Włości pełne sześciokątów… recenzja Zamków Burgundii!

Królowa gier mówili. Najlepsza w jaką grałem. Hicior.

Czego to ja się o Zamkach Burgundii nie naczytałem. Nie chcę grymasić, zwykle dobrze to o planszówce świadczy, ale czasami tak bardzo zawyża oczekiwania, że trudno im ostatecznie sprostać. Bywa, że do malowanej wspaniałości tytułowi sporo brakuje, że choć ogólnie jest całkiem spoko, to jednak ideałem nazwać go ciężko. Potem człowiek siada przy stole, zagra, pobawi się i kończy z jakimś takim dziwacznym uczuciem: co tu się właściwie stało? Niby fajne, niby dobre, ale żeby genialne, unikatowe, kapitalne? No nie wiem, nie wiem…

Dlatego choć o Zamkach Burgundii słyszałem wiele dobrego, wziąłem sobie na nie mały bufor bezpieczeństwa, żeby w razie ewentualnej kraksy wyjść ze zderzenia cało. No i wreszcie zagrałem.

Info:

Autor: Stefan Feld
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~30-90 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki w Zamki Burgundii głównymi zajęciami graczy będzie rozbudowywanie swoich włości i zbieranie punktów zwycięstwa. Na indywidualnych planszach przyjdzie im, między innymi: stawiać budynki, hodować zwierzęta, dokładać statki. Do tego celu potrzebują kości, których każdy grający ma dwie. Co rundę musi spożytkować uzyskane na nich wyniki na akcje. Te zaś są bardzo proste: pobieranie żetonu z planszy głównej, wyłożenie żetonu na swoją planszę, sprzedaż towarów ze składu, pobranie dwóch robotników (służą do modyfikowania wyników rzutu). Większa część tych czynności związana jest z wartością uzyskaną na kostce – i tak np. używając trójki można pobrać żeton z trzeciego magazynu, zbudować budynek na polu oznaczonym trójką czy też sprzedać zapasy towarów opisane tym numerem.

Celem gry są wspomniane wyżej punkty zwycięstwa. Sposobów na ich gromadzenie jest ogrom. Są kafelki z premiami za określone inne kafelki. Są bonusy za zapełnienie wszystkich obszarów danego typu, są możliwości punktowania natychmiastowego – choćby za zwierzęta lub pewien rodzaj budynku. Można też zdobywać i sprzedawać towary albo zbierać grudki srebra. Można koncentrować swój plan działania wokół premii za kończenie terenów. Pole manewru jest naprawdę szerokie, a dróg do zwycięstwa od zatrzęsienia.

To oczywiście nie wszystko co oferują Zamki Burgundii. Dla jasności zerknijcie sobie oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Od razu widać, że gra to już niemłoda, a jej wykonanie choć nie najgorsze, to jednak pięknem nie przyciąga. O ile całość przedstawiona jest estetycznie i bardzo czytelnie, o tyle szata graficzna zalicza się do raczej ubogiej i dalekiej od pobudzającej wyobraźnię. Co prawda nie ma tu nic na czym zawiesiłbym wzrok na dłużej, ale na szczęście nie to w Zamkach jest najważniejsze. Liczy się przystępność oraz grywalność. To pierwsze jest. O tym drugim napiszę kawałek dalej.

Aha, chciałem jeszcze wspomnieć o jednej dość ważnej rzeczy. Nie podobają mi się plansze, które zrobiono z cienkiego materiału przez co łatwo się gną lub zadzierają narożniki. Reszta jest ok.

Czas rozgrywki:
Bardzo dobry. Około godzinka, może godzinka z hakiem i po zabawie. W związku z tym, że pula dostępnych akcji jest niewielka (raptem cztery plus jedna dodatkowa), a kostek do wydania mamy dwie, to oczekiwanie na swoją turę zwykle nie jest długie, a gra nie zwalnia bez potrzeby. Czasami owszem, ktoś może zawiesić się na chwilę, ale nie jest to bardzo uciążliwe, bo nawet wtedy możemy spokojnie obserwować rozwój sytuacji i planować lub modyfikować swoje ruchy względem tego co robią rywale.

Klimat:
No cóż, na moje to go tutaj nie ma ani trochę. Trudno powiązać mechanikę Zamków ze szczątkową tylko fabułą. Jak już pisałem, szczęśliwie nie na to liczyłem. Brak klimatu w tak mocnym i oczywistym euro to dla mnie nie problem. Dlaczego? Bo…

Regrywalność:
…bo regrywalność (i grywalność:)) jest tutaj na genialnie wysokim poziomie. W rozbudowę Burgundii chce się grać. Niesamowicie fajny system używania kości zmiksowany z szerokimi możliwościami punktowania jest wspaniały, koniec kropka. Za morze kombinacji i proste acz bogate w konsekwencje decyzje autorowi należą się w mojej ocenie najwyższe i najsłodsze słowa uznania. W tej chwili zupełnie nie dziwią mnie już częste pochwały dla tego tytułu. Aż szkoda, że zabrałem się za Zamki dopiero niedawno… :/

Byłbym zapomniał.. jest tu przecież losowe rozłożenie wielu komponentów co też nie pozostaje bez wpływu na regrywalność oraz kilka odmiennych plansz włości – o różnych schematach ułożenia pól.

