Walki, kości, monstrów pokaźne ilości – recenzja gry Wojownicy Midgardu!

Właściwie to nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu Wikingowie stali się wyjątkowo atrakcyjnym tematem dla projektantów gier. Tych traktujących o ich życiu i poczynaniach widziałem już co najmniej kilka i o ile pamięć mnie nie myli, wszystkie były raczej niezłe. Mógłbym spodziewać się pudła choć przy jednej z nich, a tu nie. Trend dzieł udanych utrzymują zatem także Wojownicy Midgardu, którzy w polskiej edycji pojawili się stosunkowo niedawno za sprawą wydawnictwa Czacha Games. I z tego co wiem, na dniach rusza kampania ufundowania aż dwóch! dodatków. Fiu fiu… jest moc.

Info:

Autor: Ole Steiness
Polski wydawca: Czacha Games
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~60-90 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Wiodąca mechanika Wojowników to worker placement (czyli w uproszczeniu: połóż pionka → wykonaj akcję danego pola). To oczywiście nie koniec. W trakcie gry w ruch pójdą kości, trochę kart i żetonów. Graczom przyjdzie walczyć z trollami i draugrami. Będą mieli możliwość podjęcia wyprawy i pojedynków z monstrami czy choćby powiększania swojej bandy wojowników.

Rozgrywka dzieli się na dwie istotne części. Są to: zbieranie zasobów, rekrutacja, czyli ogólne przygotowanie się do części drugiej – walki (oraz polowania). Tą zaś rozpatruje się z użyciem kości reprezentujących wojaków danego gracza – białe, czerwone i czarne. Wszystkie mają (więcej lub mniej) symboli trafienia, część zaś posiada przydatną do obrony tarczę.

Partie wygrywa uczestnik z największą liczbą punktów zwycięstwa, które zdobyć można na różne sposoby. Np. za pokonane potwory, za oszczędzone znaczniki monet czy zgromadzone żetony przysług.

Więcej – zerknij do instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Za wykonanie wielki plus. Wojownicy Midgardu wyglądają wręcz wzorowo. Komponenty są wysokiej jakości, tak samo jak wspaniałe ilustracje. Całość nie dość, że prezentuje się efektownie, to jest do tego czytelna i w pewnym stopniu również klimatyczna.

Zastrzeżeń nie mam wiele, bo raptem dwa. Po pierwsze: zbyt mało zróżnicowane grafiki na kartach – potencjał tematu pod tym względem jest ogromny.

Po drugie: znaczniki drewna i pożywienia – ucieszyłbym się, gdyby standardem był pakiet czegoś bardziej przypominającego te elementy niż zwykłe drewniane sześciany.

Poza tym jest świetnie.

Czas rozgrywki:
Przeciętny. Gra się dynamicznie, bo Wojownicy nie są planszówką trudną, a decyzje do podjęcia nie należą do bardzo złożone. Także choć rozgrywka śmiga płynnie, czas pojedynczej partii niekoniecznie jest krótki. Uzupełnianie, wymiana kart, dokładanie zasobów, wszystko to pochłania trochę czasu i uwagi, a ilość rund też robi swoje. Przy czym czas przy grze mija przyjemnie, a ja jestem daleki od stwierdzenia, że się przy niej nudziłem.

Klimat:
Średni. Tak jak wspomniałem – ilustracje są super i spełniają swoje zadanie (czytaj: fajnie oddają temat gry). Zarówno na kartach jak i planszy tworzą obraz krainy zamieszkiwanej nie tylko przez zastępy wojaków, ale również przez niekoniecznie urodziwe czy uprzejme potwory. Jest jeszcze mechanika statków i wyprawy na monstra, są kostki powiązane z walką, efekty kart podróży wprowadzające różne wydarzenia podczas wypraw… Wiele składowych gry dodaje jakąś wartość do klimatu, by ostatecznie skończyło się całkiem nieźle. Tak przynajmniej uważam.

