Mozaikowej układanki czar… Azul!

Azul. Azul. Azul! Abstrakcyjna gra w układanie mozaik i zbieranie punktów zwycięstwa. Śliczne. Przystępne. Wciągające. Bardzo dobre.
Zaczynamy.

Info:

Autor: Michael Kiesling
Polski wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~30-45 minut?

Ważne: Recenzja nie powstała na podstawie polskie wersji gry, co da się zauważyć na zdjęciach. Dodatkowo – podobno w polskiej wersji znacznik pierwszego gracza jest z tego samego materiału co pozostałe płytki :).

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Runda w sporym uproszczeniu polega na pobieraniu płytek i układaniu ich na swojej planszy gracza. Następnie przesuwa się je z prawej strony na lewą co skutkuje zdobyciem punktów zwycięstwa. Ważne jest, że płytki przenosi się dopiero wtedy, gdy dana linia wzoru jest pełna (płytek tego samego koloru) – wtedy jedna przestawiana jest na odpowiadające jej pole, a reszta odrzucana.

Na koniec rundy liczy się również punkty ujemne za elementy, które nie zmieściły się w liniach wzorów po lewej stronie planszy, bądź z innej przyczyny trafiły do dolnego rzędu – podłogi. Na koniec partii zaś (gdy ktoś ułoży pierwszy kompletny poziomy rząd ściany) gracze mogą zyskać dodatkowe punkty za spełnienie konkretnych warunków – np. za ukończone kolumny czy rzędy.

Po więcej szczegółowych informacji, również o drugim wariancie gry, odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Wyborne! Co tu dużo pisać, wystarczy spojrzeć. Azul urzeka, przyciąga wzrok, prezentuje się pięknie. Te wszystkie kolorowe, wzorzyste płytki wyglądają wspaniale, szczególnie gdy gra jest przygotowana do rozgrywki albo trwa już od jakiegoś czasu i coś się na stole ‚dzieje’. Poza tym właściwie to wszystkie komponenty mają się tu dobrze, są wystarczająco grube, wytrzymałe itd. Świetna robota!

Czas rozgrywki:
Przyzwoity, choć czasami bywa jednak zbyt krótki. W Azul gra się przyjemnie i płynnie, można się wciągnąć, bo kombinowanie z tą abstrakcyjną układanką daje dużo frajdy… chciałoby się dłużej, więcej, a tu nagle pach. Koniec partii, bo ktoś ułożył pierwszą poziomą linię płytek. Te kilkadziesiąt krótkich minut może pozostawić niedosyt.

Klimat:
No nie, nie tym razem :).

Regrywalność:
G i g a n t! Każda rozgrywka jaką podjąłem bardzo mi się podobała i ani trochę nie zniechęcała do kolejnej. Dzięki świetnie wkomponowanej losowości uzupełnionej o lekką i bogatą w niezbyt ciężkie wybory mechanikę Azul jest bardzo regrywalny. To wielki atut Azul’a.

Aha! I jest jeszcze ten dodatkowy wariant rozgrywany na odwrocie plansz graczy z tylko odrobinę zmodyfikowanym zasadami podstawowymi (gra się na szarych polach zamiast kolorowych, przypisanych do danej płytki).

Próg wejścia (przystępność):
Niski. Zasady nie należą do trudnych, można wyjaśnić je ekspresowo. Myślę, że tytuł ten idealnie nadaje się do pokazania nowym, początkującym graczom. Z drugiej strony Ci zaawansowani też znajdą tu coś dla siebie – jako fajny przerywnik od ‚dużych, ciężkich’ planszówek. Ba, to nawet niekoniecznie musi być zwykły przerywnik – jest tu bowiem nad czym pogłówkować, pola do rywalizacji nie brakuje, dwie, trzy partie z rzędu to może być całkiem dobry pomysł.

Negatywna interakcja:
Odpowiednia. Nie jest za mocna, nie jest za słaba, ot w sam raz. Podbieranie sobie płytek i tym sposobem wmanewrowywanie przeciwników w ujemne punkty jest wyraźną formą interakcji. Taką, którą da się odczuć, która do ‚uprzejmych’ nie należy, ale też nie powoduje frustracji. Dlaczego? Bo często wynika również z naszych błędów. I jest to według mnie spoko system.

Losowość:
Nie mam zarzutów. Dodaje swoje do regrywalności, nieźle wpływa na zmienność w partii. Jest ok.

Podsumowanie:

Azul to dzieło pierwszorzędne. Rewelacyjne zarówno pod względem wykonania jak i mechaniki. Nic dziwnego, że naczytałem się o nim tyle dobrego. Nie mam zamiaru szczędzić komplementów Azulowi, bo zwyczajnie na nie zasługuje. Miło na niego popatrzeć, frajdą jest zagrać. Ujmuje prostotą, elegancko skrojonymi zasadami, potrafi przykuć na dłużej… czego chcieć więcej?

To po prostu kawał fest gry, do której chętnie zasiadałem i mam nadzieję jeszcze nie raz zasiąść. Nie sądziłem, że abstrakcyjne ‚mozaikowanie’ może mi się tak bardzo spodobać. Niby to tylko zwykłe zbieranie kolorowych płytek i przekładanie z lewej na prawą, a jednak ma w sobie to COŚ. Coś co czyni z niego klawy tytuł na różne okazje, dla różnego rodzaju graczy. Dla dopiero zaczynających swoją przygodę z grami bez prądu. I dla weteranów hobby też. Z niskim progiem wejścia, krótką i angażującą rozgrywką, z zaznaczoną interakcją, z potężną regrywalnością…

I z dostępnym na polskim rynku dodatkiem, którego nie sprawdzałem, ale który wygląda i wydaje mi się znakomitym uzupełnieniem całości.

Podtrzymuję więc to co napisałem na samym początku we wstępie. I już.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Piękne wykonanie i prosta, wyśmienita mechanika.

Najmniej lubię (słaba strona):
Nie mam pojęcia, może znacznik pierwszego gracza mógłby być inny?

Dlaczego na TAK:
Nieskomplikowana, ładna, ‚w dechę’ – dziękuję, lubię.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!