Gdzieś daleko pośród gwiazd… recenzja gry Star Realms!

No i stało się. Nareszcie Star Realms doczekało się oficjalnej polskiej edycji. Niby angielskie opisy nie powinny być wielką przeszkodą dla zainteresowanych, ale ze spolszczeniem gra się chyba przynajmniej ciut przyjemniej. Cóż, ja pojedynki w tą galaktyczną karciankę zacząłem znacznie wcześniej, choć zdecydowaną ich większość tapałem na urządzeniach mobilnych. Natomiast polskie wydanie ogrywałem już na ślicznej macie przy wygodnym stole. Opinię spisałem i zamieszczam, udanej lektury!

Info:

Mata, którą widać na zdjęciu to oddzielny produkt. Nie wchodzi w skład gry Star Realms.

Autor: Robert Dougherty, Darwin Kastle
Polski wydawca: Games Factory (dawniej Games Factory Publishing)
Liczba graczy: 2
Czas gry: ~20 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki gracze będą nawzajem się atakować celem ‚zbicia’ punktów autorytetu – ten, który pierwszy pozbawi rywala wszystkich wygrywa partię.

Do zabawy wykorzystujemy karty i ich zdolności. Te zaś są bardzo różne – od bardzo podstawowych, pozwalających zyskać punkty handlu czy walki, po takie, które dają możliwość dobierania nowych kart z decku, zmuszenia do odrzucenia karty z ręki rywala czy choćby wyleczenia wspomnianego już autorytetu.

Star Realms to deckbuilding, więc ważnym elementem rozgrywki jest zdobywanie nowych kart z rzędu handlu. To nimi zasilamy swoją talię i to dzięki nim będziemy zwiększać swoje szanse na zwycięstwo. W miarę postępu partii dojdą nam nowe karty, deck się zmieni, a my będziemy mogli używać nowych umiejętności i wykręcać lepsze combosy. Z podstawowym zestawem może być ciężko – to tylko dziesięć kart – dwie Żmije (+1 punkt walki) oraz ośmiu Zwiadowców (+1 punkt handlu).

Warto wspomnieć jeszcze o opcji zabawy w więcej niż dwie osoby. W pudełku Star Realms zawarto kartkę z opisem reguł gry wieloosobowej, ale nie miałem okazji ich przetestować. Niniejsza recenzja traktuje tylko o wariancie 1 vs 1.

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Jest średnie. Grafiki wyglądają ślicznie, naprawdę bardzo mi się podobają. Do ikon nie mam żadnych zastrzeżeń, nie ma ich dużo i są intuicyjne. Nie sądzę by opanowanie wszystkich mogło stanowić problem.

Z drugiej jednak strony karty nie wydają się specjalnie trwałe. Od początku wpakowałem komplet w koszulki, by podczas częstego tasowania i miętolenia nie zniszczyły się zbyt szybko.

Nie podoba mi się również opakowanie, które oceniam na dość delikatne – sam naderwałem je już podczas pierwszego otwierania.

Czas rozgrywki:
To dynamiczna gra, szybka, bez wyraźnych przestojów. Myślę, że pojedyncza partia powinna zamknąć się w około 20/30 minutach. Może kapkę dłużej, ale raczej nieznacznie.

Klimat:
Umiarkowany, choć z czasem przestałem zwracać na niego uwagę. Futurystyczne statki i bazy wiszące w kosmicznej przestrzeni są spoko, miło zawiesić na nich oko, tyle że po którejś rozgrywce skupiałem się już tylko na zdolnościach kart. Co ważne wcale mi to nie przeszkadzało. Star Realms zaabsorbował na tyle mocno, że kwestia klimatu zeszła na dalszy plan.

Regrywalność:
Gigantyczna. Wyłapywanie synergii pomiędzy kartami i robienie combosów to wielka zaleta gry. Możliwość składania różnych talii, na bazie różnych Frakcji, baz czy okrętów daje dużo satysfakcji oraz frajdy. Angażuje, zmusza do myślenia, kombinowania i eksperymentowania z różnymi kartami pojawiającymi się w rzędzie handlu.

Próg wejścia (przystępność):
Niski. Star Realms nie jest grą skomplikowaną i myślę, że łatwo się jej nauczyć. Reguł nie ma dużo, a instrukcja jest zwięzła i krótka. Ale to tylko jedna strona medalu.

Jest jeszcze druga – pojedynki z doświadczonymi graczami. Losowość może je odrobinę regulować, ale tak czy inaczej znajomość kart oraz umiejętność odpowiedniego ich używania to rzecz ważna, której opanowanie może zająć trochę czasu.

Negatywna interakcja:
Występuje w obfitych ilościach. To w końcu pojedynek 1vs1 – atak za atakiem, runda za rundą, aż do pokonania przeciwnika.

Losowość:
Spora. Nie zawsze podoba mi się końcowy rezultat, bo zarówno dociąg z własnej talii jak i rzędu handlu jest losowy, ale w dłuższej perspektywie, na przestrzeni kilku/kilkunastu partii klaruje się kwestia tego kto jak sobie radzi. Jestem zdania, że system ‚do dwóch/trzech wygranych’ będzie w przypadku SR dobrym rozwiązaniem, zdecydowanie lepszym niż pojedyncze starcie.

Podsumowanie:

Uwielbiam krótkie partyjki w Star Realmsy na telefonie. Nie liczę tych wszystkich kilkuminutowych ‚razów’, ale zdarzają się bardzo często – akurat gdy mam luźniejszy moment w ciągu dnia. I nie zniechęca mnie to wcale do grania w tradycyjny sposób. Ta niewielka karcianka ma w sobie ‚coś’ co przyciąga na długo i przyciąga mocno. Choć nie ustrzegła się malutkich niedociągnięć, jak choćby słaba jakość kart czy chwilami złośliwie niesprzyjająca losowość, to finalnie jest to gra po prostu świetna. Przystępne reguły, prosty system rozgrywki oraz kapitalna regrywalność to tylko niektóre jej przymioty. Możliwość wykręcania super combosów, mocna interakcja z rywalem, szybkie tempo… No i jeszcze dodatki, które mogą wynieść SR na jeszcze wyższy poziom (piszę mogą, bo nie znam ich jeszcze zbyt dobrze…). Cóż więcej mogę rzec? Konkurencję w kategorii ‚deckbuilderów’ Star Realms ma niemałą, to prawda. Ale radzi sobie wspaniale. Radzi znakomicie.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Combosy i szybka, dynamiczna rozgrywka.

Najmniej lubię (słaba strona):
Trochę losowość. Niska wytrzymałość kart.

Dlaczego na TAK:
Bo tak. Super tytuł!

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Games Factory. Dzięki!