Ugh, niezbyt tu bezpieczenie… recenzja gry The Others!

Świat The Others to miejsce pełne plugawych potworów, wszechobecnego zła i groźnego zepsucia. Pośrodku tego bałaganu lądują bohaterowie, których zadania, zależnie od przygody, mogą być różne. Czasami będą ratować mieszkańców Haven, innym razem gasić siejący zniszczenie ogień, zdarzyć się może, że poświęcą któregoś z towarzyszy… Wszystko to dla dobra sprawy. Wszystko, by pokonać ponoszący się gdzieś w okolicy Grzech.

Miałem olbrzymią, nieskrywaną przyjemność zagrać w The Others. Później znowu. I znowu. I… i jak tam moje wrażenia? Co o grze myślę? Poczytajcie.

Info:

Autor: Eric M. Lang
Polski wydawca: Portal
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~90 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Ekipa ‚tych dobrych’ vs Grzech, czyli ‚ten zły’. Dwie strony konfliktu, które mierzą się ze sobą w metropolii zwanej Haven. Gracze wybierają scenariusz, przygotowują miejsce akcji oraz swoje postaci i ruszają do boju. Operujący Grzechem będzie starał się wyeliminować bohaterów, przeszkadzać im w wykonywaniu misji, reagować na ich poczynania zagrywając karty czy rozpoczynając walki. Strona bohaterów musi natomiast zrealizować zadania i przetrwać (zachowując na koniec partii minimalną wymaganą ilość postaci). Oni oczywiście też mogą atakować, mogą poruszać się i intensywnie działać w Haven, razem współpracując przeciwko Grzechowi.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Kapitalna robota. The Others kryje mnóstwo wspaniałej zawartości – począwszy od figurek wysokiej jakości, szczegółowych (w większości obrzydliwych, ale co się dziwić!), a skończywszy na porządnych żetonach, kartach, kostkach, planszetkach graczy i świetnych elementach planszy Haven. Nie będę rozpisywał się nad szatą graficzną czy o wyglądzie herosów. Zerknijcie sobie na fotki.

Bardzo podoba mi się organizacja pudełka w środku. Właściwie to mam na myśli plastikowe formy do przechowywania komponentów. Co prawda nie od razu załapałem jak szybko składać nie tylko je, ale i całą resztę zawartości z powrotem, niemniej jednak po chwili praktyki doceniłem takie pakowanie.

I choć The Others zasługuje na olbrzymią pochwałę za wszystko powyższe, to nie ustrzegło się drobnych, nazwijmy je ‚słabości’. Po pierwsze: kostki. W pewnych sytuacjach po prostu ich brakuje. Bywa, że trzeba zapamiętywać co wypadło, by ‚dorzucić’ rzut do końca. Owszem, trudno się przed tym tak do końca zabezpieczyć, gdyż czasami potrzeba naprawdę wielu turlnięć, by uzyskać finalny rezultat, ale tych kilka sześcianów więcej chętnie bym w grze zobaczył.

I druga dość istotna rzecz to błąd na planszy przygody (nie wiem czy we wszystkich egzemplarzach) – chodzi o przygotowanie partii, dokładniej o kafelek S05 – trudno stwierdzić czy powinien być użyty, czy nie.

Poza tym nie mam większych zastrzeżeń, a całe wykonanie i wygląd The Others uważam za wy-śmie-ni-te.

Czas rozgrywki:
Kiedy już znamy dobrze zasady, rozgrywka jest płynna, nie przeciąga się. I tu uwaga: początkowe zmagania, bądź te z nowymi graczami, nie muszą takie być. Reguł do opanowania jest niemało! Tak samo jak możliwych do podjęcia decyzji – i to w każdej turze czy rundzie. Niemniej jednak nie zauważyłem u siebie oznak znudzenia czy zmęczenia The Others, nawet jeśli partia trwała dłużej niż zakładałem. Podejrzewam, że w większości gier mieściłem się w ramach około 90-120 minut.

