Papierowe Królestwo… recenzja Paper Tales!

Gdy troszkę niespodziewanie wydawnictwo Funiverse ogłosiło polską edycję Paper Tales uśmiechnąłem się pod nosem. Jessst! Zapowiadała się dobra gra, fajnie, że wyjdzie w ojczystym języku – pomyślałem. No i wyszła. Już jest. A ja pograłem.

Info:

Autor: Masato Uesugi
Polski wydawca: Funiverse
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~30 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki graczom przyjdzie wystawiać jednostki i budynki. Te pierwsze dostarczają różnych zdolności i mają przypisaną wartość siły. Te drugie zaś, to natomiast np. stały przychód jakiegoś surowca, możliwość zdobycia punktów zwycięstwa (choć same z siebie też je dają), odblokowanie dodatkowego pola do wykładania jednostek (ważne!).

Co turę każdy grający dobiera określoną liczbę kart i zatrzymuje jedną dla siebie. Następnie przekazuje pozostałe do sąsiada – zgodnie z kierunkiem wskazanym na planszy z torem punktacji. Z kart, które sam otrzyma znowu wybiera jedną jednostkę, a resztę przekazuje. Robi tak do momentu, aż dostanie ostatnią i ją również sobie zostawi.

Ze zgromadzonych w ten sposób jednostek (w pierwszej rundzie będzie ich pięć) możemy wybrać te, które chcemy zagrać, pamiętając oczywiście o opłaceniu kosztu (o ile taki będzie). Karty wystawia się na czterech dostępnych dla gracza polach – dwa z przodu i dwa z tyłu. Jeżeli zbudowaliśmy już (czyli jeszcze nie w pierwszej rundzie) budynek na poziomie drugim, możemy wyłożyć aż pięć postaci – trzy z przodu, dwie z tyłu.

Po dwóch pierwszych fazach następują kolejne: walki (z sąsiadami po prawej i lewej – porównujemy siłę jednostek stojących z przodu, czasami biorąc pod uwagę też te z tyłu), przychodu (dwie monetki + to co wygenerują nam karty), budowania (można postawić jeden budynek na pierwszym poziomie, od razu na drugim albo ulepszyć z pierwszego na drugi) oraz wymierania (kładziemy znaczniki Przemijania na jednostkach, przez co możemy niektóre z nich stracić. Najczęściej jeśli mają już na sobie znacznik z poprzedniej rundy).

Grę wygrywa osoba, która nazbiera najwięcej punktów zwycięstwa – a dostaje się je np. za wygrane walki, budynki czy zdolności niektórych jednostek.

Po więcej szczegółów, pełny opis zasad odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Jest ładnie, czytelnie, bardzo schludnie… i zupełnie nie w moim guście. Ale nie powiem, że gra jest brzydka – spotkałem się z opiniami chwalącymi Paper Tales za szatę graficzną i wygląd. Ok, zgadzam się, bo tytuł może się podobać, tyle, że nie mi. Ten styl niestety mi nie odpowiada i już. Niemniej jednak samo wykonanie całości uważam za całkiem niezłe.

Fajnie, że w pudełku są karty pomocy gracza – przydatna rzecz. Podobają mi się też budynki, a dokładniej to, że nie muszę obracać karty, by wiedzieć co zapewnia na wyższym poziomie. Widać to po obu stronach.

Czas rozgrywki:
Gra się sprawnie – przekazywanie kart i symultaniczne wybieranie jednostek powoduje, że przestoje są raczej niewielkie. Z jednej strony lepsza znajomość Paper Tales powinna przełożyć się na większą dynamikę, a z drugiej nawet bez tego nie jest wcale najgorzej. No, może na początku rundy zdarzają się małe przestoje, gdy dostajemy nowy zestaw na rękę i chcemy się dobrze z nim zapoznać. Ale z każdą wymianą w trakcie rundy wpada nam coraz mniej kart, więc gra przyspiesza.

Co się tyczy pozostałych faz, takich jak walka, budowanie czy zbieranie dochodu to idą one gładko. Czas gry więc – na plus.

Klimat:
Mało. Być może trochę wnoszą go obrazki, ale że niezbyt mnie kręcą to za często się na nich nie skupiałem. Poza tym, gdy miałem już opanowane reguły, poznałem trochę grę i wciągnąłem w rozgrywkę to okazało się, że jest w niej mnóstwo angażującego główkowania, które powoduje, że czasu na szukanie klimatu zostawało mi po prostu malutko. Ale mechanika jest spoko, także zupełnie mi to nie przeszkadza.

