Na wyprawę, po łup… Najeźdźcy z Północy!

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Najeźdźcy z Północy!

(Zdjęcia gry zostały zrobione na ‚wczesnej’ kopii gry, nie wiem czy wersja sklepowa, finalny produkt, wygląda tak samo.)

O ile ‚dobrze’ sobie wyobrażam i dobrze pojmuję, to wikingowie musieli mieć życie obfitujące w naprawdę wyjątkowe wydarzenia. Szkoda tylko, że trochę gorzej mieli ich… sąsiedzi? Ewentualnie dużo gorzej. No chyba, że nie, a bajki o odważnych i mało przyjaznych najeźdźcach to faktycznie tylko bajki. Tak czy inaczej wikingowie zostali zapamiętani, i to na tyle mocno, że traktują o nich również gry planszowe. Jedną z tych, które jest tego dobrym przykładem są Najeźdźcy z Północy. Polska edycja już czas jakiś temu została ufundowana drogą crowdfundingu, a wydawca – Games Factory (obecnie, a wcześniej: Games Factory Publishing) zdecydował się nawet na akcję zbiórki na wydanie dodatków (warto dodać, że z powodzeniem). Zatem dziś napiszę trochę właśnie o Najeźdźcach z Północy. Czyli, że, w dużej przenośni, udajemy się w świat wikingów.

Info:

Autor: Shem Phillips
Polski wydawca: Games Factory (wcześniej: Games Factory Publishing)
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~60-80 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki prowadzimy swoją ekipę wikingów na wyprawy, z których możemy przywieźć surowce i na których zdobywamy punkty zwycięstwa. Plansza gry zawiera część gdzie możemy przygotowywać się do najazdów – rekrutować jednostki, zdobywać surowce, żetony pieniędzy itp. Po za nią, jest tu również strefa z miejscami właśnie do podbojów, na których podczas przygotowania partii wykłada się łupy. By je zdobyć, trzeba spełniać konkretne warunki i często rzucić również kością/kośćmi, by ustalić wynik.

Ważnym elementem gry jest zasada mówiąca o zagrywaniu pionka robotnika. Kiedy w swojej turze wykładamy jednego na planszę, musimy w jego miejsce dobrać innego. Przykład: robiąc akcję w budynku dokładamy na jego pole swój pion, by później pobrać jakiś z innego.

Co ważne – punkty zwycięstwa można zebrać tu w różny sposób. Czy to za łupy, czy za osiągi na torach wokół planszy, czy też za członków drużyny lub kafelki darów. Możliwości jest sporo.

Ten krótki opis to nie wszystko. Więcej oczywiście w instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Bardzo na plus. Pudełko choć stosunkowo niewielkie skrywa sporo fajnych komponentów. Po rozłożeniu okazało się, że zupełnie odwrotnie do opakowania Najeźdźcy – w postaci planszy, kart, żetonów itd, zajmują dość dużo miejsca. Jednak co ważne, całość jak najbardziej mi się podoba. W dużej mierze ze względu na ładne, kolorowe wykończenie i przejrzysty opis planszy oraz kart. Duży plus należy się za trwałość – mój egzemplarz, po kilku intensywnych partiach, nadal trzymał się świetnie.


Czas rozgrywki:
W tej kategorii jest trochę słabiej. Doszedłem do wniosku (tu głęboki ukłon w stronę mojego wiernego testera), że Najeźdźcy mają tendencje do ‚spowalniania’. Chyba najbardziej odczuwałem to gdzieś w połowie danej partii, gdy trzeba przystopować i zbierać surowce na kolejne wyprawy. Gdy rozpoczynam grę i buduję pulę wikingów, gdy obmyślam co, jak i w jakiej kolejności mam zamiar robić, jest jeszcze nieźle. Realizuję plan, który działa lepiej lub gorzej i pcha mnie do przodu. Aż do momentu, gdy trzeba się trochę przegrupować, dobrać nowe karty do ręki, podmienić wojowników w drużynie, pozbyć się części surowców. Ten ‚problem’ moooże pojawić się również już na początku, ale wtedy zwykle nie zwracałem na niego uwagi. Co ważne – nie jest to zepsuty mechanizm. Raczej coś, co nie do końca przypadło mi do gustu, bo może przedłużać partię.

