wstyd, że o Steampunk Rally dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy z Targów w Essen dorwał je mój dobry przyjaciel. Później minęło jeszcze sporo czasu zanim faktycznie do gry usiedliśmy, by kolejno zrobić bardzo długą przerwę między prawdziwym, intensywnym ‚testowaniem’ tegoż tytułu. Lecz kiedy już do tego doszło, kiedy zabrałem się za Rally… Taakk! Olśnienie. Jakże ten mechanizm wykorzystania kostek jest dobry. Wsadź jedną tu, dostań za to kilka nowych, wpakuj w kolejne gniazdo, usuń z następnego, potem odpal maszynę, przeleć ze dwa pola, rozwal się na skałkach… Kombinacje i wybory z poziomu samego tylko osadzenia kości są po prostu genialne. Dodajmy do tego karty, zdolności specjalne, pozycję na torze… ogromna różnorodność, swoboda w budowaniu, łączeniu modułów… Piękne euro w ślicznych szatach Steampunku. Przy czym nie zapominajmy, że kolejną warstwę dodaje konieczność oczyszczania z energii (kostek) naszych wehikułów. Żeby móc używać ich wielokrotnie, trzeba systematycznie zbijać wartości wsadzonych sześcianów lub całkowicie wyrzucać je ze slotów. Logiczne? Jak najbardziej. Chcieliśmy pofrunąć, zapchaliśmy maszynę, teraz trzeba odświeżyć ją do dobrej kondycji.

Warto zaznaczyć, że możliwości, taktyki jakie możemy obrać przy tworzeniu naszego maleństwa mogą być przeróżne. Czy warto stworzyć gigantyczną kobyłę i sunąć majestatycznie do mety? A może mikrą, kilkuczęściową bryczkę, której celem będzie po prostu rozpadać się co parę metrów, ale szybko przebyć całą trasę? Eksperymentować możecie na wiele sposobów, a z doświadczenia wiem, że splendor i wygrana przypaść może ostatecznie naprawdę dziwacznym urządzeniom.

Gdybym wystawiał oceny, Steampunk Rally dostałby ode mnie tłustą szósteczkę za wspaniały mechanizm z użyciem kostek. Może jeszcze trochę poprawiłbym karty, bo są ciut powtarzalne i mogłyby mieć trochę więcej dodatkowych zależności, ale to raczej wymyślanie odrobinę na wyrost. Wielki plus za system, który idealnie trafia w moje upodobania.

str4X

Chaos

Jak taki teoretycznie dziki, zasilany energią z pary, ognia i prądu wyścig mógłby wyglądać? Rozklekotane, większe lub mniejsze machiny rozbijające się nie tyle o siebie co o ukształtowanie terenu. Zawsząd strzelają snopy pary i iskry elektryczności, ludzie krzyczą, zwierzęta w popłochu, a sędzia imprezy ulotnił się jak kamfora. Coś w tej iluzji wyobrażenia być musi, bo po przeniesieniu wiktoriańskich rajdów na stół naszego salonu faktycznie dało się słyszeć, a co gorsza także widzieć, chaos i średniej ‚ciężkości’ gwar czy rumor. Nazwijcie to jak chcecie, ale przy większej liczbie graczy (powyżej dwóch, może trzech) zaczynało robić się spore zamieszanie. Ponieważ właściwie całą rozgrywkę w Steampunk Rally można prowadzić symultanicznie (każdy sobie, jednocześnie) to efekt rozgardiaszu nie powinien specjalnie dziwić. Co nie zmienia faktu, że jest to nieco uciażliwe, gdy gracze we własnym zakresie ogarniają swoją część blatu prawie bez udziału pozostałych uczestników wyścigu – sporo turlają, przerzucają, zamieniają kostki, przesuwają pionki, zagrywają karty i… próbują gadać. Co też im akurat wyszło lub częściej… co nie wyszło.

Takie założenie ma oczywiście pewne zalety, jak choćby zniwelowanie przestojów oraz oczekiwania na swoją turę – do minimum. Za to spory plus wędruje na konto SR. Jednak nie do końca zagłusza on zasiany już w grze mały pierwiastek chaosu i spory brak interakcji. I o ile nie zawsze przeszkadza mi to, że w trakcie partii dzieje się dużo i nie wszystko mogę ‚ogarnąć’, o tyle tu czułem się trochę dziwnie widząc jedynie efekt działań współgraczy – przesuniecie pionka oraz rozmiar jego pojazdu wraz ze stanem kości. Skupiony na swoim arcydziele nie miałem ani czasu ani na dobrą sprawę potrzeby kontrolować tego co robią sąsiedzi. Szkoda, bo chciałbym – choćby po to by uniknać błędów albo by móc wpłynąć na ich działania. A tak? Najlepsze co mógłbym zrobić to odczytać jaką kartę chcieliby zdobyć w fazie doboru i spróbować ją przyblokować. Niewiele, chyba jednak trochę ‚zbyt niewiele’.