Próg wejścia (przystępność):
Zamki Burgundii tłumaczyło mi się dobrze, samemu również nie mając problemów podczas lektury instrukcji. Drobną trudnością mogą być budynki nauki (specjalne), które zapewniają premie na koniec partii, ale by graczom było łatwiej zostały one szczegółowo opisane na łamach zeszytu z regułami. Skróty na planszach graczy są bardzo pomocne, korzystałem z nich regularnie. Ogólnie rzecz biorąc zapoznanie się z grą nie powinno być wielkim wyzwaniem nawet dla początkującego, niemniej jednak opanowanie planszówki i wyciśnięcie z niej dużej liczby punktów zmusza do ruszenia makówką nawet zaprawionych w bojach zawodników.

Negatywna interakcja:
Przejawia się w wyścigu po żetony i to właściwie tyle. Każdy układa sobie, a możliwości zepsucia tego co rywale już mają zbudowane lub pobrane, nie ma. Zatem – bardzo niska.

Losowość:
Trochę doskwiera. Szczególnie wtedy, gdy jeszcze nie do końca wiemy ‚co i jak’. Później w dużym stopniu można nad nią zapanować, ale to też nie jest do końca takie proste. Zdarzały mi się sytuacje, niestety odrobinę frustrujące, gdy mimo usilnych starań nie mogłem dobrze wykorzystać udogodnień z postawionych budynków, bo albo wyrzucałem kiepskie wyniki (często marnowałem kości na wzięcie robotników, którzy pomagali tylko na chwilę) albo nie podchodziły mi żetony na planszy głównej. To zaś często kwestia pozycji – będąc drugim zawsze ktoś może zwędzić co lepsze elementy. Z perspektywy wszystkich partii jakie rozegrałem jest to bardzo, bardzo drobny minus, ale jednak. Poza tym warto mieć na uwadze, że grając w mniej niż pełnym składzie, spora część żetonów w ogóle nie pojawi się w grze. Mając komplet jest inaczej i chyba jednak odrobinę lepiej.

Podsumowanie:

Wyborny klasyk w swojej kategorii. Zamki Burgundii to dla mnie bez cienia wątpliwości jedna z najlepszych gier planszowych w jakie miałem przyjemność grać w ostatnich latach. Wygląda na to, że nie jestem w tej opinii odosobniony, gdyż moja ładniejsza połówka też często powtarza, że jeśli mamy w coś pyknąć, to żebym rozłożył właśnie je. Gigantyczna regrywalność, duża zmienność w przygotowaniu partii i kapitalnie zorganizowany system rozbudowy oraz użycia kości generują głębokie pokłady świetnej zabawy – pełnej przyjemnego i bardzo satysfakcjonującego tzw. móżdżenia. Zamki nie nudzą, angażuja, nie mają skomplikowanych, pogmatwanych reguł, są wystarczająco dynamiczne i nieźle się skalują. Na usta cisną mi się same komplementy i nie za bardzo wiem, co złego o nich powiedzieć. Nie leży mi może trochę losowość, może odrobinę nie podoba wygląd i wykonanie, ale to niewielka skaza na fenomenalnym tytule.

Podoba mi się tu całe mnóstwo rzeczy. Przykładowo: świetne budynki zwykłe, które dostarczają klawych zdolności. Z ich użyciem można tworzyć małe combosy czy też łapać duże ilości punktów ‚na raz’. Premie takie jak – sprzedawanie towarów, dobranie dodatkowego żetonu czy grudek srebra – po zbudowaniu konkretnej budowli są zwyczajnie super, a odpowiednio zagrane mogą być bardzo przydatne. To kolejna porcja decyzji do rozważenia. Kolejna rzecz do wplecenia w nasz plan działania.

Cudowna sprawa to żółte żetony zapewniając alternatywne drogi punktowania oraz zmieniające podstawowe zasady rozgrywki. Nie gorszy jest wyścig po premie za ukończenie terenów włości. Nie wspominając o różnych planszach graczy i wielu, wielu innych, pomniejszych składowych Zamków Burgundii…

Podsumowując: to po prostu NIESAMOWICIE fajna planszówka.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanika kostek i fura opcji punktowania.

Najmniej lubię (słaba strona):
Czasami słaba losowość.

Dlaczego na TAK:
Ł-A-Ł.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!