Drzewko tu… jeziorko tam… Cartographers: A Roll Player Tale!

Nie ukrywam, że byłem bardzo podekscytowany możliwością ogrywania Cartographers: A Roll Player Tale jeszcze przed oficjalną premierą. Do dobrej zabawy nie trzeba było wiele – raptem ołówki, kartki papieru i trochę zapakowanych w koszulki kart. Od razu zaznaczam, że zdjęcia zrobiłem właśnie na takim egzemplarzu – samoróbce. Finalna wersja będzie się pewnie, przynajmniej pod względem jakości wykonania, różnić.

Info:

Autor: Jordy Adan
Czas gry: ~30-45 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Rozgrywka rozciąga się na cztery rundy – pory roku w trakcie których gracze będą mogli nanosić na swoje mapy elementy terenu wyznaczane przez karty – odsłania się je jedna po drugiej, aż do momentu w którym osiągniemy wskazany przez daną porę (time threshold) – w przypadku dwóch pierwszych jest to osiem, trzeciej siedem, a czwartej sześć. Natomiast na kartach znajdziemy czasy o różnych wartościach i dobieramy je z potasowanej talii – w związku z czym to jakie i ile elementów przyjdzie nam dodać do obszaru jest zmienne. Ponadto możemy natrafić również na zasadzki – te wprowadzają negatywną interakcję, bo gdy się pojawią gracze przekazują swoje mapy na chwilę do sąsiadów, by Ci mogli nanieść na nie odpowiedni kształt.

Na koniec każdej pory roku przeprowadzamy punktację za odpowiednie karty punktacji. Tych w partii używamy cztery (choć jest ich w Cartographers sporo więcej). W pojedynczej rundzie bierzemy pod uwagę tylko dwie z nich i nigdy nie będzie to dwukrotnie ta sama para.

Warunki zdobycia punktów są bardzo różne – np. za połączenie pól gór polami drzew, za zapełnienie pól po skosie między dwoma krawędziami, za pozostawienie pustych pojedynczych pól otoczonych pełnymi itp.

Dodatkowo punktujemy za monetki, czyli skreślone symbole monet (czasami jest taka możliwość na odsłanianych w rundzie Explore Cards lub za zapełnienie wszystkich przystających pól do gór). I możemy również złapać ujemne pkt za niezapełnione pola przystające do potworów goszczących na naszej mapie ze wspomnianych już wcześniej zasadzek.

Gracz, który zdobędzie więcej punktów od pozostałych wygrywa partię.

To mniej więcej tyle, po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Ze zrozumiałych względów nie będę się tu zbytnio rozpisywał – nie miałem w rękach wersji sklepowej.

Jeżeli chodzi o wygląd to jest spoko, gra trzyma styl Rollplayer’a. Ładne ilustracje i klawo wyglądające mapki mogą się podobać. Średnio pasują mi natomiast oznaczenia i opisy na kartach punktacji – czasami ciężko na szybko połapać się o co danym warunku chodzi.
Poza tym zapowiada się dobrze.

Czas rozgrywki:
Gra się dość szybko, choć warto nadmienić, że wiele zależało od tego jak bardzo przykładaliśmy się do rysowania. Z jednej strony przyjemnie jest pobawić się w kartografów i stworzyć miłą dla oka mapę, z drugiej zaś może to powodować pewne przestoje w zabawie. Tak czy inaczej partie są raczej krótkie – nie sprawdzałem, ale zakładam, że w granicach około pół godzinki.

Klimat:
No… rysowanie drzew, wody, domków i innych klawych symboli pozwala nie tylko na tworzenie ciekawych obrazów, ale dokłada też małą cegiełkę do klimatu. Nie powiem, że jest go tu dużo, ale śladowy posmak na języku zostaje. Wystarczyło zerknąć na komponowane krok po kroku mapki i już. Do tego doszło wsparcie w postaci niezłej szaty graficznej wraz ze znanym już nieco światem Rollplayer’a i proszę bardzo: krystalizuje się klimacik. Lekko wyczuwalny, bo lekko, ale jednak.

