Monetek pełne garści… recenzja gry Majestat Królewska Korona!

Majestat wyglądał fajnie. Do tego kumpel zapowiadał, że może być niezły. Pomyślałem więc, że warto się przyjrzeć i w ogóle. W końcu zagrałem i…

Info:

Autor: Marc André
Polski wydawca: Bard
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~20-40 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Reguły to w sumie łatwizna, ale nie będę opisywał wszystkich.

Zacznę od lokacji, które są ważną częścią zabawy – gracze układają je w odpowiedni sposób – jedna obok drugiej tworząc szereg od pierwszej do ósmej karty. Te są dwustronne, dlatego należy pamiętać, by u wszystkich układ był ten sam.

W trakcie rozgrywki do lokacji dokłada się karty postaci. Trzeba odpowiednio je dopasować – np. Straż do Strażnicy, Szlachciankę do Zamku itd. Tym sposobem natomiast będziemy uruchamiać umiejętność danej lokacji, czasami wraz ze ‚zwykłą’ – generującą monety oraz/lub pionki (zależnie od posiadanych postaci w naszym królestwie) jeszcze drugą, specjalną.

Kolejna ważna sprawa to pobieranie kart postaci. Te również układa się w szeregu i uzupełnia do sześciu po tym jak ktoś jakąś zabierze. Pierwszą kartę możemy wziąć za darmo. Każda kolejna kosztuje. Druga – jednego drewnianego pionka. Trzecia – dwóch. Czwarta – trzech itd. Biorąc takie karty układamy po jednym pionku na każdej poprzedniej.

Celem gry jest zebrać więcej monet niż przeciwnicy. Pierwszy sposób na zarobek już podałem – odpalanie akcji w lokacjach. Drugi i trzeci sprawdza się na koniec partii – jeden związany jest z przewagami w lokacjach, drugi z posiadaniem w nich postaci.

Kto zbierze najwięcej żetonów monet wygrywa.

Więcej konkretów oczywiście w instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Świetne. Po pierwsze: pięknie wykonane żetony monet – twarde, grube, z porządnymi naklejkami. Po drugie – nieźle zaprojektowane pudełko. Owszem, czasami coś mi tam w nim wypadało z przegródek, ale ogólnie jest dobrze. Po trzecie czytelne, zrozumiałe oznaczenia oraz przyjemna dla oka szata graficzna.

Czas rozgrywki:
Pierwsza, dwuosobowa rozgrywka bardzo mnie zaskoczyła, gdyż trwała bardzo krótko. Nie wiem czy nie mniej niż 20 minut! Na więcej osób było trochę dłużej, ale również dynamicznie i bez większych przestojów. Czasami czułem niedosyt po skończonej rozgrywce – miałem ochotę na więcej, a tu o, trzeba zaczynać od nowa.

Klimat:
Jak dla mnie brak. Zupełnie go tu nie czuję, ale lekka mechanika w zupełności mi to wynagradza.

Regrywalność:
Mega! Raz, że mechanicznie gra śmiga jak dobrze naoliwiona maszyna, a dwa, że to po prostu niezwykle fajny system obracający się wokół prostego punktowania i małych zależności między kartami. Walka o postaci oraz drogocenne monetki jest super – urzeka prostotą, delikatnie wciąga, pozwala odrobinę pokombinować i, co niezwykle istotne, jest bardzo intuicyjna.

Próg wejścia (przystępność):
Niski. Nie miałem problemów ani się Majestatu nauczyć, ani przedstawić go innym graczom. Instrukcja dobrze wyjaśnia reguły, których na dobrą sprawę nie ma zbyt wiele. Sądzę, że to idealny tytuł dla początkujących graczy – powinien świetnie sprawdzić się jako tzw. gateway do świata planszówek. Co nie znaczy wcale, że ci zaawansowani nie mają czego tu szukać…

Negatywna interakcja:
Troszkę złośliwej interakcji owszem, można tu znaleźć. Przy czym raczej mało denerwującej i niezbyt dosadnej. Podbieranie co przydatniejszych kart oraz możliwość atakowania rywali to ważne elementy rozgrywki, ale jednocześnie jedyne, które pozwolą nam na przeciwników wpływać. Nie ma tego dużo, owszem, ale w mojej ocenie, jak na ten kaliber gry, więcej nie potrzeba.

Losowość:
Jest, choć umiarkowana i do przyjęcia. Nie mam nic przeciwko losowości w Majestacie – w dużej mierze ze względu na krótki czas rozgrywki, a także łatwość i mnogość możliwości zdobywania punktów. Nie odniosłem wrażenia, by los wypaczał wyniki czy psuł dobrą zabawę.

Podsumowanie:

Spodobał mi się Majestat: Królewska Korona. Miło wspominam podjęte partie, które choć czasami dość krótkie, zawsze dawały mi mnóstwo frajdy. To naprawdę kapitalny tytuł z furą regrywalności, łatwymi zasadami i szybkim tempem rozgrywki. Nie za bardzo mam się tu do czego przyczepić. Może do odrobinę zbyt krótkiego czasu gry? A może do zmagań na dwie osoby, kiedy grało mi się odrobinę gorzej niż w liczniejszym gronie. Choć i to jest trochę na wyrost, bo różnicę odczułem chyba tylko przy zmaganiach o przewagi w lokacjach. Cała reszta już zdecydowanie daje radę. Co z niej lubię najbardziej? Powiązania między kartami i odpalanie umiejętności. Mechanizm generowania ‚czegoś’ za posiadane symbole jest po prostu świetny.

Na usta ciśnie mi się takie ładne słowo: sukces. Jestem mile zaskoczony, bo nie spodziewałem się AŻ tak fajnej, porządnej planszówki. Co tu dużo mówić. Ekstra gra.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Prosta, lekka, przystępna i wciągająca mechanika.

Najmniej lubię (słaba strona):
Hm… no nie wiem, czas gry mógłby być dłuższy?

Dlaczego na TAK:
Bo to spoko tytuł o klawej mechanice i estetycznym wykonaniu.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Bard. Dzięki!