Złup ten łup… recenzja Thief’s Market!

Ponad sto tysiaków zebranych na rzecz Thief’s Market w kampanii crowdfundingowej to niezły wyczyn. Już na długo przed tym jak gra wpadła w moje ręce zaintrygował mnie mechanizm przydzielania kości. Wydawał się wyjątkowy, jakiego do tamtej pory wcześniej nie widziałem. Musiałem sprawdzić jak ‚chodzi’. Zagrałem i… a niech mnie, to był strzał w dziesiątkę!

Info:

Autor: Dave Chalker
Liczba graczy: 3-5
Czas gry: ~30-60? minut

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Przed graczami dwie fazy: turlanie i zdobywanie łupów (czyli zagarnianie kostek i/lub znacznik pierwszego gracza) oraz kupowanie kart z rynku.

Łupy można pozyskać w fazie pierwszej – wybierając kości z wyturlanej wcześniej puli, bądź od rywala, jeśli jakieś ma (przerzucając/oddając przy tym przynajmniej jeden element z powrotem). Bardzo ważnym elementem jest wspomniany znacznik gracza rozpoczynającego, który można podebrać wraz z kośćmi. Dzięki niemu w fazie zakupów z targu, będziemy mieli pierwszeństwo, a co za tym idzie także większy wybór niż pozostali współgracze.

Dla jasności mały przykład: Piotr, który rozpoczął pierwszą fazę rzucając kostkami zagarnia łup. Zabiera biały, czerwony i zielony klejnot. Resztę, razem ze znacznikiem pozostawia do podziału innym graczom. Dalej Michał, następny w kolejce, również pobiera coś dla siebie – może zwinąć klejnoty Piotra albo wziąć kości (i/lub znacznik) z zasobów ogólnych. Jeśli zdecyduje się złupić kolegę, nie będzie mógł zabrać całego łupu. Będzie zmuszony przerzucić przynajmniej jeden element zostawiając go wraz z resztą dostępnej puli.

Druga faza to nabywanie kart. Można je kupić z odpowiednio przygotowanego rynku, aby później wykorzystać ich możliwości w pozostałych rundach lub zdobyć dzięki nim punkty zwycięstwa na koniec rozgrywki.

Komplet zasad, detale i dokładny opis → instrukcja.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Za ilustracje olbrzymi plus. Podoba mi się rysunkowa kreska – jest szczegółowa i miła dla oka. Całość to takie trochę ponure, trochę humorystycznie przedstawione fantasy. Znakomita robota.

Trochę szkoda natomiast, że oznaczenia na kartach nie są intuicyjne, przez co miałem drobne trudności zarówno podczas gry jak i tłumaczenia zasad. Na szczęście zadbano, by w instrukcji pojawiły się stosowne opisy wyjaśniające wiele wątpliwości. Zerkałem tam niejednokrotnie. Dodatkowo w odwodzie pozostaje jeszcze karta pomocy gracza, której obecność cieszy.

Czas rozgrywki:
Rundy są dość szybkie, a to głównie dlatego, że tytuł ten nie należy do skomplikowanych. Gra się zwykle aktywnie, często obserwując co robią pozostali uczestnicy. W fazie podziału kostek trafiają się ciężkie do podjęcia decyzje, co odrobinę zwalnia tempo rozgrywki. Chociaż nawet wtedy zabawie towarzyszy uczucie fajnego napięcia. Poza tym Thief’s Market śmiga sprawnie, bez wyraźnych spowolnień i przestojów.

Klimat:
Niezły. Olbrzymia rolę pełni tu mechanika zagarniania kostek. Sam fakt brania ich z puli lub od rywala nadaje rozgrywce ostrego rysu, podkreślając elegancką interakcję obecną w TM. Ten system po prostu świetnie pasuje do tematu amatorów błyszczących kosztowności. Reszta rozgrywki (oczywiście pod względem odczuwania klimatu) to już tylko uzupełnieniem do rewelacyjnej fazy dzielenia łupów.

