Słowny… Ninja!

Słowny Ninja to nie pierwsza gra autorstwa Łukasza Woźniaka. Mam nadzieję, że również nie ostatnia. Kto by pomyślał, kiedy lata temu zaczynał recenzować planszówki, że dziś będzie prowadził sklep z grami, jednocześnie tworzył je i wydawał. Gdzie kończy się pomysłowość tego młodego chłopaka, który jest świetnym przykładem na to, jak szybko i z powodzeniem można realizować swoje pasje. Bo przecież za konsekwencją i chęciami musi, przynajmniej tak mi się wydaje, iść także pasja? Czas jakiś temu pisałem na łamach Turlnij o Mini Cywilizacji. Bawiąc się wtedy prototypem odniosłem wrażenie, że spokojnie można wydać ją w wersji pudełkowej jako pełnoprawną grę, a nie tylko dodatek do zamówień sklepowych uWookiego. Okazało się, że mój punkt widzenia ma odzwierciedlenie w rzeczywistości i Mini Cywilizacja doczekała się ‚pełnej’ edycji. Ciekawe czy osiągnie sukces… Ciekawe też, jak przyjmie się Słowny Ninja, o którym mam zamiar napisać dzisiaj.

Autor: Łukasz Woźniak

Reguły:

Bazuję na prototypie gry, bez drukowanej instrukcji, a moja wiedza o zasadach czerpana była z filmu autora oraz z tekstów znalezionych w Sieci.
Słowny Ninja zapewnia pięć różnych trybów rozgrywki. Kręgosłup każdego z nich tworzą karty z literami alfabetu wraz z kilkoma dodatkowymi innego rodzaju. Oferowane warianty cechują się różnymi zestawami reguł – czy to w kwestii wykorzystania kart, czy liczby graczy. Większość trybów obraca się wokół tworzenia wyrazów, zaś tylko jeden traktuje o budowaniu alfabetu – w kooperacji lub solo. Czasami Słowy Ninja wykorzystuje mechanikę kalamburów, innym razem podobny jest nieco do Scrabble. Różnice są wyraźne. To dobrze.
Nie widzę sensu rozpisywać się bardziej. Więcej znajdziecie w poniższych akapitach, zaś szczegółowych instrukcji dostarczy sam autor – na filmie dostępnym na stronie sklepu.

Co by tu nabazgrać…:

Choć Słowny Ninja to gra mała, właściwie kieszonkowa, mieści w sobie pokaźne pokłady regrywalności i fajnej zabawy. Weźmy za przykład tryb ‚Trzy litery’ – swoją drogą ten podoba mi się chyba najbardziej. Talię kart liter dzielimy na trzy stosy i co rundę odkrywamy po jednej z każdego. Następnie ten z graczy, który pierwszy poda poprawnie słowo zawierające wszystkie trzy może je zabrać, tym samym punktując zgodnie z zaznaczonymi na kartach wartościami. Zabawa banalnie wręcz prosta, a zaabsorbowała mnie niezwykle mocno. Potrafiłem zagrać kilka partii z rzędu – bo szybkie, bo łatwe, bo nawet trochę rozwija. No i daje mnóstwo radochy, powodując często głośne salwy śmiechu (niech się tylko ktoś pomyli… ;]).

Z innych zalet gry mogę wymienić również wspomniany chwilę wcześniej rozmiar – dobrze, że karty są dość małe, dzięki czemu Słowny Ninja nadaje się do zabrania w podróż czy wyjęcie w miejscu, gdzie powierzchni nie ma specjalnie dużo. Piszę to mając na względzie egzemplarz, z którego korzystałem, czyli bez pudełka. Choć z drugiej strony przepakowanie kart do woreczka nie powinno stanowić większego problemu.

Kolejna sprawa to szybki czas rozgrywki. No, przynajmniej w większości wariantów i sytuacji. Bywa, że zabawa jest z założenia dynamiczna albo regulowana czasowo przez zasady (co jest spoko i bardzo mi się podoba). Ale jest też tryb określany mianem klasycznego, który może się przedłużać i powodować poważne przestoje. Nie powiedziałbym, że to duże utrudnienie, jednak wydaje mi się, że zbytnia swoboda w składaniu słów – właśnie w tym konkretnym wariancie jest lekko przesadzona. Zbyt dużo dostępnych liter i wyrazów, bo można wykładać tu słowa z ręki korzystając również z tych wyłożonych wcześniej (pamiętając, by zawsze zostawić same prawidłowe wyrazy, nie zlepek liter bez sensu), sprawia, że opcji do przemyślenia jest sporo. I choć takie kombinowanie nawet mi się podoba, ostatecznie potrafi bardzo wydłużyć partię… a to podoba mi się już znacznie mniej.

Niewiele natomiast mogę napisać o wykonaniu. Mój ‚Ninja’ mieścił się w woreczku strunowym, nie zawierał papierowej instrukcji, a co do jakości kart – tu zaś nie jestem pewien czy to finalna jakość. Co do reguł to nie sądzę, by mogły pojawić się z nimi jakiekolwiek trudności. Są na tyle proste, że ich opisanie wydaje się być zadaniem dość łatwym. Taką przynajmniej mam nadzieję. W kwestii pudełka nie powiem nic więcej, ale o samych kartach już coś skrobnąć mogę. Przede wszystkim grafiki. Fajnie, że są, bo poprawiają wygląd gry – bez nich byłoby zwyczajnie nudno i pusto. Za to plus. Gorzej jednak sprawa ma się z czcionką, która nie jest do końca przejrzysta. Niejednokrotnie zdarzało się, że w ferworze zmagań ja, bądź ktoś z moich współgraczy, pomylił się i źle odczytał literę. Tam gdzie liczy się czas reakcji ten element ma spore znaczenie, więc… No cóż, czcionka niestety nie przypadła mi do gustu.


Podsumowując – Słowny Ninja to moim zdaniem tytuł udany. Dzieło, które mi się podoba. Fajny, często szybki filer w kompaktowym wydaniu, który przydać się może, gdy zasiądę do zabawy z początkującymi graczami lub kiedy chcę zabrać grę na jakiś wyjazd, a w torbie zostanie niewiele wolnego miejsca. Szczerze przyznam, że nie grałem we wszystkie możliwe tryby – jednak te, które poznałem wystarczą mi do wyrobienia sobie zdania o Słownym Ninja. Bawiłem się nieźle i chętnie znów w niego zagram. Dlaczego? Bo gry słowne miło kojarzę jeszcze z zabawami ‚za dzieciaka’, kiedy wybór planszówek i innych form rozrywki nie był aż tak szeroki jak dziś. Bo ‚Ninja’ wywołał u mnie szeroki uśmiech na twarzy. Bo mieliśmy dzięki niemu niezły ubaw. I nawet jeśli część wariantów nie wydała mi się wystarczająco interesująca, czy choćby czcionka nie do końca czytelna, to jednak ostatecznie przyjemnie spędziłem przy tej grze czas, a tryby, na które się zdecydowałem dostarczyły mi mnóstwo radochy.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości autora gry. Dzięki!