Część kolejna… Ubongo 3D!

Grałem już kiedyś w Ubongo. Recenzowałem nawet. I przyznam, że przypadło do gustu, choć prawdą jest, że często układanki okazywały się w moim gronie zbyt proste. Gra traciła, gdy siadaliśmy do niej z osobami, które były w tego rodzaju logicznej zabawie (presja czasu!) wyraźnie słabsze. Niemniej jednak w odpowiednim składzie Ubongo dostarczało emocji, frajdy, z pewnością mogło się podobać. Dlatego z chęcią sprawdziłem wersję 3D.

Info:

Autor: Grzegorz Rejchtman
Polski wydawca: Egmont
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~30 minut?

O co w tym wchodzi? Ano o to, żeby układać kształty z dostępnych elementów szybciej niż rywale. W rundzie każdy z graczy bierze planszę z zaznaczonym kształtem, który będzie układać z określonych przez rzut kostką klocków. Co ważne, prawidłowo ukończona bryła musi być dwupoziomowa i zbudowana tak, by oba poziomy pokrywały się z kształtem na planszetce – bez żadnych odstających poza określoną formę fragmentów. W trakcie partii liczy się czas, bo w pudełku z grą mamy klepsydrę, która wyznacza jego ramy dla pojedynczej rundy. Mamy też woreczek i trochę różnokolorowych klejnocików dobieranych przez graczy w nagrodę za ułożenie. Ten kto na koniec zbierze najwięcej punktów zwycięstwa (dostaje się je za klejnoty), wygrywa.

Ubongo 3D to gra bardzo podobna do zwykłego Ubongo. Zasady nie różnią się znacznie, są bardzo proste. Rozgrywka jest zaś dynamiczna, nie ma tu miejsca na przeciągane rundy, mechanika daje radę, a system punktacji… no system punktacji, cóż, nadal jest w mojej opinii słabym rozwiązaniem. Na plus jednak należy zdecydowanie zaliczyć to, że w instrukcji zawarto alternatywną metodę gromadzenia punktów zwycięstwa. Ale wracając jeszcze – ten podstawowy wariant może doprowadzić do sytuacji, w której najszybszy gracz dostanie mniej PZtów niż ktoś od niego wolniejszy. Pprzykład: w nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca w rundzie dobieramy klejnot za trzy punkty. Dodatkowo dociągamy z orka jeszcze jeden za jeden pkt. Druga osoba w kolejności bierze klejnot za dwa punkty i dobiera z worka za cztery.

Co zaś tyczy się wykonania i wyglądu to myślę, że stoją na dobrym poziomie. Począwszy od spoko insertu, który mieści i segreguje dość porządnie całą zawartość pudła, a skończywszy na czytelności i niezłej jakości komponentach. Jeśli miałbym na coś ponarzekać to może na plansze z zadaniami (a jest ich aż 671!), które na krawędziach trochę mi się pościerały. Ale to drobiazg, bo ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Gra, co zrozumiałe, jest bardzo podobna do swojej poprzedniczki, tak z szaty graficznej jak i poszczególnych elementów. Jest kolorowa i czytelna, a całość trzyma abstrakcyjny styl pasujący do familijnej, klockowej układanki

A próg wejścia? Bardzo niski. Żeby zacząć przygodę z Ubongo 3D nie trzeba poświęcać wiele czasu na naukę reguł, jak już wspomniałem tytuł nie jest skomplikowany. Instrukcja to zaledwie jedna kartka. Przystępność to mocna strona gry. I fajnie. A jeszcze fajniej, że mamy tu różne poziomy trudności, więc grupą docelową wcale nie muszą być jedynie początkujący czy wielbiciele gier lekkich.

W kwestiach losowości i interakcji niewiele mam do napisania. O ile losowość podczas turlnięcia kostką określającą z użyciem jakiego zestawu klocków gracze będą wykonywać zadania nie jest problematyczna – wręcz przeciwnie, to skrawek mechaniki, który ma na celu różnicowanie rozgrywek (podobnie ma się kwestia losowego dobrania plansz na początku partii). O tyle wyciąganie klejnotów z woreczka… no, już o tym było, ciut wyżej. Co się zaś tyczy interakcji, ta sprowadza się do rywalizacji na zasadzie: kto szybszy. Mamy swoje indywidualne pule zadań i klocków, więc nie podbieramy ich sobie w trakcie zabawy. I przyznam, że tutaj taka forma współzawodnictwa mi się podoba.

A jeżeli o podobaniu mowa, no to tak: Ubongo 3D jest spoko. Wolę je od zwykłego. To gra o wiele trudniejsza, szczególnie używając plansz z najwyższego poziomu trudności. Niejednokrotnie miałem z nimi pod górkę, aż do stopnia, w którym chciałem się zwyczajnie poddać, odpuścić. Niby kiepsko, a jednak… super, bo wyzwanie. Ubongo 3D zmusza do myślenia, zmusza do kombinowania, a dzięki klepsydrze narzuca dodatkową presję, która dodaje zabawie emocji, kapkę stresu, może nawet cień nerwów. Ale wszystko to jest w oparach pozytywnej, przyjemnej rozrywki.

Z drugiej strony jednak, podczas partii nie brakuje momentów ciszy, zamyślenia i stukających o siebie klocków. Dopiero radość z prawidłowego ułożenia wieńczy zmaganie – tak, pierwszy! MAM! To pokazuje, że Ubongo 3D ma w sobie to ‚coś’. Że to fajna gra jest. Taka co to w zaledwie dziewięciu rundach dostarcza mocną dawkę klawego główkowania i czystej frajdy.

I na zakończenie ostatni wniosek. Mianowicie nie jestem pewien, czy zdecyduję się jeszcze na partyjkę w Ubongo, jeżeli pod ręką będę miał wersję 3D. Finalnie to tą drugą oceniam wyżej. Ponieważ zmusza mnie do większego skupienia, jest trudniejsza, a ja lubię jak jest trudniej. I pewnie głównie dlatego bliżej mi do tego wydania.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości Kraina Planszówek. Dzięki!