Blup, blop… Bąbelsy!

Bąbelsy to nieduża, dość szybka gra planszowa dla jednego do dwóch graczy. Jakiś czas temu wpadła mi w ręce, więc zrobiłem to, co zwykle robię w takiej sytuacji: otworzyłem pudełko i przeczytałem instrukcję. Obecnie jestem już po rozgrywkach, więc spisuję co o grze sądzę. Mam zdjęcia, będzie też trochę tekstu, zatem… udanej lektury.

Info:

Autor: Gregory Oliver
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 1-2
Czas gry: ~20 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Na niewielkiej, dwustronnej planszy gracze rozkładają żetony tytułowych bąbelsów – oczywiście wedle konkretnych reguł. Na środku, pomiędzy polami planet znajduje się strefa zwana niebem. Tam w trakcie gry trafiać będą nowe żetony i stamtąd też będzie można pobierać je do siebie – na obszar planety. Bąbelsów jest kilka rodzajów, a każdy odróżnia się wyglądem i kolorem. Łącząc je w linie poziomą lub pionową (na swojej planecie) składającą się z trzech lub więcej takich samych żetonów, gracz może zebrać je z planszy oraz skorzystać z ich specjalnej zdolności. Na koniec gry każdy bąbels zdobyty przez gracza równa się jednemu punktowi. Kto zbierze ich najwięcej – wygrywa.

W instrukcji znajdziecie więcej informacji. Ode mnie to tyle.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Świetne. Elementy zrobione są z grubego materiału, więc myślę, że powinny być bardzo, bardzo trwałe. Podoba mi się bajkowy styl i zastosowana kolorystyka (nie miałem problemów z rozróżnieniem żetonów), a całość dobrze pasuje do tego typu gry.

Czas rozgrywki:
Krótki. Akcje są szybkie, gra dynamiczna, a przestojów nie zaobserwowałem właściwie wcale. Drobne chwile zamyślenia zdarzały mi się niezwykle rzadko, zatem czas rozgrywki oceniam na plus. Bąbelsy ‚chodzą’ bez zgrzytów, gładko, przyjemnie.

Klimat:
Mało. Choć wygląd klawy, a zabawa niczego sobie, to ciężko było mi się wczuć w… no właśnie? Takie zbieranie żetonów jakoś specjalnie mojej wyobraźni nie rozbudza. Ot układanka, w której nie próbuję nawet doszukiwać się większej głębi. Dobrze jednak, że zupełnie mi to nie przeszkadza.

Regrywalność:
W porządku. Losowy dobór żetonów bąbelsów oraz spora rywalizacja z przeciwnikiem zapewnia dużą zmienność w trakcie partii. Dodatkowo jest jeszcze wariant dla jednego gracza, który też dodaje swoje, bo działa nieźle. Kolejny plus.

Próg wejścia (przystępność):
Niski, bardzo niski. Zasady można wytłumaczyć szybko, a setup zajmował mi tylko chwilkę. Z mojego punktu widzenia – zero problemu.

Interakcja:
Duża. W związku z tym, że sytuacja na planszy zmienia się co chwilę, gracze powinni uważnie obserwować nie tylko swoje pole gry, ale również to u rywala. Premie, które można odpalić dzięki usunięciu bąbelsów z planszy pozwalają trochę namieszać (np. dokładając mu/jej żetony na obszar planety), a dzięki możliwości uzupełniania i zmieniania położenia bąbelsów w sferze nieba opcji jest jeszcze więcej. Interakcję uważam więc za nieskomplikowaną, ale zazwyczaj dość częstą.

Losowość:
Towarzyszy nam właściwie przez całą rozgrywkę (wyciąganie z worka i uzupełnianie nieba). Wprowadza zróżnicowanie do partii, a także ma na nią dość znaczny wpływ. To ten aspekt, który w grze podoba mi się najmniej. Obecnie wiem już, że jest jej tu dużo, więc podejście dostrajam przed pojedynkiem – starałem się po prostu cieszyć grą. Nie wszystko mogłem sobie zaplanować i musiałem reagować na to, co akurat zostanie dobrane z worka – dopasowywać się do sytuacji, starać się wybrać najlepsze dostępne ruchy. Czasami bywało ciężko, szczególnie kiedy długo nie pojawiają się te bąbelsy, na których akurat mi zależy (a rywal ma zupełnie odwrotnie). Szkoda, bo wydaje mi się, że można było rozwiązać to lepiej.

Skalowalność:
Odnotowuję: lubię wariant dla jednej osoby (w instrukcji podano konkretne układy nazywane misjami, które trzeba ‚rozwiązać’). Choć nie jestem wielkim zwolennikiem trybów solo, ten jest całkiem ok.

Podsumowanie:

Bąbelsy podobają mi się z kilku względów. Po pierwsze: wykonanie. Po drugie: zmagania bez przestojów, bez ciągnącego się oczekiwania na ruch. Po trzecie: mały rozmiar, proste reguły i łatwe przygotowanie. Czwartym czynnikiem, który ma tu dla mnie znaczenie i niestety niezbyt mi pasuje, jest opisana ciut wyżej losowość. Podsumowując zatem – mogę w Bąbelsy pograć. To tytuł lekki i krótki – filer, który nadaje się w sam raz na chwilę planszówkowej rozrywki w parze, a ewentualna zabawa w wariant solo nie brzmi wcale najgorzej. Myślę, że gra sprawdzić się może również jako ‚gateway’ – planszówka wprowadzająca, dla początkujących. Przy czym chcę dodać, że raczej nie widzę siebie grającego w nią kilka razy z rzędu. Prędzej raz na jakiś czas, ale za to z przyjemnością.

Co więcej, podejrzewam, że Bąbelsy mogą dać mnóstwo radochy tym, którzy lubią tego rodzaju gry na platformy mobilne, komputery czy konsole.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Ładny wygląd, prostą mechanikę.

Najmniej lubię (słaba strona):
Losowość.

Dlaczego na TAK:
Mogę zagrać, choć raczej z umiarkowaną częstotliwością. Dzięki proste rozgrywce i łatwym wyborom grało mi się fajnie (tylko ta losowość…).

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!