Nowe szaty… Puerto Rico!

Format niniejszej recenzji przedstawia mój punkt widzenia na opisywaną grę. Wydzielone sekcje zawierają krótkie wyjaśnienia odrębnych cech danej gry i w takiej formie wydają mi się przejrzyste i łatwe w odbiorze. Zachęcam do wyciągania własnych wniosków a także poszukiwania informacji w innych źródłach.

 Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Puerto Rico!

Są takie planszówki, które mimo upływu lat zdają się zarówno mechanicznie jak i pod względem grywalności po prostu nie starzeć. Mijają dni, miesiące, lata, a pewne hity jak były wyśmienite, tak są. W moim prywatnym i egoistycznym odczuciu do takiej klasyki zalicza się Puerto Rico i myślę, że w swoich odczuciach nie jestem osamotniony. To tytuł, w który grałem kilka lat temu, w który wciąż grywam do dziś i nie sądzę, by miało się to zmienić nawet w odległej przyszłości. Nieco spoilerując zakończenie dodam tylko, że niniejsza recenzja będzie bardzo pozytywna, bo nie może być inaczej. Cenię sobie Puerto Rico i poniżej spróbuję opisać dlaczego.

Info:

Autor: Andreas Seyfarth
Polski wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~90-150 minut

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Nie będę się zbytnio rozpisywał nad regułami. Ogólnie chodzi o to, żeby być tym, który zbierze więcej punktów zwycięstwa niż pozostali gracze, co w efekcie skutkuje wygraniem danej partii.

W trakcie gry mamy sporo możliwości. Możemy stawiać płytki budynków, plantacji, obsadzać na nich robotników, produkować i eksportować towary (itd). Zarządzamy na swojej planszy gracza, która służy za wyspę, a także wybieramy role do rozegrania w danej rundzie. Te zaś dostarczają różnych zdolności, których wykonywanie napędza zabawę. Co ważne, wybierając konkretną, powodujemy, że wszyscy pozostali będą mogli skorzystać z jej akcji, a tylko sam wybierający może użyć także jej dodatkowego przywileju. Za przykład niech służy choćby rola Budowniczego umożliwiająca postawienie jednego budynku na planszy gracza, zaś sam Budowniczy robi to za jedną monetkę taniej.

W pudełku znajduje się również mnóstwo żetonów i płytek (w tym dwa małe dodatki), które zmieniają reguły na rozmaite sposoby. Jest sporo drewnianych znaczników, plansze czy też całkiem nieźle przygotowana instrukcja.

Słowem końca: kluczowe jest tutaj dobre zarządzanie własnymi zasobami, próby przewidywania poczynań rywali (czytanie gry) oraz odpowiednie (kolejność) zagrywania ról.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Wygląd nazwałbym trochę… staroświeckim. Odrobinę postarzanym, nawet mimo świeżej reedycji. Na dobrą sprawę pasuje do tematyki sadzenia, uprawiania i handlowania roślinkami pokroju kukurydzy, kawy czy tytoniu. Bo niby jak tu ubrać Puerto Rico w barwy nowoczesności? Gra trzyma się nieźle jak na swój ‚wiek’ i nie licząc kolorystyki odróżniającej podstawkę od dodatków nie mam jej na tym polu nic do zarzucenia. A kolory? – cóż, jako daltonista mam drobne problemy z odróżnieniem niektórych kafelków.

Czas rozgrywki:
Lubię się czasem nad Puerto Rico pozastanawiać. Co i jak zrobić, kiedy, po co? Obejrzeć co knują rywale. Pogłówkować nad własnym planem. Z tego powodu przy moim stole czasami rozgrywka zwalniała. Nie wchodziła na bieg wsteczny, ale zdarzały się chwile przestojów. Jednak nawet wtedy nie odniosłem wrażenia, że partia uciążliwie się przeciąga. Wręcz przeciwnie, w kontekście całości myślę, że ogarniając mechanikę oraz chociaż częściowo budynki, można grę prowadzić szybko i bez większych zgrzytów.

I jeszcze dwa słowa o przygotowaniu partii: trochę trwa, głównie jeśli chodzi o rozłożenie elementów na planszy głównej oraz policzenie niektórych żetonów i drewienek.

