Dobrze jest się najeść… recenzja gry Ewolucja!

Barwny zwierzak łypiący spokojnie z kolorowego wieczka kartonowego pudełka wystarczył, by zwrócić mą uwagę. Polska edycja Ewolucji, którego sprawcą jest Egmont (Kraina Planszówek) pojawiło się wcale nie tak dawno temu i krótko po premierze wylądowało również na moim stole. Piękne wydanie z mnóstwem kart, znaczników i poręcznych planszetek prezentuje się całkiem nieźle. Jestem przekonany, że może się podobać. Jak zaś ma się sprawa z mechaniką? Czy w parze ze świetnym wykonaniem idzie super grywalność? Co myślę o grze, jak ją oceniam? O tym poniżej.

PS: Tak, tak. Wiem. Na niektórych zdjęciach mam źle poukładane plansze gatunków i znaczniki. Tak jakoś wyszło :).

Info:

Autorzy: Dominic Crapuchettes, Dmitry Knorre, Sergey Machin
Polski wydawca: Egmont (Kraina Planszówek)
Liczba graczy: 2-6 graczy
Czas gry: ~60 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki w Ewolucję graczom przyjdzie tworzyć i zarządzać gatunkami zwierząt. Będą mogli podnosić populację poszczególnych, wykarmiać, powiększać, nadawać im cechy. Wszystko to dzieje się z użyciem kart, które dobierane na początku rundy później można spożytkować w przeróżny sposób. Od gracza zależy czy dana karta stanie się faktycznym parametrem gatunku, konkretną jego cechą, czy odrzuci ją, dzięki czemu np. podniesie populację grupy lub wprowadzi do gry kolejny, nowy gatunek.

Ważnym elementem zabawy jest wspomniane już karmienie, gdyż zdobyte pożywienie to punkty zwycięstwa na koniec partii. Niemniej istotne jest także modyfikowanie puli jedzenia dla zwierząt roślinożernych. Gracze mają możliwość wpływania na nie poprzez zagrywanie kart z wartością dodatnią, ujemną lub zerem – w ten sposób oddziałując nie tylko na swoje gatunki, ale w umiarkowanym stopniu też na te rywali – zmieniając lub nie, zasoby dostępne dla żyjątek.

Wspomnę jeszcze, że gromadzenie kart cech oraz zwiększanie populacji gatunków ma tutaj ogromne znaczenie, bo przy końcowej punktacji właśnie te elementy wraz z zebranymi znacznikami jedzenia liczą się do wyniku gracza, oczywiście.

Po więcej konkretów i szczegółów – zajrzyj do instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Bardzo dobre. Zawartości w Ewolucji nie brakuje. Znaczniki są z grubej tektury, podobnie zresztą jak planszetki gatunków. Drewniane kosteczki, karty czy arkusze pomocy też są ok, nawet jeśli wśród tych pierwszych znalazłem kilka nierówno dociętych. Oprawa graficzna kart to niezła robota, właściwie w zdecydowanej większości wyglądają po prostu ślicznie. Ilustracje są kolorowe, oznaczenia czytelne, całość prezentuje się super. Aha. I ten duży dinozaur do wskazania pierwszego gracza. Sporawy bajer co rzuca się w oczy. Jest w porząsiu.

Czas rozgrywki:
Średni i co ważne – rozgrywka się nie dłuży. Akcje do podjęcia są łatwe, a do spamiętania nie ma ich wiele. Partia nie powinna się ‚zawieszać’, raczej gładko i płynnie przechodzić przez kolejne rundy. Wykorzystywanie kart trzymanych na ręce nie zajmuje dużo czasu, a jeśli zdecydujemy się robić to wszyscy razem jednocześnie, zabawa zyska na dynamice.

Klimat:
Nie najgorszy. Tworzenie nowych gatunków, zaopatrywanie ich w nowe cechy, odkrywanie zależności, budowanie silnych grup zwierzaków, z jednej strony jest bardzo fajne, z drugiej natomiast wszystko to trzyma się… no, tematycznie ma sporo sensu. Działanie wielu atrybutów mechanicznie pasuje do rzeczywistych sytuacji co jest chyba największą siłą Ewolucji w kwestii budowanie klimatu. Weźmy sobie za przykład taki Krzyk ostrzegawczy, który wpływa na (ubezpiecza) gatunki sąsiadujące po obu stronach. Albo Tkanka tłuszczowa pozwalająca na gromadzenie nadmiarowego pokarmu. Wspinanie służące do obrony przed drapieżnikami. Długa szyja do pobierania jedzenia z ‚banku’, przed chwytaniem z puli ogólnodostępnej. Te i inne drobiazgi składają się na porządnie funkcjonującą całość. Tak zresztą być powinno.

