Wspaniałości… Queendomino!

Wygląda na to, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Queendomino lada moment ukazało się w wersji PL na naszym rynku. Poznałem ją już jakiś czas temu i pamiętam, że wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Od tamtej pory liczyłem, że w końcu ktoś ją zlokalizuje i wypuści w rodzimym języku. I stało się. Powoli nadchodzi dzień premiery. Mi zaś trochę się poszczęściło, bo dzięki uprzejmości FoxGames mogłem jeszcze przed wystawieniem polskiego wydania na sklepowe regały nieco odświeżyć sobie pamięć, pograć i napisać tą oto recenzję Queendomino.

Info: nie miałem możliwości skorzystać z polskiego egzemplarza gry, dlatego zdjęcia i tekst wykonałem korzystając z wydania z instrukcją (między innymi) anglojęzyczną.

Info:

Autor: Bruno Cathala
Polski wydawca: FoxGames
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~30-40 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Spora część zasad z Kingdomino powtarza się i tutaj. Co więcej – gry można ze sobą bez trudu połączyć. 

Kwestia układania i zdobywania płytek pozostaje bez zmian. Gracz ustawia swój pionek na jednej z czterech dostępnych w danej rundzie. Gdy wszyscy się zdecydują przechodzimy do układania wybranego kawałka krajobrazu w swojej strefie. I tu ważne – element startowy na którym ustawiamy na początku gry nasz zamek jest uniwersalny, więc można dokładać do niego dowolny rodzaj terenu. Trzeba natomiast pamiętać, by w innych przypadkach przynajmniej jeden rodzaj terenu stykał się krawędzią z już wyłożonym, tym samym rodzajem. 

Na płytkach znajdują się też nadrukowane symbole koron. Takie korony pozwalają na zebranie punktów zwycięstwa na koniec partii. Punktujemy za każde oddzielne terytorium o ile zebraliśmy na nim przynajmniej jedną koronę. Przykład: jeżeli las składa się u nas z trzech pól fragmentów z lasem i mamy na nich dwie korony to mnożymy trzy razy dwa i zgarniamy sześć punktów.

Queendomino wprowadza kafelki z budowlami oraz nowy rodzaj terenu potrzebny do ich stawiania. Gracze mogą kupować kafelki za monety (choć pierwszy w szeregu jest darmowy) i wystawiać je w swoim królestwie. Budowle mogą być źródłem rycerzy, wież, mogą też dać graczowi punkty zwycięstwa.

Dalej – wspomnieni już rycerze. Dzięki nim mamy możliwość zdobywać kasę. Gdy kładziemy nową płytkę w królestwie możemy wystawić na nią jednego lub dwóch rycerzy i zgarnąć monety w odpowiedniej ilości – tyle z ilu elementów składa się terytorium do którego wysyłamy rycerza.

Wieże zaś służą do przejmowania Królowej. Kto ma ich więcej (choć zabiera się ją również dorównując do gracza mającego w danej chwili przewagę) zabiera ją dla siebie. Na koniec gry dokładamy Królową do najbardziej rozbudowanego terytorium w Królestwie. Jej obecność dodaje tam dodatkową koronę.

Na koniec gry sumujemy punkty za: zgromadzone monety (po jednym pkt za trzy), za terytoria z koronami, oraz dodatkowe punkty za budowle. Gracz, który zgromadził najwięcej PZtów wygrywa partię.

Ogólnie to tyle. Po pełny opis reguł odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Dobra robota. Queendomino prezentuje się naprawdę ślicznie. Jest kolorowo, z fajnymi szczegółami, przejrzyście. Bajeczna aura roztacza się po komponentach, a rozwijające się przed graczami barwne królestwa pięknie błyszczą w świetle dyndających żarówek. Klawe rycerzyki walają się tu i ówdzie, trochę większe wieże stoją to tu, to tam i tylko pion królowej oraz smoka wydają się nieco brzydsze od całej reszty.

A jakość? Cacy. Nie mam zastrzeżeń. Co więcej – doceniam grube płytki oraz przydatny tor do wykładania budowli.

Czas rozgrywki:
Przeciętny. Gra się nie przeciąga, śmiga szybko. I choć Kingdomino dało się rozegrać znacznie szybciej, nie znaczy wcale że Queendomino jest długie. To raczej średniej długości, dość dynamiczna planszówka.

Klimat:
Fajne smaczki (w tym też te na ilustracjach) coś tam do klimatu dodają. Podoba mi się działanie rycerzy gotowych do zbioru podatków z królestwa, podoba mi się też wyrastający pośród włości zamek czy wznoszone struktury na specjalnie do tego przeznaczonych miejscach. Bajery w postaci stworów albo innego rodzaju żyjątek pojawiających się pośród kolorowych płytek mają swój urok, miło rzucić na nie okiem podczas zabawy. Klimatu odrobina jest, choć zaznaczam, że wcale nie tak wiele jak mogłoby się wydawać.