Regrywalność:
Mocna! W dużej mierze dzięki zróżnicowanym Scoring Cards i kolejność ich rozpatrywania. Jakby tego było mało jest jeszcze przecież losowy układ kart z terenami w talii eksploracji oraz możliwość wybrania jednej ze stron mapy – A lub B (są od siebie nieco inne). Ah, no i mini dodatek do włączenia do rozgrywki. A poza tym kreślenie mapek jest po prostu przyjemnym i wciągającym zajęciem.

Próg wejścia (przystępność):
Niski, ale nie bardzo niski. Delikatnym utrudnieniem są, o czym już wspominałem, karty z wymogami do punktowania. No i szukanie optymalnego układu kształtów na papierze – jak to poukładać by wycisnąć jak najwięcej punktów – przy całej swojej fajności, zmusza również do kapkę mocniejszego ruszenia głową.

Negatywna interakcja:
Pojawia się za sprawą zasadzek z potworami, które wprowadzamy rywalom na kartki. Spoko sprawa, tyle tylko, że niemało napsuć. Skutki wizyty tych niefajnych gości bywają poważne, bo ujemnych punktów za nieobudowanie da się zgarnąć naprawdę dużo.

Losowość:
Dość wyraźna. Po pierwsze dodaje pożądanej świeżości co partię, a po drugie może być powodem dla którego np. jakieś punktowanie będzie miało sporo mniejsze znaczenie niż inne. Wystarczy, że teren jakiegoś rodzaju dociągniemy rzadko i wtedy okazuje się, że nikt z graczy albo tylko część z nich wypełni cel – co za tym idzie, wyciągnie z niego mało punktów.

Podsumowanie:

Bardzo, bardzo dobra pozycja. Rewelacja. Z olbrzymią przyjemnością siadałem do kolejnych partii. Niby to tylko proste rysowanie, niby już nie raz w coś podobnego grałem… ale coś w tej mechanice jest wciągającego co skłania do super fajnego główkowania. Manewrowanie elementami i budowanie klawo wyglądających map daje mnóstwo frajdy. Frajdy towarzyszącej od samego początku do samego końca każdej partii. Co uważam za super pomysł to kwestia rozpatrywania punktowania parami – najpierw A i B, potem B i C, następnie C i D, a na końcu D i A – oznacza to, że nawet cel A, który na dobrą sprawę można by odpuścić już po pierwszej porze roku, warto mieć jednak na uwadze do końca rundy czwartej, bo może przynieść nam wtedy sporo punktów.

Jestem też na tak dla interakcji, czyli wprowadzeniu do Cartographers Ambush Cards. Owszem, gdy odbierałem swoją kartkę od przeciwnika i widziałem siedzące gdzieś w jej centrum główki z różkami zwykle nie było się z czego cieszyć, ale ostatecznie to moim zdaniem zaleta gry. Podoba mi się, że mam wpływ na poczynania przeciwników, że nie gram sam ze sobą, by na końcu tylko porównać wynik.

Świetnie, że powstało małe rozszerzenie – taki mini moduł z kartami Skill’i. To, że możemy sobie z nich skorzystać wydając wcześniej zebrane monetki wprowadza miejsce na ciekawe decyzje – czy lepiej dostać punkty za monety, czy może opłaca mi się je poświęcić, bo efekt działania Skill‚a przyniesie mi więcej dobrego?

Cieszy też dynamiczna rozgrywka, przystępne zasady, zmienność… zalet jest pełno. Dlatego finalnej oceny nie zakłóca nawet drobne narzekanie na Scoring Cards. Polubiłem Cartographers. Ekstra gra.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Karty celów – różne warunki punktacji.

Najmniej lubię (słaba strona):
Karty celów – a dokładniej ich opisy i ilustracje.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Ogry Games. Dzięki!