Cii… nie jesteśmy tu sami!… recenzja gry Obecność (wraz z dodatkiem Eksploracja).

Co robisz? Lądujesz na bezludnej wyspie. Szukasz jedzenia. Rozbijasz obóz. Czekasz na łódź. Może przetrwam – myślisz.

Psuje się reaktor w Twojej okolicy. Szukasz jedzenia. Promieniowanie. Jakie promieniowanie? Czekasz na wojsko. Może przetrwam – myślisz.

Przychodzi tornado. Szukasz jedzenia? Hm.. Siadasz sobie na ławce. Trąba powietrzna? Jaka trąba, to przeciąg. Czekasz na helikopter. Może przetrwam – myślisz.

Skręciłeś kostkę gdzieś w górach. Ogarniasz jedzenie. Rozbijasz namiot. Czekasz na sanki, innych wspinaczy, wpatrujesz się w bzyczącego bąka, który przysiadł na kwiatku. Może przetrwam – myślisz.

Lądujesz na obcej planecie, ale kosmiczny autobus się psuje. Dzień jak co dzień mhm? Masz jedzenie, wodę i kompanów w drużynie. Piękna pogoda, jakiś statek wkrótce po Was przyleci, więc nie ma powodów do obaw. Co robisz? Zwiedzasz okolicę, dobrze się bawisz, na nic specjalnego nie czekasz. Czujesz, że żyjesz, a egzotyczne otoczenie tylko rozbudza Twoją wyobraźnię i zachęca do zbadania kolejnych zakątków planety. Tylko… …przecież nie powinno Cię dziwić, że nie jesteście tu sami. Taka klawa miejscówka i tylko Wy, goście bez zapowiedzi? Phi. Po chwili namysłu ‚może przetrwam’ wydaje się być rozsądnym pomysłem. Optymizm chyba jest nie na miejscu. Może lepiej stąd wiać? – myślisz.

Info:

Na zdjęciach widać komponenty zarówno z dodatku jak i podstawowej wersji gry.

Autor: Ghislain Masson obu gier – Obecności i dodatku (nazwa: Eksploracja) do Obecności
Polski wydawca: Games Factory
Liczba graczy: Obecność: 2-7, Dodatek 2-7
Czas gry: Obecność: ~30-45 minut?, z Dodatkiem: ~30-60 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W Obecność gra się asymetrycznie – jedna strona to Rozbitkowie, druga – obcy. Sprawa wygląda tak, że ten drugi poluje na pierwszych, a ci pierwsi starają się przetrwać określoną liczbę rund. Akcja dzieje się na planecie Artemii, a dokładniej na kartach prezentujących jej lokacje. Gracze co rundę będą udawać się w te lokacje – zagrywając odpowiednie karty. Co ważne, partię zaczynają z pięcioma podstawowymi – później mogą zdobyć kolejne, bo Artemia składa się z dziesięciu obszarów. Pojedynczy gracz może mieć maksymalnie po jednej sztuce każdego miejsca. Ponadto zarządzanie nimi to istotny element rozgrywki – im mniej mamy ich na ręce, tym trudniej uciec przed myśliwym. Cofanie wyłożonych już kart i używanie zdolności lokacji to spora część rozgrywki.
Co zaś tyczy się Obcego – prowadzący go gracz powinien starać się złapać Rozbitków, wykorzystując przy okazji karty pościgu, które dostarczają mu różnych mocy.

Gra kończy się, gdy znacznik Asymilacji lub Misji Ratunkowej dotrze do pola z gwiazdką. Rozbitkowie uciekną i wygrają albo pozostaną na Artemii i zatriumfuje Obcy.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie (Nie zauważyłem różnic pomiędzy podstawową wersją i dodatkiem):
Jest całkiem niezłe. Ilustracje są super, bardzo mi się podobają. I choć Obecność nie jest grą dużą, to jednak po przygotowaniu rozgrywki, na bądź co bądź dość niewielu komponentach, rysuje się piękny obraz planety Artemii. Aż miło popatrzeć.

Jeśli chodzi o wytrzymałość komponentów to myślę, że karty warto wsadzić w koszulki zabezpieczające. Mogą szybko się zużyć, bo przewijają się przez ręce dość często.

Trochę nie leżą mi te opisy, których jest tutaj sporo – chyba wolałbym w miejsce tekstu zobaczyć jakieś symbole. Łatwiej je rozszyfrować, niż wczytywać się w długie ciągi literek.

Czas rozgrywki (Nie zauważyłem różnic grając z dodatkiem):
Nie mam zastrzeżeń. Gra się nie dłuży, tury są szybkie, głównie dlatego, że zagrywanie kart miejsc odbywa się symultanicznie. Pozostałe możliwe czynności w Obecności też nie należą do skomplikowanych, więc nie obciążają rozgrywki.

Klimat (Z dodatkiem czy bez, nie zauważyłem różnicy):
Jest napięcie! Bardzo fajnie kombinuje się po stronie Obcego i całkiem nieźle główkuje wcielając w Rozbitka. W Obecność da się wczuć, da się posmakować klimatu polowania i ucieczki… da się współpracować, tropić i da się też świetnie bawić.

Regrywalność:
Niezła. Nawet bardzo. I tu warto zauważyć, że dodatek sporo ją poprawia. Wprowadza dużo nowych kart z ciekawymi zdolnościami i dość łatwo wpleść go do zabawy. I tu tak na dobrą sprawę błyszczy najbardziej. To nowa zawartość pozwalająca odświeżyć grę dodając jej więcej kart z różnymi ciekawymi zdolnościami.

