Zwierzątka, lód, rozgrywka cud-miód… Dominant Species!

Mnóstwo rywalizacji, planowania, intensywna walka o dominację w czasach zbliżającej się nieuchronnie epoki lodowej. To świat prymitywny i nieskalany technologią. Świat po brzegi wypchany gatunkami szukającymi drogi do przetrwania.

Dominant Species.

Info:

Autor: Chad Jensen
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: ~120-240 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie partii każdy gracz będzie prowadził jedną grupę zwierząt (choć jest i wariant, by prowadzić dwie lub trzy). Będzie też używać akcji, które wcześniej należy zaplanować umieszczając w fazie planowania piony na polach do tego przeznaczonych. Zgodnie z kolejnością kładzie się po jednym, na zmianę, aż wszyscy wystawią komplet. Później obstawione akcje będą rozpatrywane – od lewej do prawej, od góry do dołu. Kolejność ma znaczenie – zarówno w pojedynczej akcji jak i biorąc pod uwagę wszystkie.

Co zatem można w grze zrobić? Dam kilka przykładów:
– odkrywać nowe tereny, czyli dokładać kolejne kafelki planszy, na których będzie można walczyć o dominację i punkty,
– rozmnażać swoje zwierzęta, czyli wystawiać kolejne kostki gatunków na kafelki,
atakować, czyli usuwać kostki rywali,
– adaptować, czyli dobierać nowe znaczniki element’ów – te wpływają na dominację, pomagają też nie wyginąć gatunkowi w danym miejscu,
– dokładać płytki tundry – postępowanie zlodowacenia, co pozwala na usunięcie części ksotek gatunków i zdobycie punktów zwycięstwa.

Akcji jest dość dużo. Ogólnie chodzi o to, żeby kontrolować to co dzieje się na kaflach terenów. Wystawiać swoje gatunki, starać się mieć ich więcej niż rywale w odpowiednich miejscach, by zdobywać punkty zwycięstwa. Warto dbać o dominację, bo pozwala to na użycie Dominance Cards. Te zaś mają często bardzo silne działanie. Pozwalają np. na zdobycie kolejnego piona akcji, na zapunktowanie, czy usunięcie znacznej liczby gatunków rywali.

Aha. Skrobnę jeszcze o element’ach. To takie znaczniki, które mają olbrzymie znaczenie w Dominant Species. Gdy znajdują się na planszy gracza (animal display) odzwierciedlają zapotrzebowanie danej grupy zwierząt. Jeśli leżą na terenach (na narożnikach kafli) są zasobem danego typu. Kiedy gracze sprawdzają kto dominuje na kaflu bądź czy ktoś nie jest zagrożony tam wyginięciem, biorą pod uwagę właśnie element’y. By sprawdzić, kto ma przewagę na danym kaflu sprawdza się dla każdego gracza: mnożymy każdy znacznik z planszetki razy ilość znaczników tego samego typu zebranych na narożnikach kafla. Sumujemy wyniki dla wszystkich znaczników z planszetki i już. Np: Mam dwa znaczniki z kwiatkami i jeden z wodą. Na kafelku znajduje się jeden z kwiatkami i trzy z wodą, więc 2 razy 1 plus 1 razy 3, co daje razem 5.

Grę wygrywa osoba, która zbierze najwięcej punktów zwycięstwa.

Po więcej szczegółów, pełny opis zasad odsyłam oczywiście do instrukcji. 🙂

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Hm… Co najwyżej średnie. Wygląd gry mnie nie urzekł. Trochę szkoda, bo temat fajny, a uroku niewiele. Na ratunek spieszą obrazki na kartach – są śliczne, miło zawiesić na nich oko. Zupełnie odwrotnie niż plansza czy znaczniki… te to nic nadzwyczajnego.

Co na plus? Masa drewnianych elementów oraz skrót zasad na planszach. Na minus? Mały za brak symboli, które przypominają jak działają akcje – jako uzupełnienie do opisu z instrukcji czy wspomnianego skrótu.

Aaa – klawo wyglądające pudełko. Podoba mi się.

Czas rozgrywki:
Rozgrywka w Dominant Species jest długa. Nawet na dwóch graczy pochłania mnóstwo czasu – nie liczyłem dokładnie, ale pewnie coś około dwóch godzin minimum. Nie jest nudno, bo tak planowanie jak i rozgrywanie akcji dzieje się w miarę dynamicznie, a przy tym mocno angażuje grających. Nie narzekam, czas rozgrywki i jej dynamika mi nie przeszkadzały.

Klimat:
Wyraźny, chociaż do perfekcji trochę brakuje. Część akcji fajnie trzyma klimacik, karty też świetnie wpasowują się w ramy przedstawionego świata. Podobnie jak ogólny zamysł gry, czyli zmagania o dominację i ciągłe przystosowywanie się gatunków do zmiennych warunków życiowych. Brakuje mi tu odrobinę jakiś klawych figurek albo żetonów, które mogłyby zastąpić np. drewniane kosteczki. Niemniej jednak klimat jest całkiem porządnie zaznaczony.

