Przedsiębiorcą być… recenzja gry Amerykańskie Koleje!

Wielki biznes w potężnym świecie stali, buchającej pary, torów wiodących hen daleko… a to wszystko na małych kartach w całkiem niedużym pudełku. Amerykańskie Koleje!

Info:

Autor: Peer Sylvester
Polski wydawca: Baldar
Liczba graczy: 3-5
Czas gry: ~45-90 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie gry w Amerykańskie Koleje gracze będą zdobywać karty udziałów spółek kolejowych za zarobioną walutę. Zaś by zgromadzić walutę, muszą posiadać jakieś udziały. Zaczynają z kapitałem początkowym, który później będą rozwijać zarabiając między innymi w fazie zbierania dochodu – w zależności od tego gdzie gracz ma udziały oraz jak dużo miast dana firma obsługuje i jak wysoki dochód one przynoszą.

Ale wracając – faza pierwsza, czyli Handel Udziałami. To właśnie w tym momencie mamy możliwość wybrać i kupić udział jednej ze spółek. Spośród dostępnych kart (te u podstawy kolumn) wybieramy jedną i proponujemy kwotę. Choć nie jest tak zawsze, to może się zdarzyć, że prezes wybranej spółki nie wyrazi zgody na zakup i opłaci podaną sumę ze swoich zasobów, by wziąć dany udział. Jeżeli natomiast nie wyrazi sprzeciwu albo wybraliśmy spółkę, której udziałów nikt jeszcze nie ma bądź sami jesteśmy jej prezesem – opłacamy i bierzemy sobie kartę. Co ważne, w tej fazie dokłada się środki do zasobów spółek, których później można używać w…

…fazie drugiej. W jej trakcie kupujemy (spośród dostępnych) karty miast (każdy kto ma udziały w firmie może je kupić ze wspólnego budżetu, które przyniosą udziałowcom dochód w…

…fazie trzeciej – i tu zarobki zależą od wielkości udziałów gracza w spółce.

Na koniec partii wygranym jest osoba, która zgromadziła najwięcej kasy.

Po więcej szczegółów, pełne zasady odsyłam do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Jest schludnie, przejrzyście i co ważne, całość nie sprawiła mi problemów pod względem rozróżniania kolorów. Poza tym nie nazwałbym Amerykańskich Kolei grą wyjątkowo urodziwą, ale też na pewno nie brzydką. Myślę, że wypada gdzieś pośrodku – po prostu ok. Trochę nie do końca podoba mi się waluta, bo łatwo ją zniszczyć (po rozpakowaniu była bloczkiem – karteczki do wyrwania). Spoko są natomiast znaczniki w kształcie lokomotyw.

Czas rozgrywki:
Rozgrywka śmiga w miarę dynamicznie – w moich partiach nie zdarzyły się chyba żadne przestoje. Może na początku, ale to nie dziwi, bo choć mechanika nie jest tutaj bardzo złożona, to jednak, hm… powiedziałbym, że może ciut nietypowa? Gdy już wszyscy wiedzieli mniej więcej jak grać szło nam sprawnie.

Klimat:
Całkiem spoko. Zarządzanie budżetem indywidualnym jak i tym wspólnym dla każdej spółki dawało fajne uczucie… a może bardziej namiastkę prowadzenia biznesu, gromadzenia zysków. Podoba mi się. Nawet jeżeli to jedynie dość mały, nieskomplikowany mechanizm.

Regrywalność:
Dzięki losowemu ułożeniu kart miast oraz kart udziałów z regrywalnością jest dobrze. Główkowanie i rywalizacja o wpływy w firmach to duża część każdej partii, więc wiele zależy tu od decyzji oraz kalkulacji graczy. To w dużej mierze wpływa na zabawę i moim zdaniem jest wystarczająco wciągające, by w Amerykańskie Koleje raz na jakiś zagrać.

Próg wejścia (przystępność):
Problemów z opanowaniem zasad nie zaobserwowałem ani u siebie ani u osób, którym grę tłumaczyłem. Nie ma ich wiele, instrukcja jest krótka. Podczas czytania miałem drobne wątpliwości, ale po rozłożeniu i zagraniu pierwszej partii było ok.

Negatywna interakcja:
Hm… trochę jej jest, ale znowu nie za dużo – choćby podczas kupowania kart udziałów. Gracz, który jest prezesem może zgodzić się lub nie na zakup danej karty przez inną osobę. Ma możliwość zablokować rywala i zabrania jej dla siebie, tym samym powiększają ‚władzę’ w firmie. Ale przy kupowaniu kart miast już tak nie jest. Niemniej jednak w obu przypadkach można w jakiś tam drobny sposób wpływać na resztę graczy kupując te, a nie inne karty. Ważne – można nawet uniemożliwić zdobycie niektórych zwyczajnie blokując kolumnę (za wysoka cena dostępnych miast/udziałów).

Losowość:
Układy kart są losowe i to tyle. Myślę, że to wystarczająco jak na ten ciężar i rodzaj rozgrywki.

Podsumowanie:

Niezła gra te Amerykańskie Koleje. Ciekawa i ze spoko mechaniką. Z początku nie umiałem określić co o niej sądzę. Było sporo mieszanych uczuć, trochę nie miałem pomysłu jak w nią grać przez co wkradły się wątpliwości. Kolejne partie przyniosły odpowiedź – zarządzanie kasą i rozbudowa spółek może być fajna. Systemu, który rządzi w grze rewelacyjnym nie nazwę, ale na miano porządnego już jak najbardziej zasługuje.
To mała gra, w niewielkim pudełku, z niewielkim sercem, czyli że mechanizmem który sprawia wrażenie trybiku wyrwanego z dużej, zrobionej z pomysłem, maszyny. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że wokół owego trybiku można by zbudować coś więcej. Dodać, uzupełnić, stworzyć planszówkę znacznie bardziej złożoną, działającą na trzonie zbierania udziałów i dochodów. Cóż, innymi słowy choć tytuł ciekawy to brakuje mi w nim jakiegoś rozwinięcia.

Zalet tej małej karcianki nie muszę daleko szukać. Na pewno zaliczają się do nich: proste zasady, nie za długi czas przeciętnej partii, dynamiczna rozgrywka, schludny wygląd. To cechy bez wątpienia pozytywne i oznaka, że Koleje mogą się podobać.

A co mnie nie przekonuje? Nie do końca leży mi instrukcja, nawet pomimo łatwych reguł. Chętnie też przywitałbym tu kapkę bardziej odjazdowe ilustracje… Poza tym nic wyjątkowo słabego nie przychodzi mi na myśl.

Zamykając już więc ten tekst: spodobały mi się Amerykańskie Koleje. Jak na grę lekką sprawują się całkiem nieźle. Co prawda o okrzykach zachwytu nie ma mowy, ale nie mogę też powiedzieć, że jestem zawiedziony. To przyjemna pozycja do rozegrania od czasu do czasu. Po prostu ok, przeciętna, porządnie zmontowana gra.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Uczucie zarządzania finansami firmy, inwestowania, zarabiania.

Najmniej lubię (słaba strona):
Hm, najmniej to chyba wygląd?

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Baldar. Dzięki!