Swoje robi tu też losowość, na przykład w doborze kart pościgu czy kart przetrwania. Nie bez znaczenia są decyzje graczy, tak sterujących Rozbitkami jak i Obcym. Zatem ogólnie rzecz biorąc regrywalność oceniam bardzo dobrze. Z dodatkiem – jeszcze lepiej.

Próg wejścia (przystępność):
Obecność nie jest grą skomplikowaną. Zasady ma dość proste i jeśli ma sprawiać gdzieś trudność, to raczej jedynie podczas zapoznawania się z kartami Miejsc. Jest tam sporo opisów, które z początku trudno było mi spamiętać. Dokładając rozszerzenie do rozgrywki, wprowadza się między innymi nowe zdolności – czyli znowu coś, co musiałem opanować. Znowu tekst i znowu zapamiętywanie. Trochę tego jest, ale gdy już połapałem się na dobre co i jak działa.. łatwizna.

Negatywna interakcja (Z dodatkiem i bez jest tu silna interakcja):
Jest, i to dość znaczna. Asymetryczność gry powoduje, że interakcja pojawia się tutaj stale. O to przecież chodzi – schwytać Rozbitków i zasymilować do Artemii. To mocna strona Obecności.

Losowość:
Czasami doskwiera… ale tylko odrobinę. Jeżeli kooperujący nie rozmawiają ze sobą to Obcemu może mieć problem, by wpaść na to (przynajmniej w niektórych sytuacjach), gdzie uciekinierzy udadzą się w danej turze. Ja grałem wtedy na czuja – może pójdą tu, może tam… I w drugą stronę – jeśli Obcy dobierze karty, które akurat mu podpasują, to ma szansę szybko zyskać przewagę. Podobnie rzecz ma się z kartami przetrwania, które mogą przydać się bardzo albo wcale.

Co ważne, grając z rozszerzeniem – a dokładniej z Labiryntem, losowość przybiera trochę na sile, bo część kart Artemii jest wtedy zakryta (odkrywa się je używając Labiryntu). To fajny mechanizm, aczkolwiek czasami nie do końca mi się podobał – klimatycznie pasuje, bo eksplorowanie Artemii nie musi być proste (chodzimy po nieznanym!) ale utrudnia też zdobywanie kart, na których akurat może nam zależeć.

Podsumowanie:

Wiele partii w Obecność już za mną. Najwięcej chyba jako Obcy. Choć będąc Rozbitkiem też bawiłem się nieźle, to jednak Obcym ‚wolę bardziej’. Klimat polowania jest super, a zagrywanie kart pościgu często dawało poczucie przewagi – hej, to ja dyktuję warunki na Artemii!. Co prawda takie myślenie nie zawsze było słuszne. Nie raz zdarzyło się, że mocny start zamykaliśmy sprawną ucieczką. To nic, nadal grało się przyjemnie. Dużo frajdy daje też obserwacja poczynań rywali, tego co robią i co zrobić planują. Kombinowanie gdzie tym razem da się ich złapać, gdzie mogą się wybrać, a jakie miejsca raczej sobie odpuszczą – wszystko to bardzo mi się podoba.

Chowanie się przed Obcym to już inny rodzaj zabawy. Zarządzanie kartami miejsc nie jest wyjątkowo trudne i dostarcza pewną, niezbyt dużą dawkę ciekawych wyborów. Współpracując można bawić się całkiem klawo, szczególnie wtedy, gdy znajdziemy w trakcie partii miejsce na rozmowy. Emocji nie brakuje, choć jak już pisałem, jest inaczej niż w butach polującego.

Minusy? Owszem, coś by się znalazło. Napisze o jednym, który szczególnie zapadł mi w pamięć. Skalowalność.
Po pierwsze: rozgrywka na dwie osoby – Obcy kontra jeden rozbitek. Spróbowałem i nie podeszło. To nie dla mnie. Zbyt nieprzewidywalne – ciężko złapać pojedynczą osobę, bywało, że zupełnie nie wiedziałem gdzie się wybiera, jaki ma plan i tylko łut szczęścia pomagał przyłapać ją na wycieczkach po Artemii.

O dodatku:
Mieszanie podstawowej wersji gry z rozszerzeniem pozwala nie tylko na urozmaicenie sobie rozgrywki, ale również na zarządzanie poziomem trudności. Dlaczego? Chociażby z uwagi na karty pościgu, których używa Obcy – wydają mi się dużo mocniejsze niż te z podstawki. W przypadku kart miejsc też otrzymujemy trochę nowych zdolności – wspomniany już Labirynt to chyba najbardziej wyrazista miejscówka. Granie z nimi też pasuje mi bardziej dla graczy już obeznanych z Obecnością, szukających czegoś więcej. Czegoś ciut bardziej wymagającego. Sądzę, że to dodatek bardziej ‚na później’ niż ‚od razu’.
Krótko: Eksploracja to udane rozszerzenie.

Obecność wygląda ładnie. Ma proste zasady, jest dynamiczna. Kompaktowa. Ma również dodatek, który urozmaica. Toteż miło wspominam rozegrane w nią partie.

Słowem końca zatem: Obecność bez dodatku to solidna, asymetryczna karcianka z wyczuwalnym klimatem i mnóstwem mocnych zalet – proste zasady, dynamiczna rozgrywka. Kompaktowość. Sporo traci w pojedynkach dwuosobowych, nie podoba mi się spora ilość opisów na kartach.

Natomiast z Eksploracją to nadal świetny tytuł, ale w mojej opinii dla graczy, którzy podstawkę już mają dość dobrze opanowaną.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Asymetryczność i gra Obcym.

Najmniej lubię (słaba strona):
Opisy na kartach.

Dlaczego na TAK:
Fajne, klimatyczne polowanie na obcej planecie – przy dość prostych zasadach, w otoczce kooperacji i niegościnnego Mieszkańca.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Games Factory. Dzięki!