Regrywalność:
Super! Dzięki kostkom i losowemu układowi kart zmienność poszczególnych partii jest bardzo duża. Oba te elementy sprawiają, że jest tutaj sporo ciekawych kombinacji do sprawdzenia i niemało dobrej regrywalności. Jeśli o mnie chodzi, za każdym razem bawiłem się wyśmienicie.

Próg wejścia (przystępność):
Niski. To mała gra o prostych regułach. Myślę, że jedyną trudność mogą sprawić symbole na kartach, o czym wspomniałem wcześniej. Poza tym nie widzę większych przeszkód przy wdrażaniu nowych zainteresowanych – tak starych wyjadaczy jak i graczy, którzy swoją przygodę z planszówkami dopiero zaczynają.

Ważne: Myślę, że warto zerknąć sobie w talie lub instrukcję celem zapoznania się z tym co oferują karty.

Negatywna interakcja:
Mnóstwo! Czasami może się wydawać, że podjęliśmy najlepszą, perfekcyjnie przemyślaną, ocierającą się o geniusz decyzję i zagarnęliśmy idealny łup… żeby później ktoś i tak nas przejrzał lub zwyczajnie zechciał obrobić z uśmiechem na twarzy (ale jaaaak to?!). I tu uwaga: zwykle takie coś działa mi na nerwy, ale nie w przypadku Thief’s Market. Śmiem twierdzić, że czuję zupełnie odwrotnie – to esencja zabawy, coś co lubię tutaj najbardziej.

Losowość:
Obecna. Mało uciążliwa. Mamy możliwość przerzucania kostek, są również przydatne zdolności z kart. Nie zabrakło żetonów monet pełniących rolę jokerów. Dlatego mając na uwadze charakter oraz gabaryty tytułu, sądzę że gra trzyma się nieźle w ryzach.

Skalowalność:
Przygotowanie całego rynku pozostaje niezmienne – bez względu na to, ile osób bierze udział w rywalizacji. Stosy kart składamy tylko z części dostępnych – losowo, resztę zostawiając na następne rozgrywki. W związku z tym rywalizacja o karty trochę się zmienia w zależności od liczby graczy. Ogólnie zaś bawiłem się dobrze w każdym wariancie osobowym.

Podsumowanie:

Wyśmienita, płynna i bardzo prosta mechanika w Thief’s Market porwała mnie szybko, bez wysiłku. Kombinowanie z kostkami, cała ta część polegająca na podejmowaniu ważnych decyzji – co wziąć, czy zabrać komuś, może wziąć z puli ogólnej, jak potem spożytkować – wszystko to jest niezwykle angażujące. Znakomita sprawa. Emocje, które wtedy buzują są oczywiście ekscytujące, acz jednocześnie także lekko… powiedzmy, że stresujące. Czy ktoś zabierze moje kostki, czy ubiegną mnie w zakupie karty? Wziąć więcej, wziąć mniej? Zostawić znacznik pierwszego gracza, zabrać go sobie? Jak przetrwać z korzystnymi łupami? Takimi, które są mi najbardziej potrzebne? Piękne.

Jest jeszcze zabawa kartami – też fajny kawałek TM, nawet jeśli mam co do niego drobne zastrzeżenia.

Symbole, o których pisałem wcześniej to jedno. Szkoda, choć po pewnym czasie w końcu przywykłem. Drugie – odniosłem wrażenie, iż niektóre karty są kapkę zbyt silne. Podejrzewam i mam nadzieję, że intensywniejsze użytkowanie spowoduje zmianę mojego zdania. Poczekamy, zobaczymy.

I chociaż gra może i przypomina małego filera, raczej tak bym jej nie określił. Czas partii i możliwości jakich dostarcza, w mojej ocenie plasują ten tytuł jednak trochę wyżej.

Kończąc: Thiefs Market wpisuje się w moje preferencje. Spodziewałem się po nim dobrego, owszem, lecz chyba nie aż w takiej ilości.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanikę podziału kostek i jej zgranie z tematem planszówki.

Najmniej lubię (słaba strona):
Oznaczenia na kartach.

Dlaczego na TAK:
Patrz podsumowanie ;].

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości i pomocy wydawnictwa Baldar. Dzięki!