No to w drogę… recenzja Zombiaków Ameryki!

 Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Zombiaki Ameryki!

Zombiaki zawsze na topie. Jakkolwiek dużo gier, filmów czy komiksów by o nich nie zrobić, wciąż powracają. W kolejnej formie, następnej odsłonie, nowym wydaniu. Raz za razem w różnej postaci znajdują drogę na stoły bądź ekrany telewizorów. Coś w tematyce Zombie tkwi już od wielu lat. Zapewnia im względną świeżość i przyciąga nowych oraz rozbudza starych fanów. A to nawet pomimo oklepania, powszedności i powszechności tematu.

Dziś zajmiemy się grą Hit Z Road. Z polskiego: Zombiaki Ameryki wypuszczoną na nasz rynek przez wydawnictwo Rebel. Co o niej sądzę, za co lubię, a za co nie – o tym już za chwilę, kawałek niżej. Udanej lektury.

zameryki1

Info:

Autor: Martin Wallace
Data wydania: 2016
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~30-60 minut

Na sucho i w skrótach – reguły:

Rozgrywkę w Zombiaki Ameryki napędzają w dużej mierze dwa mechanizmy: licytacja oraz rzuty kośćmi. Ogólnie zasady są raczej proste i nie ma tu zbyt wiele do nauczenia. Graczom przyjdzie obstawiać żetonami (imitującymi kapsle), które pełnią również rolę zasobów potrzebnych do użycia konkretnych zdolności – ataku dystansowego, ucieczki przed umarlakami oraz zastrzyku energii wykorzystywanego na niektórych ściankach kości. Po co obstawiają? By ustalić kolejność danej rundy. Jest to niezwykle ważne w kontekście późniejszego podejmowania wypraw. Ten kto ostatecznie będzie pierwszy, również pierwszy wybiera trasę jaką chce odbyć w swoim ruchu.

zameryki2

I właśnie podczas wypadów na drogę dzieje się najwięcej. To tam grający zdobywają kolejne kapselki, podejmują wydarzenia (bardzo często mocno negatywne) i walczą z zastępami gości o nieuprzejmym, a przy tym również teoretycznie martwym usposobieniu. Tu też w ruch idą kości pchane ręką turlającego i mogą być używane zdolności wymienione wyżej.

Finalnie najważniejsze to przetrwać i dojechać do końca zanim skończy się przygotowana na początku gry talia przygód. Jeśli uda się to więcej niż jednemu graczowi trzeba będzie sprawdzić liczbę zgromadzonych punktów zwyciestwa. Te znajdują się na zebranych kartach (czyli tych, które udało się ‚przejechać’ w trakcie wszystkich rund), a także na dodatkowych kartach zakończenia przyznawanych temu, który zachował najwięcej zasobów danego rodzaju. Ten z graczy, który zebrał najwięcej PZ lub pozostał jedynym ocalałym – wygrywa partię.

zameryki4

Refleksje, wrażenia:

Wygląd

Ta. Gra. Wygląda. Fenomenalnie. Koniec kropka. Stylizacja pudełka i wszystkich innych elementów to majstersztyk jakiego do tej pory nie widziałem. Zombiaki Ameryki bez cienia wątpliwości wpadają w moje top najlepiej wyglądających planszówek ever. Podniszczone, postarzane opakowanie. Instrukcja wzorowana na notatnik czy coś podobnego do szkolnego zeszytu. Żetony w kształcie kapsli… kafle kolejności o różnym wzorze i kształcie. No i karty! Te już kupiły mnie po całości. Na rewersach niektórych znajdują się grafiki z innych planszówek, takich jak choćby Dixit czy Ticket to Ride. Przy czym te tutaj wyglądają na brudne i mocno zużyte. I choć nie ma ich dużo to i tak wprowadzają ciekawy ‚smaczek’. Zresztą pozostałe karty nie prezentują się ani trochę gorzej (albo może i gorzej, zależy jak na to patrzeć, bo utrzymane są w podobnym stylu :>). Jakby tego było mało, wystarczy obrócić je na drugą stronę gdzie czeka mnóstwo genialnie wykonanych grafik prezentujących przeróżne miejsca czy postaci.

Jest tu też trochę drewnianych elementów, które dobrze dopasowują się do całości. To biało-czarne i biało-czerwone kości oraz zestaw pionków nieumarłych i ocalałych. Właściwie nic nadzwyczajnego, choć kostki to przyjemna odmiana. Głównie dlatego, że miło dźwięczą podczas rzucania po blacie.

zameryki5

Brainnnnss…

Klimat. W dużym stopniu budowany jest przez świetne komponenty. Swoje robią obrazki na kartach oraz żetony specjalne, a także spotkania ze zgnilcami na obranych przez graczy trasach. Nawet losowość, tak bardzo obecna podczas turlania, zdaje się być idealnie wybranym mechanizmem do tej tematyki. Bo w końcu jak przewidzieć i zaplanować spotkanie z hordą powłóczących? Filmy, seriale i ksiażki regularnie udowadniają, że spotkania z zombie do łatwych nie należą. No cóż, dlaczego miałbym im nie wierzyć ;).

Na dużą pochwałę zasługują żetony specjalne, które przed pierwszą rozgrywką i po pierwszym czytaniu instrukcji nie mówiły mi za wiele. Wniosły fajny element niespodzianki – raczej jednorazowej i zwykle mało przyjemnej. Karty przygód pierwszego poziomu wprowadzają do gry sporą ich liczbę bez zbędnego wyjaśnienia po co… Na to przecież znajdzie się czas później… I owszem, szybko okazało się, że żeton z obrazkiem plasterka wcale nie jest tym co chcielibyśmy nosić przy sobie, a znaczek biohazardu to nie jest: ‚Nic takiego. Wezmę sobie teraz, bo co złego może się stać?’.

zameryki6

Proponuję też zwrócić uwagę na awersy kart, gdzie obrazki potrafią łączyć się w krótkie historyjki. Nie są to może rozwlekłe i bardzo głębokie fabularnie fragmenty, ale swoje do historii danej rozgrywki wnoszą. Ot w sam raz po to, by zawiesić na nich oko na dłuższą chwilę, doszukać ukrytego przesłania, ewentualnie dopowiedzieć kilka słów od siebie.

