No witam panie tytan… recenzja Attack on Titan Deck-Building Game!

Nie oglądałem anime, nie czytałem mangi, ale w planszówkę zagrałem z przyjemnością. Pełen nieskrywanej ciekawości zasiadłem do gry i, choć mogło być różnie, nie rozczarowałem się. Adaptacje nie zawsze kończą się sukcesem, szczęśliwie z Attack on Titan Deck-building Game jest zupełnie odwrotnie. To mocny, dobry tytuł. Więcej poniżej. Zaczynajmy.

Info:

Autor: Matt Hyra
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: ~60-90 minut?

Przetłumaczyłem trochę nazw z angielskiego, starałem się by były jak najbliższe pierwowzorom.

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki gracze będą wcielać się w postaci bohaterów i starać się obronić mury Zamku przed tytułowymi tytanami. Ci nacierają z różną częstotliwością, w zależności od tego jak wylosują się podczas dobierania z talii. Dzielą się na dwa typy: ‚zwykli’ oraz archenemy, czyli główni bossowie, których pokonanie skutkuje wygraniem partii (na pojedynczą grę przypada ich czterech).

Attack on Titan to kooperacyjny deckbuilder – gracze współpracują ze sobą, zdobywają nowe karty i dokładają je do swoich talii, by później móc ich używać – np. do starć z tytanami, do zdobywania kolejnych kart, do pomocy współgraczom i tak dalej.

Pole gry dzieli się między innymi na strefę zewnętrzną i wewnętrzną, czyli za oraz przed murami Zamku. Murów zaś jest pięć, każdy z dwoma ‚punktami życia’ reprezentowanymi przez żetony. Gdy pojawiają się wrogowie, wystawia się ich po stronie zewnętrznej, a karty, które można dołączyć do talii lądują po przeciwnej. Znaczniki bohaterów porusza się po obu stronach – gdy zechcemy zdobyć jakąś dostępną kartę, będziemy musieli najczęściej podejść w miejsce gdzie się znajduje i opłacić koszt. Podobnie jest z tytanami – oni też mają swój koszt. Ci silniejsi, czyli typ archenemy, mają również hit points, czyli ‚punkty życia’ (mogą się leczyć!), które trzeba zbić, by móc ostatecznie delikwenta pokonać.

Gra ma również tryb solo, ale o tym i innych konkretach więcej znajduje się oczywiście w instrukcji. Odsyłam więc do niej :).

 

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Niezłe. Ilustracje są ładne, oznaczenia czytelne, a angielskie opisy to tekst przystępny i zrozumiały. Dodatkowo na wyróżnienie zasługuje fajny żeton pierwszego gracza – w skrócie podsumowuje przebieg rundy, oraz porządny insert w pudełku – pomaga utrzymać porządek, segreguje komponenty.

Są jednak dwa drobiazgi, które trochę mi przeszkadzają. Po pierwsze: rozmiar kart, nazwijmy je głównych tytanów. Są nieznacznie większe niż pozostałe karty z talii Zamku, co powoduje, że po przetasowaniu i ułożeniu da się wyczuć i zobaczyć, gdzie się znajdują (jest na to prosty sposób, wystarczy nierówno ułożyć talię). Po drugie: znaczniki hit points’ów, szczególnie jedynki. Są bardzo malutkie, więc branie ich w palce jest dla mnie niewygodne.

Czas rozgrywki:
Partia może się trochę przeciągać, oczywiście zakładając, że nie polegnie się zbyt wcześnie. Przy czym nie powiem, żeby zabawa z AoT była męcząca (przeciwnie), ale chyba wolałbym, by przeciętna rozgrywka trwała trochę krócej. W gruncie rzeczy wykonywane czynności są dość podobne i choć budowanie talii przeplatane okładaniem tytanów jest interesujące, to jednak… obcięcie kilku/nastu minut wydaje się brzmieć dobrze. I szczęśliwie jest na to rozwiązanie podane w instrukcji :).

Klimat:
Daje radę. Zdążyłem się już przyznać, że nie oglądałem anime, ani nie sięgnąłem po mangę. Ale nie przeszkodziło mi to we wciągnięciu w świat Attack on Titan. Kooperacja, stałe zagrożenie (w tym częste zasadzki – nieprzyjemne, chociaż można się przed nimi bronić), świetne obrazki (niektóre są… dziwaczne, niepokojące…) emocjonujące walki (dociąganie karty Titans on Attack potrafi w ostatnim momencie wywrócić sytuację do góry nogami). Wszystko to buduje klawy klimacik, nawet dla laika takiego jak ja.