Klimat:
Nie brakuje! Gigantyczną robotę robi tu oczywiście całe wyposażenie planszówki – figurki, plansza i sporo innych rzeczy. W opozycji stoi natomiast mechanika, która choć sama w sobie jest świetna, ostatecznie jednak nie do końca wnosi znaczną wartość do klimatu. Najsłabiej jest chyba ze zdejmowaniem żetonów, co nazywa się oczyszczaniem terenu oraz wykorzystywaniem akcji miast. To pierwsze sprowadza się do zwyczajnego usunięcia znacznika z danego miejsca (zdejmuję ogień, zdejmuję zepsucie…). To drugie zaś służy odpalaniu specjalnych zdolności, np. leczenia czy też możliwości pobrania karty ulepszenia – tyle, że… jak to tak, wchodzę sobie do lokacji albo, co gorsza, przez nią przebiegam… i po prostu robię coś, bo mieszkańcy tam stoją gotowi mi pomóc? Zatem tak jak pisałem – mechanicznie fajne rozwiązania, klimatycznie niekoniecznie.

Na szczęście jest dużo walki, jest gracz sterujący Grzechem, który może reagować na działania pozostałych. Jest klawy system zepsucia, karty mrocznej przeszłości o często przykrych konsekwencjach, gdy się je odkryje. Patrząc na The Others jako całość, oceniam ten aspekt gry na plus. Spotkałem się z opiniami, że go tu brakuje, ja jednak uważam zupełnie inaczej.

Regrywalność:
Duża! W ‚Innych’ jest spora różnorodność. Kilka przygód (każda ma po dwa różne setup’y do wyboru), losowe układy kart, losowe walki, możliwość złożenia różnych drużyn bohaterów, mnóstwo akcji i ruchów do wykonania, ustawienie na planszy, reakcje grającego Grzechem… i tak dalej. A w związku z tym, że gra szalenie mi się przy tym podoba, regrywalność również oceniam wysoko. Bardzo, bardzo, bardzo wysoko.

Próg wejścia (przystępność):
Dość duży. Musiałem dokładnie przeczytać reguły, by w miarę pewnie podejść do pierwszej rozgrywki. A nawet wtedy nadal często zerkałem do instrukcji. Wyjaśniać też miałem co, nierzadko z zeszytem zasad w ręku.

To rozbudowana planszówka, kaliber średni, może nawet średnio-ciężki.

Negatywna interakcja:
Walki inicjowane przez obie strony oraz reakcje i zagrywanie kart przez Grzech to nieodłączna część każdej przygody. Jego niespodziewane działania – oho, chwileczkę, używam karty… – potrafią dużo namieszać oraz mocno napsuć nerwów. W mojej opinii – świetna sprawa, klimatyczna, zaskakująca.

Losowość:
Walka oraz oczyszczanie terenów kręci się wokół kostek. To dwie ważne składowe The Others, które są mocno pod dyktando losu. Może się zdarzyć, że pechowe rzuty pokrzyżują nasze plany. Brałem udział w pojedynkach, gdzie sukcesy turlały się za sukcesami generując poważne ilości obrażeń, a także odwrotnie, gdy nic korzystnego nie chciało wypaść przez dłuższy czas. Taki już charakter tego tytułu. Koniec końców musiałem się z tym pogodzić, taka już natura zmagań w nieprzyjaznym Haven.

Podsumowanie:

Miałem mieszane uczucia przed spotkaniem z The Others. Nie jestem wielkim zwolennikiem rozbijania gry na dodatki, a już szczególnie podczas próby jej ufundowania. Często obawiam się też, że figurki to magnes na kupujących i jednocześnie zasłona dla co najwyżej średniej mechaniki. Wielkie pudła rzadko robią już na mnie wrażenie, a długie instrukcje – martwią. Zanim zasiadłem do The Others wszystko to obijało mi się gdzieś z tyłu głowy. Co jeśli…

Zupełnie niepotrzebnie.