Regrywalność:
Solidnie! Z największą przyjemnością podchodziłem do kolejnych partii w Queendomino. Klawa mechanika składania terytoriów urozmaicona o budowanie (co wnosi też dodatkowe metody punktowania), rycerzy oraz rywalizację o względy królowej czyni z tej gry dzieło wspaniałe, dające całą masę frajdy. A ilość kombinacji ułożenia oraz losowe dociąganie płytek czy kafli budowli powoduje, że Queendomino zachowuje świeżość przez dłuuuuugi czas, będąc przy tym pozycją stale wciągającą, ciekawą.

Próg wejścia (przystępność):
Jeżeli chodzi o poziom trudności to rozgrywka znajduje się o stopień wyżej niż w przypadku Kingdomino. Ale pozostaje wciąż bardzo przystępna. Skomplikowanych zasad tu nie uświadczyłem, tytuł oceniam na łatwy, choć raczej nie super łatwy.

Negatywna interakcja:
Nie brakuje. Trzon gry, czyli rywalizacja o płytki dostarcza jej sporą dawkę. Wystawianie pionka na wybrany element określa nie tylko to co wezmę do dołożenia teraz, ale również to w jakiej kolejności będę wybierać płytki za chwilę, do przyszłej rundy. A są jeszcze inne możliwości, jak np. kupienie, bądź odrzucenie używając smoka, jakiejś budowli.

Ogólnie rzecz biorąc negatywna interakcja w Queendomino mi odpowiada – nie denerwuje, nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie, sprawdza się dobrze, pasuje do oferowanego typu rozgrywki.

Losowość:
Trochę jej tu jest, ale nie przeszkadza w zabawie. Kapkę szkoda, że fajne budowle mogą przepaść gdzieś w stosie, ale wielkim problemem bym tego nie nazwał. Losowość jest tutaj spoko, nie narzekam.

Podsumowanie:

Wnioski są takie, że Queendomino to super, hiper cudna planszówka, jedna z najlepszych w jakie ostatnio grałem. Prawie wszystko mi się tu podoba. Zagrać w nią to czysta przyjemność. Już łatwiutkie Kingdomino przypadło mi do gustu, ale po zagraniu w Queen… uh, miód. Olbrzymia ilość zalet pogrzebała gdzieś głęboko gdzie słońce nie dochodzi jakiekolwiek drobne niedociągnięcia. Nie za trudna, bogata w klawe wybory, otwiera przed znającymi (i nie tylko) jej mniejszego brata zupełnie nowe horyzonty. Dodana do gry możliwość budowania ciągnie za sobą dodatkowe warunki punktowania co okazało się strzałem w dziesiątkę. To kolejna warstwa wspaniałości, coś co potężnie doładowuje regrywalność i miło łaskocze zwoje mózgowe. 

O wyglądzie i wykonaniu nie chcę się już więcej rozpisywać. Po co, rzut oka na fotosy i chyba wystarczy – mnie się podoba. Bardzo. 

O czym by tu dalej… ah, kolejna zaleta kryje się pod postacią łagodnie nachylonego zbocza góry podpisanej tabliczką: próg wejścia. Rozpoczęcie przygody z Queendomino nie powinno okazać się większym problemem dla szerokiego grona graczy. Początkujący i zaawansowani (prędzej czy później) zapewne dadzą sobie z grą radę. Co ważne, Ci szukający wyzwań i nieco bardziej mięsistej rozgrywki niż w Kingdomino raczej nie poczują się zawiedzeni – jest nad czym pogłówkować, a w razie czego nie zabrakło miejsca do podjęcia całkiem zaciętej rywalizacji. 

Co więcej? Może to, że interakcja daje radę. Że losowość jest spoko. Że wysoka dynamika rozgrywki i nieskomplikowane wybory nie spowalniają niepotrzebnie partii.

Jednocześnie nie wydaje mi się, bym w przypadku Queendomino miał choć jeden dobry powód do marudzenia. Ja po prostu uwielbiam ten tytuł. Jest zdecydowanie w moim guście, daje mi ogrom radochy, satysfakcję z podjęcia rękawicy, przekonuje mnie na całej linii. Jestem na tak. Łał.

Najbardziej lubię (mocna strona):
No cóż, wystarczy chyba tyle, że nie wiem co wpisać w sekcję NIE poniżej?

Najmniej lubię (słaba strona):
Hm?

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa FoxGames. Dzięki!