Na surowo i ze smakiem… Sushi Go!

Format niniejszej recenzji przedstawia mój punkt widzenia na opisywaną grę. Wydzielone sekcje zawierają krótkie wyjaśnienia odrębnych cech danej gry i w takiej formie wydają mi się przejrzyste i łatwe w odbiorze. Zachęcam do wyciągania własnych wniosków a także poszukiwania informacji w innych źródłach.

O czym ja tu dzisiaj miałem… a! Sushi Go! Gra karciana od wydawnictwa Rebel, blaszane opakowanie, mała, kompaktowa i już gdzieś wcześniej o niej słyszałem. Jako, że były to pozytywne informacje, otwarty na nowe doświadczenia prędko zasiadłem do rozgrywek. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku jej jadalnego odpowiednika, wersja ‚bez prądu’ przypadła mi do gustu. O tym co o grze sądzę możecie przeczytać w niniejszym tekście.

Info:

Autor: Phil Walker-Harding
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~15/20 minut

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Bardzo krótko: celem gry jest zbieranie punktów zwycięstwa, a ten kto na koniec partii zgromadzi ich najwięcej – wygrywa. Rozgrywka dzieli się na trzy rundy. W ich trakcie gracze zbierają karty różnych rodzajów, które w odpowiednio skompletowanych układach będą generować wspomniane wcześniej punkty zwycięstwa. Dodatkowo karty przekazuje się między sobą, przez co można próbować wpływać na to, co nasi przeciwnicy dostaną, a także co będą mogli zagrać.

I tyle chyba wystarczy. Śmigamy dalej.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Choć za metalowymi pudełkami niestety nie przepadam to muszę przyznać, że w opozycji do moich preferencji zwykle spełniają swoją rolę całkiem nieźle. Ciężko nie wziąć za pozytyw tego, bądź co bądź, trwalszego niż choćby kartonowe, opakowania. Myślę, że ma to znaczenie szczególnie w przypadku gier mniejszych formatem – właśnie tak jak tu – przy Sushi Go!.


Poza tym pojemnik mi się podoba, jest poręczny i ładnie wykonany. A karty? Co do nich mam małe zastrzeżenie. W moim egzemplarzu powycierały się krawędzie – pewnie od częstego tasowania. Lekcja na przyszłość? Następnym razem będę sprytniejszy i skorzystam z foliowych koszulek.

Czas rozgrywki:
Krótki. Gra jest dynamiczna i powinna przebiegać sprawnie, bez przestojów. Nie widzę powodów, by miało być inaczej. Proste reguły i lekki charakter rozgrywki to cechy, które dobrze to uzasadniają.

Klimat:
Śmieszna sprawa… nie wiem czy ktoś się ze mną zgodzi, ale odniosłem wrażenie, że kiedy zabawa przyspieszała, bo ekipa wiedziała już o co chodzi, jak należy grać, to szybkie wykładanie kart na stół niosło ze sobą dźwięk ‚plaśnięcia’. *plask* *plask* *plask* Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się to z tymi wszystkimi wprawionymi w robocie kucharzami, którzy ‚pach pach pach’ śmigają przyborami kuchennymi podczas obróbki posiłku. Ehh ;].


Z drugiej strony ciężko było mi wczuć się w klimat. Obrazki na kartach choć klawe, nie wzbudziły we mnie odczuć związanych z przygotowywaniem czy pałaszowaniem sushi. Nie zastanawiałem się nad tym specjalnie, bo wolałem po prostu grać.

Regrywalność:
To duży atut gry. Mamy tu dość kart i możliwości punktowania, by móc pokombinować. Ich układ po tasowaniu w połączeniu z decyzjami jakie podejmują grający powinien zapewnić sporo zmienności. Myślę, że odpowiednią do ‚wagi’ tejże karcianki.

Niemniej jednak spotkałem się z wersją Sushi, w której różnych typów kart jest więcej, co oczywiście podoba mi się zdecydowanie bardziej… ale o tym w podsumowaniu.


Próg wejścia (przystępność):
Niski. Po mojemu to nawet bardzo, bardzo niski. Nie wierzę, że mógłbym napotkać problemy podczas uczenia zasad Sushi Go! osobom w moim wieku. Ba, pewnie i dzieciaki dadzą radę pojąć je bez trudu. To przystępna karcianka – nie mam co do tego wątpliwości.

Interakcja:
Skupia się wokół podbierania co lepszych kart – niekoniecznie lepszych dla nas. Czasami chodzi o to, żeby po prostu podebrać coś przydatnego rywalowi.

Losowość, skalowalność:
Z tą bywa różnie. Zabawa kręci się wokół talii kart, przeto nie powinno dziwić, że losowość może mieć tu coś do powiedzenia. Sądzę, że im więcej graczy bierze udział w rozgrywce, tym bardziej nieprzewidywalna staje się gra. I jeśli mogłoby się wydawać, że we dwójkę Sushi Go! gubi gdzieś cały pierwiastek chaosu i zaskoczenia, to jednak nie… Uruchamiamy wtedy dodatkowego, „ekstra” gracza, który służy za źródło kart (na zmianę) dla mierzącej się pary.

Ergo: preferuję partie na trzy osoby. Ot, ilość w sam raz.

Podsumowanie:

Podoba mi się Sushi Go! To fajna, lekka i szybka gra, o całkiem interesującym temacie. Mając za sobą wiele partii w tytuły zbliżone do niej pod względem mechanicznym, nie znalazłem tu jednak niczego szczególnie odkrywczego. Co ważne, nawet mimo to bawiłem się dobrze i z nieskrywaną radością, o ile tylko będę miał ku temu okazję, wrócę do Sushi Go! jeszcze nie raz

Poza tym, że zyskuje w moich oczach dzięki oryginalnej tematyce, prostocie i kieszonkowym wymiarom, jest jeszcze jedna kwestia, o której chcę napisać: Sushi Go Party! Miałem przyjemność poznać ją jeszcze w trakcie testowania wersji tu opisywanej. I co? I dzięki większemu zróżnicowaniu kart oraz planszy do zaznaczania punktacji cenię ją sobie bardziej niż ‚zwykłą’ edycję…

No, ale w związku z tym, że Sushi Go! zostało spolszczone, jest mniejsze i myślę, że raczej łatwiej dostępne… nie będę więcej narzekał :).

Najbardziej lubię (mocna strona):
Dynamika, zwykle bardzo krótki czas partii i łatwe zasady, które mogę wyjaśnić bez większych trudności.

Najmniej lubię (słaba strona):
W grze występują znane mi mechaniki i nie odnajduję tu nic co mogłoby mnie ‚poważnie zachwycić’. Niemniej jednak chętnie zagram, choć raczej nie więcej niż raz/dwa razy z rzędu. Podejrzewam, że większe zróżnicowanie kart przyciągnęłoby mnie na dłużej.

Dlaczego na TAK:
Bo podoba mi się jako filer – przerywnik od czegoś większego i bardziej skomplikowanego. Szybka rozgrywka nie przeciąga się, nie trzyma mnie przy stole za długo, co przy tak małej grze traktuję jako zaletę.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!