Regrywalność:
Bardzo dobra. Losowość w układzie kart w talii to jedno. Druga kwestia to decyzje graczy np. o tym jakie jednostki sobie zostawić czy jaki budynek wyłożyć w danej rundzie. Kart jest sporo, więc mamy nad czym się zastanawiać. Regrywalność daje radę, przy czym wydane już rozszerzenie (niestety na moment, w którym piszę te słowa nie wiem jeszcze nic o jego polskiej wersji) cieszy, bo większe zróżnicowanie w kartach powinno wyjść Paper Tales zdecydowanie na dobre.

Próg wejścia (przystępność):
Myślę, że pojęcie o tym jakie karty w grze występują jest dość ważne. Bez tego, mimo prostych reguł, by móc rywalizować na równi i ewentualnie odnieść wygraną nad doświadczonym w PT graczem może być trudno. Ale poza tym nie ma tu zagmatwanych mechanizmów, które mogłyby niepotrzebnie utrudnić zabawę.

Negatywna interakcja:
Jest możliwość zabrać komuś kartę i w ten sposób wpłynąć na to co sobie wystawi. Sposobności ku temu jest niemało, chociaż chyba o wiele większą kontrolę nad przeciwnikiem mamy grając jedynie we dwie osoby (swoją drogą spoko wariant). Ale żeby np. bezpośrednio uderzyć w konkretną jednostkę i ją zniszczyć – nie ma takiej opcji. Kapkę szkoda.

Losowość:
Średnia. W doborze z talii kart. Nic w tym złego, normalna sprawa w grze tego typu. Jest ok.

Podsumowanie:

Paper Tales to przyjemna, nietrudna karcianka z wieloma fajnymi rozwiązaniami. Bardzo podoba mi się system wymierania jednostek i budowanie oraz usprawnianie budynków. Klawe jest również zastępowanie kart w naszym Królestwie. To, że jednostki są z graczem zwykle dość krótko powoduje, że jest tu sporo (raczej lekkiego) łamania makówki kiedy wystawić je do gry lub jak zabezpieczyć przed szybką utratą. Całkiem nieźle wygląda wykorzystanie znaczników księżyców, których ilość na jednostce ma często duże znaczenie dla działania kart – np. dla siły czy zdobycia punktów. To nie wszystko, bo są jeszcze dylematy z ustawieniem jednostek – które warto wystawić z przodu, które dać na tyły. I to całe planowanie co sobie zatrzymać na ręce, a co przekazać dalej. Co może wrócić, co już się w grze pojawiło, a co jeszcze czeka na dobranie z talii… super!

Budynki uzupełniają rozgrywkę o coś stałego – o różne zdolności, generują surowce, zapewniają też punkty zwycięstwa. Troszkę szkoda, że każdy gracz ma ich tylko po pięć i do tego w takim samym komplecie. Z tego co wiem dodatek wprowadza nowe.

Nie podoba mi się za to szata graficzna, ale jednocześnie doceniam przejrzyste opisy i użyte na kartach symbole. Mógłbym kapkę ponarzekać na losowość, ale chyba nie ma sensu, bo ostatecznie to jednak nie jest w przypadku karcianki tej ‚wagi’ nic nadzwyczajnego. Nic czego nie mógłbym się spodziewać.
Ale nie za bardzo leży mi też to co dzieje się w fazie wojny, która jest przymusowa. Walczymy z sąsiadami z lewej i prawej, a w nagrodę dostajemy punkty zwycięstwa. Odniosłem wrażenie, że można tych punktów zebrać w ten sposób znacznie więcej niż na inne sposoby i bez wygrania choć niektórych walk, o triumf w partii będzie ciężko.

Paper Tales jest interesującym tytułem, po który chętnie sięgałem. Uważam, że ma wiele dobrego do zaoferowania i nawet jeżeli coś tam mi się w nim nie do końca podoba, to i tak w ogólnym rozrachunku zalety zdecydowanie przeważają. W swojej kategorii klawa to karcianka.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Małe zależności między kartami i mechanizm przemijania.

Najmniej lubię (słaba strona):
Walka jest średnia, wydaje mi się, że wykręca się na niej zbyt dużo punktów.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Funiverse. Dzięki!