Towary w oparach pary… SteamRollers!

To gra w przewożenie towarów z jednego miasta do drugiego. W usprawnianie ciufci i tworzenie połączeń kolejowych. To gra w rysowanie, zbieranie punktów, w rzucanie kostkami. To SteamRollers: Maszyny parowe.
Czu. Czu.

Info:

Autor: Mark Gerrits
Polski wydawca: Portal Games
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: ~30-45 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki gracze będą pobierać i używać kości do wykonywania akcji. Te podstawowe dzielimy na: budowanie linii kolejowej, ulepszanie lokomotywy, transportowanie towarów, dobranie kafelka akcji. Zaś tych, nazwijmy je akcjami uzupełniającymi, jest jeszcze trochę więcej i są zależne od używanego mini dodatku (kafelki zamówień – dodatkowy cel do spełnienia, kto pierwszy przewiezie oznaczony na kaflu zestaw towarów) oraz posiadanych – wspomnianych już kafelków akcji – te pozwalają na np. zmianę wyniku na kości, pobranie dwóch kości zamiast jednej, zwiększenie siły swojej lokomotywy itd.

Podczas gry każdy uczestnik będzie posiadał swoją kartkę, na której może oznaczać między innymi tworzone trasy, siłę lokomotywy, punkty zebrane za dostarczone do miast towary.

Przewiezienie ładunku polega na zabraniu z miasta o wartości wybranej kostki, znacznika w kolorze lokacji docelowej, do której gracz musi mieć oczywiście poprowadzoną linię kolejową. Dodatkowo sprawdza, czy lokomotywa ma odpowiednią siłę i jest w stanie dostarczyć kosteczkę na tą odległość. Następnie podlicza punkty i zaznacza je na kartce.

No. I to z grubsza tyle. Po więcej → instrukcja.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Jakość komponentów jest w porządku, w tej kwestii nie mam zastrzeżeń. Myślę, że SteamRollers przetrzyma długo w dobrej kondycji. Ważne, że bloczek z kartkami jest dość obfity, więc o konieczność wczesnego dodruku bym się nie martwił. Z drugiej strony jednak brakuje mi odrobinę fajnych ilustracji. Ciut surowa uroda gry do mnie nie przemawia, jest raczej średnia. Innymi słowy – temat klawy, a obrazków mało. Szkoda.

Czas rozgrywki:
To szybka planszówka. Rundy mijają ekspresowo, wybory są proste, cała gra dynamiczna. Czas poniżej godziny jest jak najbardziej w zasięgu – chyba nigdy go nie przekroczyłem.

Klimat:
Niezły! Rysowanie połączeń oraz wożenie z punktu A do punktu B dodaje grze odpowiedniego smaczku. Te, choć właściwie nie tylko te, elementy SteamRollers zgrywają się z tematem i w jakimś stopniu oddają klimat realizowania zleceń, zabawy w bossa zarządzającego kolejowym biznesem. Klimacik – na plus.

Regrywalność:
Mini dodatki wpływające na poziom trudności wraz z losowością (zmienny układ towarów towarów na planszy, kostki) dają regrywalności mocnego kopa. Są jeszcze kafelki akcji, które dodają wyborów, kafle początkowe mogące zmienić graczom odrobinę start rozgrywki… Jest ok, jak na ten ‚ciężar’ zabawy oczywiście.

Próg wejścia (przystępność):
Malutki. To planszówka o prostych regułach, szyta na familijną miarę. Sądzę, że świetnie wpasuje się w pułap tytułów dla początkujących graczy. To luźna gra, ‚spokojna’. W razie czego jest opcja modyfikowania poziomu trudności poprzez dozowanie sobie mini dodatków – tak o, gdyby okazała się zbyt wymagająca.
Jednocześnie może dać kapkę frajdy również tym zaawansowanym planszówkowiczom, aczkolwiek pewnie nie wszystkim i pewnie tylko ową kapkę.

Negatywna interakcja:
Wyścig po towary i ewentualnie realizację zamówień czasami się uwidacznia. Gra kończy się, gdy w trzech lub więcej miastach zabraknie kosteczek do przewożenia, dlatego też walka o dorwanie niektórych przed rywalami jest ważna. Mniej czuć to w przypadku pobierania białej kości na początku rundy, ale i wtedy chwilami bywa, że ktoś złapie coś czego akurat potrzebujemy. Zatem tak, negatywna interakcja jest wyczuwalna, choć umiarkowanie.

Losowość:
Na odpowiednim poziomie. System używania kostek jest spoko i wydaje mi się, że pomimo losowości w turlaniu nie ma z nim żadnego problemu – dobrze wpływa na zmienność w grze. Ponadto podoba mi się, że kafelki akcji pozwalają trochę sobie z losowością w trakcie partii radzić. Ogólnie rzecz biorąc braku kontroli nad SteamRollers nie czułem, a to przecież dobrze.

Co się zaś tyczy losowej części przygotowania partii – nie mam zastrzeżeń, fajnie, że tak jest.

Podsumowanie:

Całkiem przyjemnie grało mi się w SteamRollers. To lekkostrawny tytuł, na spokojne około trzydzieści minut rysowania i turlania kostkami. Mechanicznie Maszyny parowe działają prawidłowo. Całość zamyka się w solidną planszówkę o porządnej regrywalności i prostych wyborach do podjęcia. Kreślenie połączeń to kawał niezłej zabawy, a zbieranie punktów za przewóz towarów to rozwiązanie nie tylko proste, ale również dość fajne – trzeba jakoś zadbać o równowagę pomiędzy liczbą potrzebnych do zrobienia akcji i wartością punktów jaką taka robota faktycznie przyniesie. Czy lepiej przewozić szybko po krótkich trasach, czy może budować dłużej, ale za więcej PZ. Włączając do tego mini dodatek z kaflami zamówień otrzymujemy nową metodę punktowania, ciut rozbudowujemy rozgrywkę, bo pojawia się kolejny element do wzięcia pod uwagę – i to też mi się podoba. Inne kafle – akcji, znowu spoko mechanika, która uzupełnia SteamRollers dając graczom większą swobodę w działaniu i klawe usprawnienia.

Mam tylko jeden dość poważny problem z tą grą. Nie elektryzuje mnie. Nie czuję w niej emocji. Zaciętej rywalizacji. Nie ma tego ‚czegoś’… tego co powoduje, że chcę zagrać znowu i znowu. Jest jakby… no zbyt spokojnie, może zbyt… prosto? A może jestem za bardzo wymagającym graczem, może to po prostu nie jest tytuł dla mnie. Owszem, mogę w SteamRollers zagrać gdy ktoś zaproponuje. Tyle, że raczej bez uczucia wow albo czegoś w stylu: muszę wykombinować to wszystko na inny sposób, rozegrać inaczej.

Co nie znaczy wcale, że Maszyny parowe nie mogą się podobać. Myślę, że jak najbardziej mogą, choć pewnie prędzej graczom początkującym lub tym, którzy lubią sobie w planszówki pyknąć rekreacyjnie, nie szukają mocnej interakcji i cenią partyjki w familijne, luźne tytuły.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Prosty mechanizm, rysowanie, spoko losowość.

Najmniej lubię (słaba strona):
Brak efektu wow. Nie ‚kręci’ mnie.

Dlaczego NIE dla mnie:
Pomimo tego, że grało mi się dobrze, to już się nacieszyłem, za mało tu wrażeń jak dla mnie.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Portal. Dzięki!