Piękne figurki okazały się znakomitym uzupełnieniem. Reguły nie są złe, da się je pojąć, najlepiej popierając praktyką. Całość działa i to całkiem nieźle. Owszem, jest tu sporo losowości i zauważalna powtarzalność w misjach przygód. Owszem, ganiamy za żetonami i bardzo dużo walczymy. Owszem, instrukcja ma w sobie mnóstwo tekstu. To nic! W The Others grało mi się po prostu dobrze. Byłem zaangażowany od początku do końca. Nawet będąc po stronie Grzechu i czekając na ruchy rywali miałem co robić. Albo planowałem reakcje albo zwyczajnie obserwowałem na przemian z podsłuchiwaniem – co chcą zrobić oraz jak.

W kwestii estetycznej nie mam wiele więcej do napisania. Wyśmienita robota – jest klimatycznie i z dbałością o detale. Co ważne, gdy ogarnąłem zasady nie miałem większych trudności ze zrozumieniem oznaczeń.

Pomniejsze zalety? Chociażby pula scenariuszów-przygód oraz możliwość wybrania sobie setup’u do każdego z nich. Super sprawa to odpalanie akcji miasta, czyli ekstra zdolności danej lokacji. Często zdarzało się nam je wykorzystywać, bo to niezłe źródło sprzętu, leczenia czy łatwej eliminacji potworów. W związku z tym, że postaci cechują się odrębnymi umiejętnościami, system komponowania drużyny to również klawe rozwiązanie. Tak samo jak karty mrocznej przeszłości wprowadzające szczyptę niepewności (odkrywa się je w odpowiednim momencie i sprawdza działanie).

Warto wspomnieć o asymetryczności gry. Raz gram Grzechem i przeszkadzam drużynie, innym razem siadam po drugiej stronie, by ganiać za wypełnianiem questów. To dobra rzecz. Nie sądzę, bym chciał grać tutaj przeciwko np. aplikacji mobilnej.

Następnie: system przyjmowania zepsucia. Przed potyczką lub oczyszczaniem terenu gracz może dobrowolnie przesunąć znacznik macki na torze postępu swojej postaci, by dzięki temu zyskać określone premie, na chwilę. To takie ‚doładowywanie’ bohatera, z jednoczesnym jego osłabianiem. I choć połączenie tego z mechanizmem przydzielania obrażeń (znacznikami serduszek przykrywamy pola premii) może wydawać się lekko przesadzone, mnie osobiście bardzo odpowiada.

Natomiast do niekoniecznie fajnych cech The Others muszę zaliczyć… losowość. Zaskakujące starcia przestały mnie dziwić już w trakcie partii numer jeden. Problemy z usunięciem pojedynczego żetonu z planszy też mi się przytrafiły – i nie widzę w tym nic przyjemnego, gdy zmuszony jestem tkwić w miejscu, turlać, turlać, turlać, turlać, by wreszcie wykonać misję.

Średnio także zapatruję się na dodatki do gry. Szkoda, że w podstawce dostępne są tylko dwa Grzechy. By pograć pozostałymi trzeba sięgnąć po rozszerzenia. Podobnie z dodatkowymi bohaterami.

Ale kończąc już i podsumowując: niesamowicie pozytywnie zaskoczyło mnie The Others. Spodziewałem się planszówki poprawnej, a tu o, urzekła mnie i wciągnęła na poważnie. Nie obyło się bez drobnego narzekania, co jednak nie wpływa znacząco na moją opinię. ‚Inni’ są ekstra.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanikę zepsucia, bonusów dla bohatera w trakcie walki. Zróżnicowane przygotowanie rozgrywki. Wykonanie.

Najmniej lubię (słaba strona):
Losowość podczas walki i oczyszczania terenu.

Dlaczego na TAK:
D o b r a  z a b a w a !

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Portal. DziękI!