Regrywalność:
Gigant. Dość mocno regrywalność napędzają karty Dominance i często opłacalne jest granie właśnie pod nie, bo dobrze użyte potrafią bardzo namieszać. Do tego dochodzą oczywiście decyzje graczy, losowe ułożenie kafelków terenu, losowy dobór element’ów z woreczka, a także różne kombinacje zwierząt biorących udział w partii. Regrywalność to silna strona Dominant Species.

Próg wejścia (przystępność):
Średni. Wielki plus za instrukcję, która jest przejrzyście napisana – nie sprawiła mi trudności, odnalazłem się w niej bez problemów. Zasady nie są skomplikowane, można pojąć je w mig. Ale to nie reguły powodują, że gra jest wymagająca. To raczej kwestia planowania akcji, reagowania na działania rywali, odpowiednie wykorzystanie kart, kontrolowanie tego co dzieje się na planszy. Sporo jesteśmy w stanie tutaj policzyć, bo mnóstwo informacji podane jest już na początku każdej tury. To oznacza, że kombinowania trochę jest, a jeżeli naprzeciw nas zasiądzie doświadczony w Dominant’a gracz to myślę, że o wygraną może być ciężko.

Negatywna interakcja:
Dużo interakcji. Sposobów na popsucie planów rywalom nie brakuje. Eliminowanie gatunków przeciwników dzięki obstawianiu pól akcji w sekcji Competition to nie wszystko. Można też sporo pozmieniać jeżeli chodzi o element’y – usunąć je, dostawić inne. Można zajmować pola akcji, dokładać kafelki tundry (pozwalają usuwać gatunki), używać kart… Tak, interakcji jest cały ogrom.

Losowość:
W związku z tym, że znaczniki z woreczka dobiera się co turę i wykłada na planszę w odpowiednich miejscach przy polach akcji, a także część z nich przechodzi z jednej akcji na następną w miarę postępu rozgrywki, chyba jasne jest, że losowość w ich doborze nie pozostaje bez znaczenia dla gry. Bywały chwile, gdy delikatnie mi to przeszkadzało – bo stwarza nierówne warunki, np. gdy gracz musi bronić się przed negatywną akcją (np. strać znacznik z planszetki – obronisz się stawiając pion w tej akcji), a inni nie.

Przy czym zaznaczam, że nie jest to wyjątkowo uciążliwe, ale jednak zapadło mi w pamięć i zdarzyło nie raz.

Podsumowanie:

Oto i ona, ciężka batalia o przetrwanie i panowanie. Batalia, która potrafi trwać długo. Bardzo długo. I nie ma się co spieszyć, bo to wyjątkowo smakowite oraz syte danie główne. Zmagania przed planszą Dominant Species owocują soczystą rozgrywką pełną trudnych wyborów i świetnej interakcji, a znakomitą zabawę wieńczy satysfakcją z osiągniętej wygranej. Tytuł nagradza świetnymi doświadczeniami, nie dziwi mnie więc wcale, że od tak dawna cieszy się popularnością.

Podoba mi się tu wiele – zarówno poszczególne składowe gry jak i cały, gotowy, sprawnie hulający mechanizm. Dominant Species to kawał mocnej, wyśmienicie działającej planszówki – począwszy od intuicyjnego worker placement, aż po elementy rozpatrywania punktacji i sprawdzania dominacji na koniec tury. Mechanika zazębia się i tworzy kompozycję w mojej ocenie niemal perfekcyjną. Dlaczego niemal? Bo myślę, że kilka usprawnień mogłoby wyjść grze na dobre. Coś co zaradzi losowości dociągania z woreczka, jakieś lekarstwo na kolejność dobierania kart? Poprawki szaty graficznej też by się przydały, raczej duże, niż jedynie kosmetyczne… i już mogłoby być lepiej.

 

Ale Dominant Species broni się przed tymi zarzutami. Nawet te niewielkie minusy nie zmienią mojego zdania. Intensywna rywalizacja o punkty w tej nadszarpniętej lodem krainie jest super. Proste zasady i solidna głębia rozgrywki to wyraźne zalety gry, właściwie to chyba pierwsze które przychodzą mi na myśl. Spoko akcje, spośród których część ma nawet w pewien sposób wpływ jedna na drugą, wcale nie najgorszy klimat, czy odrobinę, ale jednak, różniące się od siebie grupy zwierząt to kolejne pozytywne cechy DS’a. W skrócie: jest za co chwalić.

Miałem takie trzy momenty z Dominant’em. Pierwszy: łał, ale fajne pudełko. Drugi: ups, ten wygląd to tak średnio, średnio… I na koniec bach: łał, ale to dobre!

O. I niechaj tak zakończą się wnioski. Dominant Species: ale to jest dobre. 🙂

Najbardziej lubię (mocna strona):
Proste zasady, po prostu głębia rozgrywki.

Najmniej lubię (słaba strona):
Momentami losowość. Wygląd.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa GMT Games. Thanks!