Szybciej, szybciej… Podaj dalej!

Format niniejszej recenzji przedstawia mój punkt widzenia na opisywaną grę. Wydzielone sekcje zawierają krótkie wyjaśnienia odrębnych cech danej gry i w takiej formie wydają mi się przejrzyste i łatwe w odbiorze. Zachęcam do wyciągania własnych wniosków a także poszukiwania informacji w innych źródłach.

Zwykle cieszą mnie gry wymagające twórczego podejścia do tematu. Często znajduję w nich przynajmniej odrobinę dobrej rozrywki. Mam szczerą nadzieję, że z upływem czasu nie stracę do ‚rysowanek’ entuzjazmu, bo kto wie co ciekawego mógłbym przegapić. Już w przypadku opisywanej niżej gry byłem temu bardzo bliski…

Tak naprawdę to ciężko mi Podaj dalej! zakwalifikować jako planszówkę… No bo jak to tak – rysowanie i zgadywanie? Na czas? I ten system punktowania jakiś taki dziwny, trochę nietypowy. Z drugiej strony w końcu jest pudło – z wyglądu jakby pasuje, jest klepsydra – też już gdzieś podobną widziałem. Mamy kostkę, karty – też wskazują na zabawę bez prądu. Nie ma co wybrzydzać, trzeba sprawdzić.

No i wpadłem. Jak śliwka w kompot. Dobre… łał.

Info:

Autor: <brak danych>
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 4-8
Czas gry: ~15/30 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

To będzie wyjątkowo krótki fragment na temat reguł. Podaj dalej! to nic innego jak rysowanie i zgadywanie. W rozgrywce używane są między innymi: specjalne notesy i zmazywalne mazaki (ich przeznaczenia możecie się domyśleć…). Owe notesy przekazywane są między graczami, a odpowiednio opisane strony pomagają zachować porządek gry – kiedy należy rysować, a kiedy odgadywać. Gdy zeszycik danego uczestnika wróci do niego spowrotem rundę można uznać za zakończoną. To moment na sprawdzenie co działo się na jego stronach… i czy hasło początkowe zgadza się z końcowym.

Mała podpowiedź: Brzmi znajomo? Bo to system podobny do gry w Głuchy Telefon.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Średnie. Znalazłem tu, co prawda, fajne komponenty: choćby notesy, mazaki czy klepsydrę. Szkoda tylko, że nie wydaje mi się, by były dostatecznie trwałe. Mazaki to, wiadomo, złoże wyczerpywalne, ale patrząc już na przykład na notesy, odnoszę wrażenie, że mogły być zrobione z czegoś sztywniejszego, wytrzymalszego. W końcu ciągłe obmacywanie, przekazywanie, wycieranie mocno je eksploatuje. Sądzę, że dość łatwo je uszkodzić, bo są zwyczajnie miękkie i giętkie. Owszem, to gra imprezowa, rodzinna, więc wiele mogę w jej przypadku zrozumieć, jednak obawiam się, że jest trochę zbyt ‚delikatna’.

Czas rozgrywki:
Nie chcę go oceniać, bo… uważam to za niepotrzebne. Znalazłem tu tak dużo dobrej zabawy, że kompletnie nie interesuje mnie długość standardowej rozgrywki. Niech sobie czas leci do woli, szybko, wolno, bez różnicy – Podaj dalej! wciąga mnie za każdym razem, bez różnicy czy siedzę przy nim dziesięć czy sześćdziesiąt minut – partia za partią.

Klimat:

Regrywalność:
Mówię za siebie, patrząc tylko trochę na moje towarzystwo… Ta gra napędza się sama. Ciężko szukać w niej czegoś co generuje regrywalność, bo na dobrą sprawę za to odpowiadają sami gracze. My rysujemy, my zgadujemy, jest z tego często mnóstwo śmiechu i radosnych jęków. Podaj dalej! przyjęło się w każdej ekipie z jaką grałem i zawsze było fajnie. Nie sądzę, by gra mogła się znudzić. No, przynajmniej niezbyt szybko.

Próg wejścia (przystępność):
Bardzo niski. Bo cóż może sprawiać tu trudność? Rysowanie? Nie trzeba mieć wielkiego talentu by coś naskrobać. Zgadywanie? No dajcie spokój… 🙂


Interakcja:
Rysujemy dla sąsiada, zgadujemy od sąsiada, pomiędzy graczami dzieje się sporo. Negatywnej nie znalazłem.

Losowość:

Skalowalność:
Właściwie im więcej graczy tym lepiej, bo pojedyńcza runda trwa wtedy trochę dłużej i nie zmieniamy cały czas haseł na nowe. Czasami problemem może być zorganizowanie minimalnej wymaganej liczby uczestników, bo musi być ich co najmniej czterech, ale poza tym dobrze grało mi się w każdej kombinacji.

Podsumowanie:

Wciąż zadziwia mnie jak długo pewne proste mechanizmy pozostają ‚na fali’, a ich fajność nie maleje z upływem lat. Wydawać by się mogło, że żyjemy w czasach nowoczesnych planszówek przetykanych figurkami, przeróżną masą kolorowego plastiku i wielu innych zmyślnych elementów, a jednak wciąż znajduje się między nimi miejsce dla gier prostych i ultra lekkich – takich jak właśnie Podaj dalej!. W sumie to nawet nie tylko miejsce, a MIEJSCE, bo gra to w mojej opinii pod wieloma względami po prostu świetna. Trochę ciężko oceniać ją ‚za coś’, bo na rozgrywkę składa się mało wyjątkowych elementów. To za co mogę ją wyróżnić, to całokształt odczuć, wrażeń, które po sobie zostawia. Myślę, że nie bez powodu nasłuchałem się o niej w ostatnich tygodniach samych pozytywów. Ohy i ahy, niemal nieustający śmiech oraz częste hasła w stylu ‚ee.. co to ma być…?’ towarzyszyły mi w chyba każdej rozgrywce w Podaj dalej!. I niech ostatecznym podsumowaniem będą te krótkie słowa uznania: super zabawa.

PS: Ciekawe, że system punktowania jest tu dodany chyba trochę na siłę – ot by zwyczajnie był. Już po pierwszej rozgrywce odpuściłem sobie liczenie i określanie zwycięzcy. Po co… liczy się przecież fun z zabawy. Tego nie brakuje, a przedłużanie przerw między rysowaniem uznałem za zbyteczne. Bo tak.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Niemal niekończący się ubaw. Proste zasady i fajna adaptacja ‚głuchego telefonu’ to coś łatwiutkiego, a zarazem niesamowicie grywalnego.

Najmniej lubię (słaba strona):
Minimalna liczba graczy i średnio wytrzymałe komponenty. Notesy mogłyby być bardziej sztywne.

Dlaczego na TAK:
Bo sprawdziłem ją z różnymi współgraczami i zawsze ‚pykło’. Za każdym razem było zabawnie, głośno i z jasnym przesłaniem: ‚to było super!’.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!