Klimat:
Oj, malutko. Albo i wcale. Niestety nie potrafię odnaleźć się w klimatach Puerto Rico. Zupełnie nie zwracałem uwagi na to gdzie i dlaczego dzieje się akcja gry. Co ważne, w ogóle nie było mi to do zabawy potrzebne. Gładka i porządna mechanika wynagrodziła to wszystko z sowitą nawiązką. Po co mi wtedy klimat?

Regrywalność:
Łoł. Ten mały silniczek rozgrywania ról (dobieram jedną, wykonuję, zgarniam premię, i reszta ekipy też korzysta z akcji. Potem kolejny gracz robi to samo i kolejny (na dwoje działa to ciut inaczej)) daje regrywalności świetnego, soczystego… no sami wiecie co. Do tego dwa dodatki w pudełku, sporo budynków do postawienia, losowo odkrywane plantacje… Nie przeciągając: jest ekstra.

Próg wejścia (przystępność):
Reguły nie wydają mi się zbyt trudne, toteż uważam, że można przyswoić je szybko. Trochę gorzej sprawa ma się z kafelkami budynków. Po ich szczegółowy opis często sięgałem i pewnie sięgał jeszcze będę do instrukcji. Podnosi to z lekka poprzeczkę nowym graczom. Z jednej strony fajnie, że opis taki w ogóle jest i to od razu w pudełku z planszówką, z drugiej zaś wciąż nie sądzę, by łatwo było tak o, wszystko spamiętać i zrozumieć. Zatem: w tej kategorii jest średnio – trzeba trochę wprawy, by śmiało poczynać w Puerto Rico.

Interakcja:
Hm… Przebieg gry kształtuje wybieranie płytek z akcjami. To co zrobią nasi przeciwnicy, lepiej lub gorzej, zależy po części od naszego rozgrywania ról. Podbieranie towarów, zapychanie nimi statków, czy choćby zabieranie co lepszych budynków to również porcja interakcji – oczywiście tej negatywnej. Nie powiedziałbym, żeby ogólnie było jej dużo. To raczej również dość przeciętny pułap.


Losowość:
Odpowiednia. Choć jest minimalna – odkrywanie i dobieranie płytek plantacji – to taka dawka zdaje się spokojnie wystarczać. Nie widzę potrzeby, by pchać jej do gry więcej. Pozostałych elementów jest na tyle dużo i są na tyle zmienne, że nadmierna losowość jest tu zbędna.

Skalowalność:
Nawet jeśli we dwoje gra się trochę inaczej niż na trzy i więcej osób, to wszelkie warianty i tak mi sie podobają. Delikatna zmiana setupu oraz pobierania płytek akcji nie wypacza grania 1vs1. Nie czuję specjalnego pociągu do żadnego z nich, bo w każdy zagram z identyczną przyjemnością.

Podsumowanie:

Na dobrą sprawę wstęp mówi wszystko. Puerto Rico to w mojej ocenie gra niesamowicie dobra. Nie jest przekombinowana, da się ją stosunkowo szybko wytłumaczyć (nie licząc budynków z podstawki i dodatków), pozwala fajnie pogłówkować i nie trwa, a przynajmniej nie powinna, przesadnie długo. Kiedy zastanawiałem się nad najsłabszą stroną tytułu ciężko było mi cokolwiek wymyślić. Ja po prostu lubię Puerto Rico takie jakie jest. Choćby za przyjemną mechanikę i ogromną regrywalność. Estetyczne wydanie, dobrze napisana instrukcja to kolejne zalety, a świetne skalowanie dopełnia reszty. I choć pierwsze kroki z Puerto Rico stawiałem już długich kilka lat temu, nadal z radością rozłożę je na stole.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Zgrabny, klawy system wyboru akcji oraz płynnie działająca mechanika. Uwielbiam zmienność ról, która generuje dużą regrywalność i zapewnia sporo, choć nie do przesady, wyborów.

Najmniej lubię (słaba strona):
Może ciut przydługi setup, dzielenie komponentów, rozkładanie wszystkiego na stole… a potem składanie tego spowrotem.


Dlaczego na TAK:
Bo mimo upływu lat Puerto Rico zachowało formę młodzieniaszka i nadal z przyjemnością do niego zasiądę. Bo w pudełku znalazłem dwa małe dodatki. Bo lubię pokombinować w coś średnio-ciężkiego. Bo mechanicznie to kawał świetnej gry.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!