Na zielonej trawce… recenzja gry Keyflower!

Budowanie wioski ze ślicznie zielonych kafelków, sporo niezłej licytacji, dużo, bardzo dużo drewnianych pionków w różnych kolorach. Do tego mnóstwo możliwości zapunktowania i ogrom świetnej zabawy.

Keyflower!

Info:

Autor: Sebastian Bleasdale, Richard Breese
Polski wydawca: Czacha Games
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: ~60-120 minut?

Wersja, w którą grałem i którą widać na zdjęciach zawiera komponenty ufundowane w akcji crowdfundingowej.

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W dużym uproszczeniu chodzi tu o zbieranie punktów zwycięstwa używając produkcji dostępnej na sześciokątnych kafelkach oraz dołączanie ich do swojej wioski. Ale to oczywiście jedynie tylko cząstka całości…

Partia dzieli się na rundy – pory roku – w trakcie których gracze mogą, między innymi, licytować wspomniane już kafelki (swoją drogą w dość wygodny, sprytny sposób) pionkami w określonym kolorze. Każdy gracz ma przydzieloną krawędź płytek przy której, jeśli się zdecyduje, ustawia swoje drewniane ludziki. Co ważne, pierwsze licytowanie lub użycie produkcji danego miejsca definiuje kolor jaki dla niego ‚obowiązuje’ – np. jeśli zaczniemy od żółtego, to wszyscy w danej rundzie licytują i odpalają akcje już tylko figurkami w tym kolorze.

Dalej – produkcja (akcje). Dostępna jest zarówno w naszej wiosce jak i u rywali. Nie brakuje jej też wśród płytek przeznaczonych do licytacji. By z jakiejś skorzystać kładziemy na niej pionka/ki i używamy. Istotne jest, że na pojedynczym kaflu może znajdować się ich w trakcie rundy maksymalnie sześciu oraz zawsze należy dostawiać o jeden więcej niż poprzednio. W związku z czym można zacząć jednym pracownikiem, potem dołożyć dwóch, na końcu trzech. Ale można również już za pierwszym razem wysłać trzech i od razu zablokować konkretną produkcję do końca rundy.

Ta zaś jest dość zróżnicowana. Przykładowo: zdobycie surowca, transport i upgrade kafelka, wymiana pionka itd.

Gra kończy się po porze zimowej kiedy to podliczane są punkty zwycięstwa.

Więcej konkretów w instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Wygląd i oznaczenia – przejrzyste (w większości – na szczęście jest instrukcja, która zawiera opisy kafelków). Pod względem wykonania i materiałów – solidnie, dobrze. Owszem, Keyflower może się podobać, choć na moje oko mógłby nawet odrobinę bardziej. O ile, takie na przykład, zasłonki stylizowane na chatki prezentują się rewelacyjnie, o tyle symbole na płytkach są już raczej średnio ‚klimatyczne’. Na tle znacznie ładniejszego tła wypadają… hm…

Całościowo zatem jest całkiem nieźle, choć do efektu wow ciut brakuje.

Ah, no i instrukcja niezbyt mi się podoba, ale to już mały szczegół.

Czas rozgrywki:
Przyzwoity, choć do krótkich bym go nie zaliczył. W trakcie partii dzieje się sporo, jest więc nad czym główkować, co obserwować, w czym wybierać. Czasu spędzonego nad grą nie liczyłem, ale nie sądzę byśmy kiedykolwiek zeszli poniżej godziny. Podejrzewam, że orbitowaliśmy w granicach półtorej, może kapkę dłużej.

Klimat:
Niespecjalnie wczułem się w klimat. Bardziej interesowało mnie to co mogę zrobić i jak, oraz czym zajmują się aktualnie moi przeciwnicy. To natomiast czy w danej chwili powiększam wioskę lub przyjmuję nowych pracowników z przybijającej do brzegu łodzi zwracało moją uwagę znacznie rzadziej. Z drugiej strony jednak temat jest dość wyrazisty i da się go choćby zwyczajnie zauważyć – rozrastające się tereny zielone, drogi ciągnące między domkami, przybywające pionki, gotowe by produkować i zdobywać kolejne kafelki.

Regrywalność:
Bardzo duża. W dużej mierze dzięki umiarkowanej losowości, niemałej liczbie dróg do zwycięstwa oraz niezłej interakcji w Keyflowera grało mi się przyjemnie, bez znudzenia, z dużą satysfakcją po skończonej partii. Chętnie zasiadałem do niego ponownie, czerpiąc garściami ze świetnej, obfitującej w wybory rozgrywki.

Próg wejścia (przystępność):
Średni. Zasady same w sobie nie są bardzo trudne, ale nie uważam też, by były super łatwe. Opanowanie Keyflowera w sensie zapoznania się z komponentami oraz możliwościami jakie oferuje chwilę mi zajęło. I choć płynność w obsłudze już załapałem to nadal nie czuję się w niego szczególnie mocny.

Negatywna interakcja:
Znajdą się tu również sposoby na przeszkadzanie rywalom – licytowanie czy blokowanie/używanie płytek z produkcją. Interakcja między graczami to znaczna część gry. Część, którą bardzo lubię, bo wydaje mi się solidnie przemyślana i zrównoważona. Przykład: używane przez przeciwników moje płytki wioski przyniosą korzyści nie tylko im. Również mi – w postaci pozostawionych nań pionków. W ten sposób będę miał więcej siły roboczej do rozdysponowania później.

Losowość:
Odpowiednia. Radziłem sobie bez narzekania na pechowy dobór z woreczka czy wybrane do poszczególnych pór roku płytki wioski. Myślę, że fajnie wpływa na regrywalność i nie jest przesadnie uciążliwa.

Podsumowanie:

Keyflower to wyśmienita gra, wysoko, wysoko ponad przeciętną. To tytuł o świetnej, płynnej i nieskomplikowanej mechanice. Planszówka o wielkiej regrywalności, niezłym wykonaniu, a także, co cieszy, możliwości rozbudowania dzięki istniejącym już dodatkom. Trudno mi na cokolwiek w niej narzekać, zarzuty mam naprawdę znikome. Bo czymże są brzydkie symbole, ‚taka sobie’ instrukcja czy ewentualnie pechowa losowość… wobec całego oceanu zalet?

I choć nie zawsze pasuje mi licytowanie – tutaj jest ok. Nie należę do fanów zasłonek i chowania za nimi zasobów – tutaj mi to nie przeszkadza. Co więcej: sposób aktywowania produkcji – daje radę. Transportowanie surowców i usprawnianie kafelków – jest spoko. Sporo opcji punktowania – jestem na tak.

Długo, by opisywać, a chcę kończyć. Podsumowując zatem, zupełnie nie dziwi mnie, że Keyflower wreszcie doczekał się polskiego wydania, że pojawił się od razu z dodatkami. Mi przypadł do gustu. Oklaski. To bardzo dobra planszówka.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Fajnie skrojona mechanika wykonywania produkcji, licytacja oraz sporo możliwości na zdobycie punktów.

Najmniej lubię (słaba strona):
Jeśli już mam coś wskazać to chyba losowość.

Dlaczego na TAK:
Od pierwszej rundy czułem, że to coś dla mnie!

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Czacha Games. Dzięki!