Regrywalność:
Dość mocna losowość w pojawianiu się kart (zarówno wrogów jak i tych do nabycia do talii) zapewnia dużą zmienność w trakcie rozgrywek. Jeśli wliczyć do tego możliwość modyfikacji poziomu trudności, a także jego wahania z partii na partię czy też zróżnicowanych bohaterów o fajnych umiejętnościach to okazuje się, że Attack on Titan ma w sobie ogromne pokłady regrywalności. A nie wspomniałem nawet o sporej ilości decyzji do podjęcia w każdej rundzie czy losowemu dociągowi z naszego własnego decku…

Próg wejścia (przystępność):
Niewysoki. Jeżeli przeszkodzą nie jest dla kogoś język angielski to same reguły gry są proste. Nie ma ich wiele, instrukcja jest raczej krótka i… no właśnie. Niestety, ale nie raz zerkałem do Internetu w poszukiwaniu pomocy. Nie wszystko było dla mnie oczywiste i nie wszystko udało mi się zrozumieć po przeczytaniu zeszytu z zasadami. Niemniej jednak wyjaśnienia znalezione w Sieci szybko rozwiały wątpliwości. A gdy już przez nie przebrnąć – gra w AoT to wielka przyjemność.

Negatywna interakcja:
Kooperacja – więc nie dokuczamy sobie nawzajem. Z drugiej zaś strony interakcji pozytywnej nie brakuje. Gracze mogą np. przekazywać między sobą karty, mogą leczyć rany sojuszników, mogą używać na nich zdolności specjalnej. Mogą wspólnie bić tytanów i wspólnie walczyć o wygraną. To mocna strona Attack on Titan i co ważne – sens współpracy jest tutaj bardzo wyraźny. Często się z niej korzysta.

Losowość:
Spora i ma wpływ na rozgrywkę – na jej poziom trudności. Bywa, że tytani pojawiają się szybko, jeden po drugim. Bywa też, że długo nie pojawiają się wcale – a jeśli już to pojedynczo. Czasami mogą wyskoczyć w bardzo nieodpowiednim momencie, zwalając z nóg nawet dobrze przygotowanych graczy. To samo tyczy się kart, których nie udaje się dociągnąć, a które akurat bardzo by się przydały. Takie sytuacje nierzadko się powtarzają co nie zawsze mi się podobało. Ostatecznie jednak całość ma swój urok, a różne drobiazgi nie psują całokształtu, nie są jakoś wyjątkowo uciążliwe.

Podsumowanie:

Całkiem fajny tytuł! Z początku podchodziłem do niego z dystansem mieszanym z ciekawością, żeby szybciutko przekonać się, że warto było spróbować. To świetna kooperacyjna karcianka, która zmusza do wspólnego główkowania i uzgadniania wielu decyzji. Do batalii o obronę Zamku w klimatycznej szacie graficznej i z fajnymi zwrotami akcji. Zabawa nastawiona na ścisłą współpracę, wzajemną pomoc, czasami poświęcanie bohaterów na rzecz ogólnego dobra niesie ogrom porządnej, momentami emocjonującej rozrywki. Zmagania z Tytanami dostarczają frajdy, wciągają, mogą się podobać – i to nawet komuś, kto nie orientuje się w historii z anime/mangi. Jestem tego żywym dowodem. Spodobał mi się Attack on Titan. Miło wspominam spędzony przy grze czas, więc planuję jeszcze do niej wracać.

Wykonanie, mechanika budowania talii poszerzona o system poruszania się wokół murów, perspektywa zróżnicowanych rozgrywek (losowość, zdolności postaci itd.) sporo wyborów… te składowe i nie tylko powodują, że AoT oceniam pozytywnie. Mocno pozytywnie. I choć do okrzyknięcia tego tytułu mianem wielkiej rewelacji trochę według mnie brakuje, to określenie go bardzo dobrym i solidnym jest jak najbardziej na miejscu. Tak właśnie.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Mechanika deckbuilding’u z poruszaniem się i klawy klimacik.

Najmniej lubię (słaba strona):
Niektóre detale w wykonaniu, kapkę losowość.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Cryptozoic Entertainment. Dzięki!