Regrywalność:
Spoko! Bardzo dobrze grało mi się w Wojowników i z radością zagrałbym znowu. Chociaż spodziewałem się trochę bardziej złożonego i wymagającego tytułu, nie znaczy to, że bawiłem się źle. Dzięki klawemu rozwiązaniu walki, oparciu go o turlanie kostkami, a także uzupełnienie go o różne typy przeciwników, cele gry, zdolności bohaterów czy karty akcji jednorazowych rozgrywki różnią się od siebie – ergo gra jest regrywalna. A, że przy tym mechanika planszówki jest prosta, lekka i całkiem interesująca – całość mi się podoba.

(… tylko zróżnicowanie przeciwników jakieś takie niewielkie…)

Próg wejścia (przystępność):
Niski. To łatwa gra o przystępnych zasadach. Być może nie wygląda na taką, ale biorąc siebie za przykład mogę powiedzieć, że ogarnięcie zasad to pikuś, a samą rozgrywkę nie sposób zaliczyć do trudnych – wręcz przeciwnie.

Negatywna interakcja:
Niewielka. A szkoda. Temat ‚aż się prosi’ by dodać tu więcej możliwości dokuczania rywalom. Zajmowanie pól przed innymi to ciut mało, nawet jeśli dodać do tego ujemne punkty za żetony potępienia przekazywane po pokonaniu trolli. Podejrzewam, że brak dosadnej negatywnej interakcji może być spowodowany lekkim ‚kalibrem’ gry. Nie zmienia to jednak mojego podejścia – chętnie widziałbym jej tu więcej.

Losowość:
Obecna! I to bardzo. W wielu miejscach, co czasami może przeszkadzać. Aczkolwiek myślę, że bardzo sporadycznie. Sam przed pierwszą partią nastawiłem się na częste turlanie i losowość w kartach, więc nie byłem zaskoczony. Mając to na względzie bawiłem się świetnie, nie oczekując, że wszystko zawsze pójdzie po mojej myśli. Swoją drogą Wojownicy działają dobrze, toteż nawet pomimo przeplatanej losem rozgrywki nie odniosłem wrażenia, że gra jest ‚zepsuta’ bądź znacznie wypacza wyniki.

Skalowalność:
Lepiej grało mi się w trzy i cztery osoby. Jest wtedy więcej kombinowania i ‚walki’ o atrakcyjne pola na planszy. Większe znaczenie ma pojedynek z Trollem, który jest źródłem żetonów dających ujemne punkty na koniec gry, trudniej również o starcie z konkretnymi Draugrami czy Monstrami. We dwie osoby jest luźniej, a uczucie parcia na wykonanie przydatnej nam akcji jest mniejsze. Innymi słowy: zmagania nabierały rumieńców w gronie powyżej dwójki.

Podsumowanie:

Co tu dużo pisać… Wojownicy Midgardu spodobali mi się do tego stopnia, że z zaciekawieniem wypatruję dodatków. Bardzo miło wspominam rozegrane weń partie, szczególnie te podjęte w gronie trzy i czteroosobowym. Co prawda spodziewałem się rozrywki dużo bardziej ‚mięsistej’, pełnej trudnych zmagań, może nawet intensywnego móżdżenia. Okazało się, że WM jest grą zupełnie inną. Proste akcje, bywało, że oczywiste do podjęcia, sporo losowych sytuacji i niski poziom skomplikowania czynią z niej tytuł lekki i przystępny. To dobrze, bo dzięki temu nadać się może jako gateway dla początkujących graczy. Twór, który pokaże jak fajne są nowoczesne gry bez prądu.

To świetna planszówka. Z prostą mechaniką i niezłą regrywalnością. Co więcej, myślę, że jej prawdziwy potencjał uwydatni się w momencie zmieszania z którymś z dodatków. Chociaż… w podstawowym pudełku i tak jest ogrom porządnej zabawy.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Proste reguły, fajny temat i klimat oraz zarządzanie i rzucanie kostkami.

Najmniej lubię (słaba strona):
Mało negatywnej interakcji i niewielkie zróżnicowanie potworów.

Dlaczego na TAK:
Bo to nietrudna planszówka z wyraźnie zaznaczonym klimatem i duża ilością lekkich, acz w porząsiu rozpatrywanych walk.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Czacha Games. Dzięki!