str6X

Design i klimat

Wypożyczone przeze mnie pudełko nie miało co prawda bajeranckich metalowych trybików i innych kuszących drobiazgów, które były ekskluzywnym dodatkiem do edycji z Kickstarter’a, ale i tak wszystkie komponenty wykończone były bardzo porządnie. No, moze z delikatnym minusem dla kart, które wolałbym widzieć trochę sztywniejsze. Pozostałe elementy (choć karty wcale nie są złe) to świetna robota. Kolorowe kosteczki, nieco pomniejszone w stosunku do standardowych, są super i to pewnie właśnie ze względu na swój nietypowy rozmiar. Kolejno podzielona na cześci plansza, dwustronna o różnych lekko odmiennych wariantach wyścigu, i obrotowe kółka do oznaczania obrażeń lub dodatkowej wytrzymałości pojazdów – to wszystko materiały wysokiej próby. Już pomijam szczegół, że z powodzeniem można było zastąpić je zwykłymi znacznikami, a jednak zdecydowano się wzbogacić nimi grę.

Dodatkowo grafiki, trochę rysunkowe, może ciut karykaturalne, nieźle oddają świat wiktoriańskiego Steampunku będąc także zwyczajnie miłe dla oka (przynajmniej mojego). I teraz pytanie, czy ma to jakiś oddźwięk w klimacie? Czy poprawia to odbiór tematu? W powiązaniu z mechaniką można faktycznie z lekka coś wyczuć. Kiedy akurat nie skupiam się na szukaniu połączen między kartami, nie kalkuluję przetwarzania kostek i punktów ruchu – zaczynam zauważać, że biore udział w wyścigu. Że pomimo tego, iż najważniejsze to zajechać jak najdalej, warto spróbować na mecie być dużo szybciej niż inni. Po co? By zmusić rywali do szybszej reakcji i nie pozwolić rozwinąć im skrzydeł. Dalej – swój ładunek klimatyczności dodaje też element rozbudowy machiny. Nie tylko przyjemnie patrzeć na jej rozwój, ale też na… ewentualny rozpad w trakcie rajdu. Zabawa kostkami też dodaje swoje, dokładanie energii i jej czyszczenie zgrabnie zgrywa się z tematem przewodnim i jest sensowne. Wszystko to buduje pewien klimacik gry, nawet jeśli nie mocno odczuwalny, to jednak zarysowany i przyjemny. I co z tego, że łatwo zaabsorbować się optymalizacją działań i zapomnieć o sygnałach od SR? Hej, tu wciaż obok trwają zawody panie rajdowiec!

Ja chcę jeszcze raz!

Jest w Steampunk Rally coś co przyciąga do kolejnych rozgrywek. Może przyjemny euro-mechanizm, a może przyzwolenie na rozbudowę rozklekotanego dziwadła które powiedzie nas do mety? Może znana z wielu innych gier faza dobierania kart i przekazywania ich między sobą? A może spoko wygląd i kopiec kości? W moim przypadku będzie to miks powyższych z wyraźnym wskazaniem na kostki i składanie pojazdów. Właśnie to przyciąga mnie do SR, a wraz z olbrzymią regrywalnością dzięki zróżnicowanym kartom i randomowym działaniem kolorowych sześcianów sprawia, że z każdą partią lubię ten tytul bardziej i bardziej. Aha. I steampunk, zębatki i ten cały bajerancki temat też robi swoje. Mniam.

str5X

No właśnie – tylko, czy kart nie jest przypadkiem trochę za mało? Czy symbole nie powtarzają się za często? Ich skrót zmieścił się na jednej małej karteczce, to zaledwie kilka ikonek. Zgadza się, nie ma tego zbyt wiele, a karty zdarzają się dość często powtarzać. Co w ogóle nie musi być problemem. Dzięki temu, że w taliach znajdują się kolejne kopie tych samych części mamy większą swobodę budowy, a szansa na dobranie tego co akurat jest nam potrzebne zwiększa się i to znacznie. Ciężko tu o sytuację, że nagle zabrakło nam czegoś potrzebnego do odpalenia combosa. Fakt, gdy mocno się uprzeć można spróbować podebrać dobre karty rywalowi, szczególnie grając we dwójkę czy trójkę, ale raczej trudno oprzeć na tym całą swoją taktykę.

Wnioski:

Poproszę fanfary, bo pora na wnioski! Werdykt? Steampunk Rally to świetny tytuł, bardzo dobry, wyśmienity, wyborny… O przystępnych zasadach, łatwy do wytłumaczenia, a kiedy już go dobrze poznać, szybki w rozegraniu. Ponadto uczucie budowania swojej ‚formuły’, zasilania kostkami i odpalania zdolności kart jest po prostu SUPER. Niech nie zmylą Was potencjalne minusy, w moim odczuciu Steampunk Rally jest po prostu bardzo dobry, założenia jego logiczne, a wykonanie to wysoka półka. Nie przedłużając – delicje.

str8X

Jednym zdaniem:

Całkiem prosta, świetnie skonstruowana gra z ciekawym mechanizmem użycia kości i fajnym tematem – o marginalnym poziomie interakcji.