Dwie rybki myk i jest kakao… recenzja gry Altiplano!

Na chwilę obecną Orlean to jedna z moich ulubionych planszówek. Dlatego kiedy dotarły do mnie pierwsze newsy o Altiplano – że mechanika bag building’u, że ten sam autor, że alpaka hasa między graczami… No, macie moją uwagę.

Zagrałem.

Info:

Autor: Reiner Stockhausen
Polski wydawca: Baldar
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~60-120 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki w Altiplano gracze będą zbierać i przerabiać żetony towarów oraz ‚tworzyć’ worek z tymi towarami. Będą używać ich do aktywowania akcji – tak na płytkach terenów (coś na wzór planszy głównej) jak i na swojej planszy gracza.

System jest dość prosty – polega na dobieraniu co rundę żetonów z woreczka i układaniu ich na polach planowania (znajdują się na planszy akcji). Stamtąd mogą później trafić do wykorzystania na akcjach. Co ważne, by móc jakiejś akcji użyć, trzeba znajdować się ze swoim pionkiem na odpowiednim terenie – np. by zrobić coś w Przystani, trzeba najpierw tam pójść – tylko z tego miejsca aktywuje się daną akcję i np. zdobywa żetony ryb.

Co ciekawe, jest bardzo niewiele sytuacji, w których towary zostają ‚wyjęte z obiegu’ u danego gracza. Standardowo po zużyciu lub zdobyciu z kafla terenu trafiają do skrzyni, z której później wpadają do worka, skąd znów można je stamtąd dobierać.

Są tu jeszcze takie elementy jak tor dobudówek, który jest źródłem, a jakże, dobudówek (kolejne akcje). Jest magazyn, którego zapełnianie może zapewnić punkty zwycięstwa. Są karty Misji – wypełnione też punktują na koniec gry. To oczywiście nie wszystko, jest tego jeszcze trochę, w tym również sporo więcej zasad, ale po konkrety odsyłam już do instrukcji :).

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Altiplano może się podobać. Jakościowo trzyma wysoki poziom. Pełne mnóstwa kolorowych komponentów z wypchanym po brzegi pudełkiem prezentuje się dość intrygująco. Napisałem ‚może się podobać’, bo nazwijmy ją charakterystyczną, oprawa graficzna jest… no, charakterystyczna. Zapewne, że nie każdemu przypadnie do gustu. Zaś jeśli o mnie chodzi to ilustracje uważam za całkiem dobre, gra wydaje mi się ok – ani brzydka, ani przesadnie ładna. Gdzieś pośrodku.
No i ta alpaka. Trochę zbędna, ale za to jaka fajowa. I skrzynie. Też spoko rzecz. I też niekoniecznie potrzebna, a jednak klawo, że jest.

Czas rozgrywki:
Przydługo, ale nie męcząco. Pomimo dość prostej mechaniki i nieskomplikowanych zasad, w Altiplano gra się długo. Pamiętam, że podczas pierwszej partii miałem wrażenie mniej więcej: ‚łaaał, to jedna z cięższych gier w jakie grałem..’. To stwierdzenie okazało się później trochę na wyrost, ale i tak uważam, że jest tu spoooro móżdżenia. Na szczęście gra się na tyle przyjemnie, że upływającego czasu wcale nie było mi szkoda.

Ah. I przygotowanie rozgrywki. Zdecydowanie za dużo minut pochłania to całe liczenie i układanie żetonów w odpowiednich miejscach. A składanie… uh. Za długo.

Klimat:
Po mojemu – brak. Zupełnie go nie poczułem, choć przyznam – niektóre komponenty mogą świadczyć inaczej. Składana alpaka pełniąca rolę znacznika pierwszego gracza, czy rzeczy takie jak plansza magazynu, do tego kolorowe żetony towarów, skrzynie… ale mimo wszystko to dla mnie trochę za mało. Jeszcze przed pierwszą partią myślałem inaczej, ale szybko zauważyłem, że fajne elementy nie wystarczą, w tym przypadku, do zbudowania solidnej klimatycznej otoczki.