Regrywalność:
Ok, choć nie powiem, że wysoka. Losowy dociąg i duża dowolność w ‚ubieraniu’ gatunków w różne zdolności powoduje, iż w grze jest mnóstwo zmienności wzbogaconej o konieczność dostosowywania się do sytuacji i działań pozostałych uczestników. Kombinowanie z tym co uda się nam zebrać na ręku daje niemało frajdy, ale… z punktu widzenia gracza całkiem zaawansowanego, tylko z początku. Im więcej partii za mną, tym mniejsza radość z tworzenia nowych gatunków, tym mocniej czułem powtarzalność tego co robię.

Jednak jestem zdania, że jako gateway Ewolucja da sobie radę. Ogólnie rzecz biorąc tytuł ten ma potencjał. Myślę, że zyska na regrywalności jeśli uda się wcisnąć do podstawki jakiś ewentualny dodatek czy dwa.

Próg wejścia (przystępność):
Niski. Dzięki pomocom gracza, klarownej instrukcji oraz przydatnym opisom na kartach, nie wydaje mi się, by Ewolucja mogła stanowić problem nawet dla graczy początkujących. Myślę, że to idealny tytuł rodzinny lub wprowadzający do świata planszówek. To prosta gra. A do tego całkiem ciekawa i z walorem edukacyjnym.

Negatywna interakcja:
Mała. Głównym środkiem interakcji są drapieżniki, które muszą oczywiście zjadać mięso zamiast roślinek. Nie zawsze łatwo to zrobić, gdyż jest się czym w Ewolucji bronić. Przede wszystkim, by skonsumować jakiś gatunek lub jego część, mięsożerca musi być większy od swojej ofiary. Często będzie potrzebował również odpowiednich cech, które pozwolą na taki atak.

Z tego powodu właśnie (choć jest jeszcze opcja podbierania jedzenia i modyfikowania jego puli) odniosłem wrażenie, że negatywnej interakcji drobinę brakuje. Wachlarz możliwości w tej materii mógłby być nieco bogatszy.

Losowość:
Jak to w przypadku kart… Losowość zaznaczyła tutaj swoją obecność, chociaż nie jest wyjątkowo uciążliwa. Karty w talii się powtarzają, a to, że można użyć ich na wiele sposobów działa tylko na korzyść gry.

Podsumowanie:

Klawa ta Ewolucja, no klawa. Pamiętając jaki to rodzaj planszówki, jaki ‚kaliber’, ‚ciężkość’ mogę powiedzieć mniej więcej tak:

Mocno punktuje za wykonanie, przystępne reguły oraz zwięzłą, płynną mechanikę. Widzę w niej cały ogrom zalet, znacznie przewyższający niedociągnięcia. Tytuł oferuje lekką, acz nie płytką rozgrywkę. Ilość decyzji do podjęcia nie przytłacza, a to w końcu często niezwykle istotne. Jednocześnie przy niewielkiej złożoności można doszukać się tu fajnych powiązań między cechami gatunków, można przyjemnie pokombinować i odczuć nutkę rywalizacji – niekoniecznie bardzo zaciętej, raczej luźnej, spokojnej ze śladowo odciśniętą negatywną interakcją.

Zaznaczam jednak, że mnie Ewolucja troszkę się już ‚zgrała’. Znam ją na tyle dobrze, że w chwili obecnej brakuje mi w niej nowych, świeżych kart i rozwiązań, z których mógłbym wyciągnąć więcej niezłej zabawy. Nie bez znaczenia jest również wspomniany wcześniej niski poziom skomplikowania.

Sądzę, że Ewolucja ma olbrzymie szanse wpasować się w gusta osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z nowoczesnymi grami bez prądu. Zapewne nie tylko im. Młodsi gracze też powinni znaleźć tu coś dla siebie. Tak samo jak Ci, którzy do planszówek zasiadają sporadycznie i liczą na familijną, miłą partyjkę.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Ładne wykonanie, prosta mechanika.

Najmniej lubię (słaba strona):
Poproszę jakieś nowe karty i więcej możliwości użycia drapieżników.

Dlaczego na TAK:
Mogę pograć, choć pewnie częściej w składzie z osobami, które dopiero poznają planszówki. Z ‚weteranami’ raczej nie zasiądę, choć może ewentualne dodatki zmienią moje zdanie.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości Kraina Planszówek. Dzięki!