Cicho. Spadamy, i to szybko… recenzja gry Magic Maze!

Wspomniał mi o niej przyjaciel. Niewiele wiedziałem wcześniej, nie bardzo mnie interesowała. Za dużo różnych gier pojawia się w ciągu roku, żebym dawał radę monitorować je wszystkie. Czasami dowiem się o jakiejś za późno, czasami sporo wcześniej. Magic Maze miało duże szanse przejść z dala od mojego radaru, być może nigdy bym się nad tym pudełkiem nie pochylił…. i byłby to kolosalny błąd. Bo to jest taaakie dobre…!

Info:

Autor: Kasper Lapp
Polski wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 1-8
Czas gry: ~15 minut

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Gracze biorący udział w rozgrywce muszą jako drużyna wykonać dwa zadania. Najpierw muszą odnaleźć wyposażenie bohaterów, którymi sterują, by ukraść je i później zwiać z miejsca zdarzenia – z centrum handlowego.

I teraz tak… Po pierwsze: gracze sterują wszystkimi czterema pionkami wspólnie. Mogą poruszać nimi o dowolną liczbę pól w dowolnym momencie (z zachowaniem pewnych zasad).
Po drugie: to, w którą stronę dany gracz może przesuwać pionki zależy od żetonu akcji, który posiada. Na przykład: raz przestawia jedynie w lewo, innym razem tylko w prawo i do góry.
Po trzecie: Na żetonach akcji oprócz strzałek znajdują się również dodatkowe ‚zdolności’ – takie jak wchodzenie po schodach, eksplorowanie nowego terenu itd.
Po czwarte: Magic Maze jest na czas… (klepsydrę można obracać, by załatwić go sobie ciut więcej)
Po piąte: W trakcie gry nie można się odzywać. (No, może z małymi wyjątkami.)

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Recenzowany przeze mnie egzemplarz był mocno sfatygowany jeszcze zanim w niego zagrałem. Trudno powiedzieć jak bardzo był eksploatowany, ale w związku z tym, że w Magic Maze gra się raczej dość żywiołowo, to jego kondycja wcale mnie nie dziwi. Pomimo tego, że elementy wyglądają na wytrzymałe i solidne, to i tak podejrzewam, że długo w dobrym stanie nie przetrwają. Cóż :/.

Do wyglądu nie mam zastrzeżeń – jest ok. Całość prezentuje się nieźle, ma ładne ilustracje, jest czytelna i nawet mi się podoba. Trochę szkoda pionków – fajniejsze byłyby jakieś plastikowe figurki. Niekoniecznie wymyślne i duże – doceniłbym małe, zwyczajne, bez przesadnej szczegółowości.

Czas rozgrywki:
Pojedyncza partyjka jest krótka. Nawet jeżeli obrócimy klepsydrę kilkukrotnie, to nadal nie będzie długa zabawa. Owszem, intensywna, wciągająca, ale jednak ekspresowa. I to nie jest wada Magic Maze. To jej wielka zaleta. Takie ramy czasowe są super, bo dodają grze emocji, eliminują nudę, oprawiają całość w imprezową ramkę.

Klimat:
Nawet, nawet. Choć trochę trudno się skupić na wczuwaniu w sytuację, gdy klepsydra nieubłaganie odmierza czas, to właśnie między innymi z tego powodu, przez ‚stresik’, pośpiech, czasami chaotyczną kooperację, można poczuć o co tutaj ma tak naprawdę chodzić. Chodu!

Regrywalność:
Dawno się tak nie uśmiałem jak tutaj. Niemal każde starcie z grą oznaczało to samo – ubaw po pachy przeplatany nerwowym zerkaniem na klepsydrę i załamywaniem rąk nad nieporadnością drużyny. Ja nawet nie musiałem na to liczyć. Byłem przekonany, że tak będzie. Coś jakby gwarancja na frajdę. Nie raz zagraliśmy kilka razy pod rząd. Ah, jakie to jest dobre. 🙂

[Chociaż bywało i cicho, spokojnie, bez większych wybuchów radości. Ale również wtedy po skończonej partii pozostawały u mnie pozytywne odczucia.]

Próg wejścia (przystępność):
Ł A T W I Z N A. Ale w razie czego instrukcja zawiera opis szeregu scenariuszy, które rozgrywane po kolei pozwalają stopniowo zapoznać się z zasadami.

Negatywna interakcja:
Kooperacja, brak.

Losowość:
Mała. Wpływa na pojawianie się kafli planszy w trakcie gry. Czasami może to utrudnić rozgrywkę, czasami nie. Nie jest to problematyczne, wręcz oczekiwane – dzięki niej nie jest ciągle monotonnie – poszukiwanie ekwipunku i wyjść z labiryntu to faktycznie poszukiwania.

Podsumowanie:

Spodobało mi się. Magic Maze weź i czmychaj zachwycił mnie z różnych powodów. To nie tylko szybka imprezówka, nie tylko ciekawy pomysł i proste zasady. To ogrom emocji, śmiechu, mnóstwo dobrej, porządnej kooperacji. I to kooperacji bez wyraźnego ‚gracza alfa’, który będzie dowodził i decydował za resztę. Tutaj każdy z uczestników ma swoje konkretne akcje do wykonania i musi się z ich używaniem spieszyć. Są pewne momenty, w których ktoś z drużyny może mieć większy wpływ na rozgrywkę czy też narzucać swoje decyzje pozostałym, ale to jednak tylko czasami, a do tego w nie uciążliwy sposób.

Próbowałem zabawy w Magic Maze z różnymi osobami. I rozgrywki z nimi też były różne. Czasami w ciszy i spokoju przemierzaliśmy labirynt, a czasami w pozytywnym chaosie burczeliśmy do siebie, wymachiwaliśmy rękami, śmialiśmy głośno. W każdym razie to, że gracze mogą poruszać się tylko w z góry określonym kierunku/kierunkach oraz mają (lub nie) dostęp do akcji dodatkowych jest po prostu ekstra. Angażuje, zmusza do obserwacji i ciągłego udziału w grze. Super.

Nie przypominam sobie, bym choć raz bawił się źle. To świetna gra, która jest w moim guście i do której z przyjemnością mam zamiar wracać.

Myślę, że powinna nieźle sprawdzić się jako ‚wprowadzacz’ dla nowych graczy oraz przerywnik od większych tytułów. Ale nie tylko. Na luźne spotkanie ze znajomymi, czy jakiś wyjazd niekoniecznie ściśle związany z planszówkami? Czemu nie. Miałem z nią mnóstwo dobrej zabawy, więc wszędzie tam, gdzie spotykam się z fajnym towarzystwem Magic Maze mógłbym wyjąć, wyjaśnić i w niego zagrać.

Kończąc zatem podsumuję: podoba mi się. To rewelacyjna planszówka.

Najbardziej lubię (mocna strona):
To, że w trakcie gry nie zawsze można rozmawiać. I sterowanie pionkami – kafelki akcji.

Najmniej lubię (słaba strona):
No nie wiem, może ta jakość wykonania? Brak ładniejszych pionków? Trudno powiedzieć.

Dlaczego na TAK:
Szybkie, klawe, emocjonujące, proste, fajna mechanika. 🙂

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!