Regrywalność:
Myśli w stylu: chętnie zagrałbym znowu, mam ochotę na partyjkę w Alpaki świadczy o planszówce bardzo dobrze. Zgrabna mechanika i dużo możliwości zdobycia punktów zwycięstwa to silne strony tego tytułu. Te zaś posypane lekką dawką losowości czynią z Altiplano super grę pełną ciekawych wyborów, wielu dróg do wygranej oraz ogromnej regrywalności. W tej kategorii plus należy się także za kafelki profesji, które można dobrać inne co partię oraz dodatkowe karty misji trzymane w tajemnicy przed rywalami.

 

Próg wejścia (przystępność):
Znaczny. Ale nie ze względu na zasady – nie ma ich zbyt dużo i nie są zagmatwane. Ciężej jest z wykombinowaniem: co tu zrobić, żeby zebrać więcej punktów niż pozostali. To już zupełnie inna sprawa. Główkowania jest co niemiara, bo gra jest wymagająca i zmusza do myślenia. Zmusza bardzo.

Negatywna interakcja:
Malutka i jeśli już się pojawia to raczej bliżej końca partii, kiedy dostępne zasoby maleją lub pojawiają się końcowe dobudówki. Ogólnie trudno mocno komuś przeszkodzić i postrzegam to za malutki minus. Chyba chciałbym tej negatywnej interakcji jednak trochę więcej.

Losowość:
Hm… jest w porządku. Duża część Altiplano jest jej pozbawiona, a tam gdzie się pokazuje, raczej nie przeszkadza. Dociąganie żetonów z woreczka jest super – uwielbiam mechanikę bag building, która tutaj funkcjonuje na moje oko po prostu wzorowo. Dlaczego? W uproszczeniu: zanim nowo zdobyty żeton powędruje ze skrzyni do worka, musimy go najpierw opróżnić z tych, które już tam są. To coś na wzór stosu kart odrzuconych i stosu dobierania. Gdy nie ma skąd dobierać, tasujemy odrzucone i tworzymy nowy deck – a w tym przypadku, gdy kończą się żetony do dociągania, wrzucamy zawartość skrzyni do worka.

I wracając do losowości – kwestie takie jak np. karty misji, których możemy używać w rozgrywce i które bierze się po części losowo, czy układ dobudówek na rynku i kolejność pojawiania się ich w grze, to drobiazgi i nie mam do nich raczej żadnych zarzutów.

Podsumowanie:

Kolorowe pudełko z alpaką na przedzie to jedna z najlepszych gier bez prądu w jakie miałem okazję pograć w tym roku. Mnóstwo możliwości, przystępne zasady, wiele dróg do wygranej – tak nieco się powtarzając, ale krótko i zwięźle mógłbym podsumować Altiplano. Pomimo tego, że mechanika do trudnych nie należy oraz nie dostrzegam tu niczego super innowacyjnego, Alpaki kuszą mnie mocno na kolejne partie. I dobrze.

Na wyróżnienie zasługuje wiele składowych. Niech będą np. te: poprawione nieco względem Orleanu ‚budowanie worka’ czy odkładanie żetonów do magazynu (czyli pozbywanie się mniej przydatnych towarów, a także sposób na zdobycie PZtów). Co więcej towary, a dokładniej ich przerabianie w inne towary daje olbrzymie pole do kombinowania, a ograniczenia związane z ruchem, bo takie też tutaj są powodują, że niejednokrotnie przychodzą momenty tęgiej zagwostki – jak optymalnie rozwiązać sytuację. Gdzie pójdę najpierw, gdzie później, gdzie zakończę rundę, bo w kolejnej przecież zacznę w tym właśnie miejscu i będę miał szansę wykonać tam akcję…

Nie widzę w Altiplano znacznych wad. Są jakieś detale, które raczej mi nie przeszkadzają i jest ich niewiele. Takie szczegóły jak trudność w określeniu tego kto w danym momencie prowadzi na punkty, czasami przydługa partia, długie przygotowywanie i składanie gry to kwestie marginalne. Są, mogą komuś nie podejść, ale co tam, przecież leżą zasypane toną zalet.
To oczywiście duże uproszczenie, ale tak, Altiplano bardzo mi się spodobało. Lubię w nie grać i uważam, że to wyśmienita planszówka. O.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanika bag building.

Najmniej lubię (słaba strona):
No chyba najbardziej to całe rozkładanie i składanie gry.

Dlaczego na TAK:
Za mechanikę, za proste zasady, za dużo możliwości!

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Baldar. Dzięki!