Zmagania na traktach… recenzja gry Hansa Teutonica!

Hansa Teutonica to jedna z tych gier, do których musiałem przekonywać się bardzo długo. Nasza relacja od samego początku szła jak po grudzie, a jej wewnętrzne piękno wydostało się na powierzchnię dopiero po kilku pierwszych partiach. Niezbyt elektryzujące pudełko, nieduża ilość komponentów i dla wielu obca, niewiele sugerująca nazwa nie czyni z niej tytułu pobudzającego zmysły. Innymi słowy: prawie na pewno pominąłbym ją wertując sklepowy regał. Trochę szkoda, że przez swoją niepozorność tytuł ten można dość łatwo przeoczyć. Kto wie, czy właśnie to nie jest jej największym problemem. Bo dziś, kiedy Hansę znam już całkiem nieźle, wiem, że ze wspomnianego regału z dużą przyjemnością zdjąłbym ją i zagrał. I to pewnie nie jeden raz.

hansahansa3

Info:

Autor: Andreas Steding
Data wydania: 2009
Polski wydawca: Egmont Polska
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~45-90 minut

Na krótko i na nudno, czyli trochę o zasadach:

Jak zwykle w dużym skrócie i w ogólnikach. Na planszy głównej znajdują się tereny miast oraz prowadzące do nich trasy. Możemy wykładać tam swoich kupców i w ten sposób próbować rozwinąć sieć tzw. kantorów. A to z kolei jedna z metod punktowania oraz/lub dodatkowo szansa na zdobycie żetonów ze zdolnością specjalną lub zwiększenie poziomu umiejętności na planszy gracza.

Na początku partii każdy z grających powinien otrzymać ową planszetkę jak również pulę drewnianych kostek i dysków. Część z nich należy umieścić na niej, część odłożyć na bok, a jeszcze kolejne – ciut dalej, poza dostępne zasoby. W miarę postępu rozgrywki wykonując dostępne akcje, część znaczników zostanie zdjęta z planszetki co w efekcie rozwinie umiejętności danego gracza i zwiększy jego zasoby.

hansahansa4xxx123

Co do przebiegu partii to wiele skupia się tu wokół zarządzania kupcami (kosteczki i dyski) i kontrolowaniu planszy. Wykorzystując akcje takie jak np. ruch, dobranie znaczników czy wypchnięcie kupca przeciwnika staramy się, między innymi, jak najlepiej rozlokować swoje drewienka na planszy głównej, zyskiwać przewagi w miastach, czy choćby kolekcjonować i używać żetonów zdolności specjalnych. Cel gry to zbieranie punktów zwycięstwa i ten kto kna koniec będzie miał ich najwięcej – wygrywa.

Mój punkt widzenia:

Podejście pierwsze

Reguły należą do stosunkowo prostych. Na planszy gracza rozpisane są podstawowe akcje, a instrukcja wyjaśnia również te pozostałe – dość jasno i zwięźle. Jedno czytanie w zupełności wystarczyło, by zasiąść do pierwszej rozgrywki. Zaczęliśmy od partii ‚na dwóch’. Jeden na jedną plus dodatkowy gracz kontrolowany przez nas oboje. Nie do końca wiedzieliśmy na czym najlepiej się skupić. Szczególnie Najmilsza, bo w końcu nie miała w rękach instrukcji. Zyskałem przewagę. W końcu zaczęliśmy i po chwili jakoś poszło… choć tylko na moment. Konkurowaliśmy wokół pola, które gwarantuje rozwój na torze ilości akcji i już po kilku rundach okazało się, że nie było to najlepsze rozwiązanie. Zabawę rozpoczęliśmy z możliwością wykonania dwóch akcji na turę… a teraz stan to 4 do 2. Jeden błąd i pozamiatane. Mając to, mogłem bardzo sprawnie blokować ruchy mojej rywalki i kontrolować sytuację na planszy. Nawet nie kończyliśmy partii…. Druzgocące zwycięstwo ;>.

hansahansa5

Spróbowaliśmy po raz drugi. Także tym razem symulując podobną rozgrywkę. I znów, ten kto dorwał się do miasta pierwszy – ergo rozwinął ilość akcji – zyskał przewagę trudną do zniwelowania.

Wnioski? Coś tu nie gra. Grzebanie w Sieci i poszukiwanie odpowiedzi – co robimy nie tak? Przecież to niemożliwe, że można przegrać grę w taki sposób. Że jedno posunięcie jest zdecydowanie lepsze i przoduje przed innymi… Okazało się, że zasady zinterpretowaliśmy jak najbardziej prawidłowo. Wszystko było jak należy. Wszystko z wyjątkiem naszego planu działania.