Klimat:
Raczej względny. Nie potrafiłem się go tutaj doszukać. Zamiast tego znalazłem sporo kalkulowania – co opłaca mi się bardziej, na co wystarczy zasobów teraz, co muszę zrobić, żeby najechać jakiś teren później i takie tam podobne kalkulacje. W efekcie klimatu nie poczułem specjalnie mocno, jeśli w ogóle. Najwięcej znalazłem go chyba na kartach (bo grafiki) i w samej mechanice (bo zbieranie łupów czy zbrojenie się na wyprawę).

Regrywalność:
Duża zmienność wielu elementów i mechanizm pobierania oraz wykładania pionków na planszę powoduje, że Najeźdźcy są regrywalni i chce mi się do nich wracać. Głównie dzięki fajnemu ‚twistowi’ z rozgrywaniem akcji gra ma w sobie coś odmiennego i, przynajmniej w moich oczach, świeżego. Super.

Próg wejścia (przystępność):
Choć uważam, że gra jest ogólnie łatwa w zrozumieniu, to zauważyłem, że ilość istotnych informacji do przekazania jest tu na tyle duża, że bywało, iż dopiero po kilku rundach reguły stawały się dla moich współgraczy jasne. Zatem przystępność jest średnia, natomiast same zasady – ok.


Interakcja:
Przestawianie pionków na pola akcji, wyścig choćby po najlepsze łupy i zdolności niektórych kart wikingów to te elementy gry, w których interakcja jest najbardziej widoczna. Nie wydaje mi się, żeby Najeźdźcy zaliczali się do planszówek bardzo negatywnych, złośliwych. Choć momentami niektóre zagrania potrafią nieźle namieszać, a pola do interakcji wystarczy, to ogólnie nie jest jakoś przesadnie nieprzyjemnie – po prostu ‚jest gdzie powalczyć, ale w większości sytuacji raczej bez nerwów’.

Losowość:
Umiarkowana. O ile losowe rozkładanie surowców na planszy to uważam za bardzo dobry zabieg, o tyle spora liczba kart Wikingów (mogą pełnić także funkcję akcji – jednorazowego użytku) różnego typu, po wymieszaniu może stać się małym… źródłem niesprawiedliwości. Muszę przyznać, że zdarzyły mi się chwile zwątpienia, kiedy nie mogłem doszukać się czegoś co bardzo by mi się przydało. I odwrotnie – gdy dobierałem zupełnie nieprzydatne w danej sytuacji karty. Reszta – spoko. Całościowo nie jest wspaniale, choć właściwie nie najgorzej. Ot dobrze.

Skalowalność:
Ok. Właściwie to im więcej osób, tym ciężej przewidzieć sytuację jaka zastanie nas w naszym ruchu, ale poza tym gra działa płynnie i dobrze.

Podsumowanie:

No i wrażenia. Ahh, Najeźdźcy z Północy. Jak to często bywa, nastawiony pozytywnie i szukający bardziej zalet niźli wad, zdarzało mi się mieć odrębne zdanie względem współgraczy. Obecnie nadal trzymam się swojego – lubię tą grę i podoba mi się zarówno pod względem mechanicznym jak i wykonania. Jest to jednak ‚lubienie’, które mogłoby być większe, gdyby nie kilka niedociągnięć. Przeciągający się czasami czas partii, losowość w dobieraniu kart, średni system częstego przygotowywania się do kolejnych najazdów…

Na szczęście w opozycji jest tutaj sporo dobrego. Ładne i bardzo kolorowe, miłe dla oka wykonanie. Klawa mechanika, która w swojej prostocie niesamowicie mi się podoba. Do tego jasne reguły, myślę że nieskomplikowane i do opanowania w przystępnym czasie. Ponadto możliwość rozbudowania gry o dodatki.

Zatem Najeźdźcy są dla mnie tytułem dobrym, no, może momentami mocnym średniakiem. Chętnie pogram, sądzę, że nie będzie trzeba mnie długo namawiać i będę się wtedy pewnie nieźle bawił.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanizm podejmowania akcji – połóż pionek, pobierz pionek.


Najmniej lubię (słaba strona):
Czasami przedłużająca się rozgrywka – spowolnienia i zmniejszenie dynamizmu. Chciałbym by było ‚żwawiej’.

Dlaczego na TAK:
Bo to ładnie wyglądająca planszówka, która dobrze się skaluje na różną liczbę graczy, nie należy do skomplikowanych, a przy tym pozwala przyjemnie pogłówkować.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Games Factory. Dzięki!