Mechanicznie jest niestety trochę gorzej…

Zombiaki Ameryki nie chwyciły mnie za serce. Nie znalazłem tu rozwiązań, które powaliłyby mnie na kolana. Nie powiem, że gra przyciągnęła mnie do stołu na długie godziny. A szkoda. Widzę je bardziej jako proste zarządzanie zasobami, dużo turlania kośćmi oraz (dająca nieco większe poczucie kontroli i przy tym często bardzo istotna) licytację. Mamy tu połączenia kilku fajnych, acz bardzo prostych mechanizmów, które razem tworzą grę z kategorii raczej lekkich, łatwych w obsłudze i przyswojeniu, a do tego uzupełnioną o losowość generowaną przez kostki oraz układy kart przygód. Choć ilość elementów i jakość ich wykonania mogłaby sugerować planszówkę cięższego kalibru, to jednak tak nie jest. Podejrzewam, że dużo lepiej bawić się z nią będą osoby dopiero zaczynające romans z grami bez prądu lub takie, które pierwsze kroki mają już za sobą, ale po zaawansowane tytuły jeszcze swojej ręki zwyczajnie nie wyciągnęły.

zameryki8

Skalowalność

Zombiaki Ameryki oferują rozgrywkę w układzie od jednego do czterech graczy. Przygotowanie nie różni się zbytnio, a partia przebiega dość podobnie. Różnice nie są znaczne, a gra nie traci na zmianach w tym zakresie. Osobiście preferuję partie w składzie trzyosobowym. Pewnie z tego powodu, że licytacja wydaje się mieć wtedy nieco więcej sensu, a i wybór tras jest trochę bogatszy, ponieważ wybiera się ich tak dużo, jak dużo graczy zaczyna partię. Drobnym problemem staje się natomiast to, że bawiąc się w więcej niz dwójkę można zostać wyeliminowanym z rozgrywki jeszcze przed jej zakończeniem. Czy to ze względu na zaradniejszych rywali, czy też dlatego, że pechowo nie pójdzie nam na jakiejś wyprawie. Nawet źle poprowadzona licytacja może wpakować nas na ‚minę’ i rozwalić naszą drużynę i pochłonąć zapasy. To kiepska perspektywa dla przedwczesnego przegranego, nawet mimo tego, że dzięki dobrej dynamice gra nie powinna trwać specjalnie długo, a nasze oczekiwanie ciągnąć w nieskończoność. Piszę o tym również dlatego, żeby zaznaczyć, że pomimo nieskomplikowanych zasad i lekkiego przebiegu w Zombiakach dobrze jest trzymać się na baczności i pilnować kapsli oraz ekipy ocalałych.

zameryki7

Nie zapominajmy też o wariancie solo. Ja sam traktuję go trochę jako ciekawe uzupełnienie i alternatywę na: do sprawdzenia. Fajnie, że taka możliwość jest i chociaż mnie nie pociąga, to nie raz może okazać się przydatna i kusząca dla fanów samotnego pogrywania.

Podsumowanie i wnioski:

Z początku sądziłem, że w Zombiakach Ameryki będzie trochę więcej… nazwijmy to: mięsa. Że będzie to tytuł średniej ciężkości, z większą liczbą wyborów i pokaźnymi hordami umarlaków wyłażącymi na nas jeden po drugim. Okazało się, że jest nieco lżej, spokojniej, dość losowo. Chociaż gra wygląda przepięknie, turlanie kostkami nie jest złe, a poszczególne mechanizmy zazębiają się w solidną całość – to jednak ostatecznie tytuł prosty, raczej dla początkujących niż starych wyjadaczy.

zameryki9

Lecz wcale nie znaczy to, że Zombiaki są grą słabą. Odwrotnie! Można się przy niej bawić dobrze. Czy to solo, czy w większej liczbie osób, ba – nawet parami, wspólnie decydując o losach prowadzonej drużyny drewnianych ludzików. Przyjemnie rzuca się podczas walki z hordami martwiaków i zarządza często dość skąpymi zasobami żetonów.

Gra jest szybka i łatwa do wytłumaczenia. Momentami przeszkadza w niej losowość, która potrafi dowalić słabszym graczom lub napsuć w trakcie pojedynków. Z jednej strony czasami zawyża to poziom trudności, z drugiej może momentami irytować.

Potrafię dostrzec w niej nieźle zmontowany tytuł, z pomysłem i super wykonaniem. Nawet jeśli nie jestem dla niej odpowiednim targetem, bo w tego typu planszówkach szukam jednak czegość trochę innego, czegoś więcej niż kostki i licytacja, to mogę spokojnie docenić ją za pewne rzeczy. Myślę, że jako gra luźna, szybka, nieskomplikowana, z porządną dawką klimatu, być może jako delikatnie cięższy wprowadzacz do planszowego hobby – ma szansę sprawdzić się całkiem dobrze.

zameryki10

Jednym zdaniem:

Szybka, dość losowa, klimatyczna i pięknie wykonana gra z zombiakami w tle – mocno oparta na kościach i kartach.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!

rebel-logo-wydawnictwo_grey

Na koniec jeszcze kilka zdjęć:

zameryki12

zameryki13

zameryki14

zameryki11