Tak w przybliżeniu wyglądały moje (trudne) początki z Hansą Teutonicą. Dopiero później, krok po kroku, zastanawiając się nieco bardziej nad zagraniami i koncentrując nad tym co robię nie tylko ja, ale także wszyscy pozostali uczestnicy rozgrywki, zacząłem stopniowo zauważać jak duże możliwości daje system gry. Zrozumiałem, że wcale nie muszę walczyć o akcje, bo inne rozwiązania również dadzą mi szansę na wygraną (równie silny wydaje się choćby ruch, który bardzo szybko pozwala przenosić kupców po planszy). Niestety, problemem może być to, że nie każdy będzie na tyle wytrwały, by poświęcić temu tytułowi aż tyle czasu i cierpliwości, rozgryźć mechanikę i ostatecznie wyciągnąć z Hansy to co najlepsze.

hansahansa6

Owszem, oboje wpadliśmy w pułapkę ‚pójścia w rozwój akcji’. Sądzę, że to bardzo intuicyjne. Często możliwość robienia czegoś więcej/częściej niż inni okazuje się dobrym rozwiązaniem. A przynajmniej bardziej kuszącym. Trzy akcje zamiast dwóch? Cztery? Pięć? To niemal oczywiste, że chcę zrobić to jak najszybciej. Im szybciej, tym dłużej będę czerpał korzyści. W ten sposób zepsuliśmy sobie zabawę i w pewnym sensie wpadliśmy w pętlę, w której pierwszy błąd bardzo mocno dystansował rywala.

Hansa Teutonica okazała się grą nie do końca oczywistą i banalną. Odmienną od tej za jaką ją wziąłem. Wiem, że seria Egmont Geek wyraźnie zaznaczona na pudełku powinna wcześniej mi to zasugerować. Chyba trochę ją zlekceważyłem. Hansa to gra o bardzo bogatych możliwościach i głębi taktycznej. Wiele czynności, które możemy podjąć, drogi jakie zdecydujemy się obrać, rozwój w jaki pójdziemy, a także kolejność naszych działań – to wszystko ma znaczenie i warto dobrze zastanowić się nad akcjami zanim te dojdą do skutku.

hansahansa7xxx

Wydaje mi się, że szczególnie w wariancie na dwóch graczy łatwo o pomyłkę. Wtedy gra przybiera na intensywności i wymaga od grających dużej uwagi. Nierozważny ruch może być przyczyną sporych trudności w kolejnych turach, a zwykłe przeoczenie wyrzuci nas rywalizacji. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, iż pojedynek 1 na 1 jest podobnie absorbujący i ‚mocny’ jak dobra partia szachów. To z jednej strony wielka zaleta i coś co niesamowicie w Teutonice mi się podoba. Z drugiej zaś powód niechęci mojej ładniejszej Połówki do kolejnych rozgrywek. Dlatego też uważam, że nie jest to planszówka dla wszystkich. Wysoce interakcyjna i hojna w możliwości może nie podejść każdemu. Tak jak i u mnie, gdzie partnerów do gry nie mam zbyt wielu. A szkoda, bo zacięte potyczki, szansa na przechytrzenie przeciwnika i mnogość opcji przy stosunkowo  przystępnych regułach to coś, co bardzo sobie cenię.

Wygląd

Hansa nie oszołomiła mnie wyglądem. Proste, nawet dość kolorowe opakowanie, z grafiką, która nie mówi mi właściwie… nic. Nie odrzuca mnie ani też specjalnie nie przyciąga. Na komponenty składa się spora ilość drewnianych pionków/kosteczek, dwustronna plansza, instrukcja, planszetki graczy, żetony… Jest schludnie i ok. Planszówka ma to czego wymaga od niej mechanika. Swoją drogą w tym przypadku na wykonaniu zależy mi najmniej. I tak w trakcie rozgrywki mam lepsze rzeczy na głowie. Akcje same się przecież nie przemyślą :). Wystarczy, że planszetki graczy mają rozpisane akcje, a tory rozwojów poszczególnych umiejętności opisano przejrzyście. Brakuje mi może kilku drobnych podpowiedzi, które mogłyby znaleźć się gdzieś na planszy głównej lub pojedynczym skrawku papieru, ale to na dobrą sprawę drobiazg. Ponieważ przedkładam dobrą mechanikę nad wyrafinowany wygląd, skromność Hansy zupełnie mi nie przeszkadza. Aczkolwiek jestem w stanie wyobrazić ją sobie zdecydowanie ładniej – przynajmniej pudełko – by było bardziej ‚nowoczesne’.

hansahansa12123

Regrywalność i warianty rozgrywki

Kiedy już oswoiłem się z Hansą, a pierwsze zmagania zostały daleko za mną, okazało się, że system wykładania pionków i kontroli tras na planszy jest zwyczajnie niezły. To gdzie, jak i kiedy rozlokujemy swoich kupców definiuje poszczególne partie i pozwala na sporo porządnego główkowania. Losowość jest tu zredukowana do minimum przez co niemal wszystko zależy od poczynań grających. Odrobinę nieprzewidywalności wprowadzają żetony akcji specjalnych i myślę, że to w zupełności wystarcza.

Tytuł skaluje się poprawnie. Zarówno we dwie jak i więcej osób grało mi się dobrze i właściwie dość podobnie. Jak już pisałem wyżej – we dwójkę nieco łatwiej kontroluje się przeciwnika, a ewentualne błędy mogą mieć większe znaczenie. W liczniejszej grupie jest raczej odwrotnie. Dla przykładu, przy czterech osobach zmienia się plansza, pojawiają się dodatkowe ścieżki do niektórych miast, a dostawianie i kontrola nad drogami wydaje się być delikatnie prostsza. Są to jednak tak nieznacznie różnice, że nie będę faworyzował gry w żadnym układzie. Całościowo odniosłem bardzo dobre wrażenie.

hansahansa11123

I jeszcze kilka słów o regrywalności. Zauważyłem dwie wyjątkowo istotne umiejętności, o których warto pamiętać i próbować rozwijać. Są to wymienione wcześniej: ruch znaczników oraz dodatkowe akcje. W związku z tym początki poszczególnych partii mogą być względem siebie bardzo podobne. Obleganie pól pozwalających na dane ulepszenia nie powinno dziwić. Jeśli zdecydujemy się je zaniedbać i postanowimy rozwijać mniej opłacalne (początkowo) może być nam później ciężko nadgonić rozpędzonych rywali. W przypadku moich partii taka schematyczność otwarcia była wyczuwalna, a przez to i trochę nużąca. Gra nabierała tempa powoli i dopiero po kilku turach powtarzalność przestawała rzucać się w oczy.

Interakcja

Jest jej naprawdę sporo. Ciężko przejść obok gry ‚niezauważenie’. W związku z tym, że gracze rywalizują o przewagi w miastach, starają się budować drogi do miejsc które zapewniają rozwój, zbierają żetony akcji specjalnych itp. to interakcji jest dużo. Zażarte zmagania o dobrą pozycję zdarzały mi się regularnie. Na uwagę zasługuje zmyślna akcja wyparcia pionków z pozycji (wypierając stawiamy swojego i musimy oddać jednego lub dwóch dodatkowo, a rywal przesuwa aktualnego i otrzymuje do wystawienia tyle samo z zasobów ogólnych) bo to fajny mechanizm i do tego nieźle zbalansowany. Całościowo bardzo mi się to podoba. Zero zastrzeżeń.

hansahansa10123

Wnioski:

Trudno jest mi ocenić Hansę Teutonicę, gdyż z jednej strony mam pod ręką osobę, która nie lubi zaciętej rywalizacji podanej w takiej właśnie formie. Z drugiej zaś ja sam zaskakująco dobrze się przy niej bawiłem. Na pewno jednak słabo odbieram to, że początki z grą okazały się bardzo oporne. Konieczność przekonywania się do gry, pogrzebania w Sieci za opiniami, niejako resetowanie rozgrywki kilkukrotnie… to mocno wpływa na moją opinię. W tej chwili wiem, że grono współgraczy nie będzie szerokie, że mam tylko kilka osób, z którymi do Hansy chętnie zasiądę. To niekoniecznie tytuł dla wszystkich, o czym świadczy niejako hasło Geek na pudełku.

Przy czym nie mogę zapomnieć, że w tym niepozornym opakowaniu jest mnóstwo dobrej zabawy i świetnej mechanicznie gry. Hansa Teutonica być może nie wygląda oszałamiająco i być może nie jest oczywista. Za to w moim odczuciu jest planszówką, która może i jest odrobinę wymagająca, ale daje również sporo satysfakcji jeśli przysiąść do niej na dłużej.

hansahansa9xxx123

Jednym zdaniem:

Tytuł dość wymagający, z ciekawie skrojoną mechaniką i sporymi możliwościami – zarówno rozwoju na planszetce gracza jak i podejmowania działań na planszy głównej.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości Krainy Planszówek. Dzięki!

Logo Krana planszowek 2012