I ptaszki… i ptaszki… i kwiatki też… recenzja gry Seikatsu

Seikatsu – wspólne układanie pięknego ogrodu wypełnionego kolorowymi ptaszkami, kwiatami i przemykającymi gdzieniegdzie karpiami koi. Polskie wydanie pojawiło się pod flagą Funiverse i trafiło również w moje ręce. Co o grze sądzę? O tym poniżej.

Info:

Autor: Matt Loomis, Isaac Shalev
Polski wydawca: Funiverse
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~30 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki gracze będą wystawiać żetony z ptakami z ręki na planszę. Może to przynieść natychmiastowe punkty, jeżeli utworzymy z sąsiadującymi skrzydlatymi stado – jeden pkt za dokładany żeton oraz po jednym za każdy pasujący sąsiedni.

Ptaki dobieramy z woreczka, więc jeżeli to jeszcze możliwe, na koniec rundy dociągamy do ręki kolejnego. Gdy zaś wszystkie znajdą się już na planszy przechodzimy do zakończenia partii, czyli zliczamy kwiaty – czyli obręcze znajdujące się na tych samych żetonach co ptaki. Jak? Ano tak: sprawdzamy rzędy z perspektywy naszej pagody. Dostajemy punkty za rodzaj kwiatów, których mamy najwięcej w danym rzędzie. Za pojedynczy żeton – jeden punkt. Za dwa – trzy punkty. Za trzy – sześć i tak dalej. W ten sam sposób sprawdzamy wszystkie interesujące nas linie.

Wygrywa gracz z największą liczbą punktów.

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Jakościowo – super. Solidne żetony, porządna plansza, spoko woreczek, ładne, grube pionki używane na torze punktacji. Od tej strony nie mam zastrzeżeń.
A jeżeli chodzi o szatę graficzną – tą oceniam na ok. Nie jest brzydko, ale nie powiem też, że pięknie. Może być, choć podejrzewam, że wielu osobom Seikatsu spodoba się o wiele bardziej niż mi.

Czas rozgrywki:
Ok. Szybko, dynamicznie, bez przestojów. Rozgrywka śmiga lekko i sprawnie. To filer, choć rozmiarami niekoniecznie go przypomina.

Klimat:
Ilustracje mają tu spore znaczenie, w końcu budujemy śliczny ogród ze zwięrzątkami i bujną roślinnością. I faktycznie jest barwnie, faktycznie pod względem tematu się to spina i umiarkowaną dawkę klimatu ze sobą niesie.

Regrywalność:
Muszę przyznać, że pomysł na grę jest ciekawy, mechanicznie też pojawiają się fajne rozwiązania i finalnie Seikatsu jako całość oferuje szerokie pole do kombinowania. Co prawda kombinowania kategorii lekkiej, nieskomplikowanej, prostej ale jednak. Co więcej w grze jest sporo zmienności, głównie z uwagi na woreczek i dociągane z niego żetony, więc o regrywalność bym się nie martwił…

Próg wejścia (przystępność):
Bardzo niski. Zasady są prościutkie. Level: początkujący.

Negatywna interakcja:
Dużo! Może na pierwszy rzut oka na to nie wygląda, ale negatywnej interakcji w Seikatsu nie brakuje. Wybór miejsca, w którym położyć żeton jest bardzo ważny, bo przecież chcę mieć odpowiednie ptaki w swoich rzędach i dodatkowo zapunktować za nie już podczas wykładania, jednocześnie robiąc tak, by inni zebrali za to jak najmniej profitów. I takie szukanie równowagi pomiędzy punktami dla nas samych i dla pozostałych graczy jest nie dość, że spoko zajęciem to jeszcze generuje silną interakcję na przestrzeni całej partii.

Losowość:
W dobieraniu z woreczka – do przyjęcia. Mam żetony na ręku, przez większość gry aż trzy, więc jest z czego wybierać. Jest ok.

Podsumowanie:

No niestety, nie przekonałem się do Seikatsu. Choć to nie tak, że gra zupełnie mi się nie podoba. Nie jest zła – trochę przecież pograłem, całkiem przyjemnie się przy niej bawiłem… jednak tylko do czasu. W pewnym momencie po prostu przestało mnie do niej ciągnąć. Z początku przypadły mi do gustu zarówno mechanika punktowania za sąsiadujące ptaki jak i jednoczesne przygotowywanie się do punktacji za kwiaty na koniec partii… Spoko jest też interakcja z przeciwnikami – główkowanie jak dokładać korzystnie ze swojej perspektywy, a przy tym nie dając ugrać za dużo rywalom. A może lepiej nabałaganić ciut sobie, kosztem dużo większego namieszania u innych? Poza tym na plus jest również krótki czas pojedynczej partii i lekkostrawne zasady. No i losowość daje radę, nie psuje, a pozytywnie wpływa na regrywalność. Ale. Ale… powolutku, powolutku moje zainteresowanie Seikatsu wygasało. Zaczęło robić się powtarzalnie, początkowe zauroczenie ustąpiło najpierw ciekawości, by ostatecznie zejść ze sceny pozostawiając po sobie miłe wspomnienia, ale nic ponadto.

Z drugiej strony nie mogę odmówić dobrze zrealizowanego pomysłu, porządnie zaprojektowanej mechaniki, wykonania. Bo jeżeli komuś przypadnie do gustu taki charakter rozgrywki to wydaje mi się, że spędzi przy Seikatsu wiele fajnych chwil. Nie zrozumcie mnie źle – zgrabny i przystępny system zagrywania żetonów spleciony z planowaniem nie tylko krótko, ale długoterminowym działa jak najbardziej prawidłowo. Mi po prostu tyle co pograłem wystarczy. Z żetonami już się nakombinowałem, więcej frajdy tu prędko dla siebie nie znajdę. Ale tym z Was, którzy się na zmagania z uprawianiem ogrodu zdecydują, życzę udanych rozgrywek – szansa na to, że Seikatsu przekona Was do siebie jest myślę, całkiem spora.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Fajne punktowanie – podział na ptaki i kwiaty na żetonach oraz perspektywa.

Najmniej lubię (słaba strona):
Po jakimś czasie mało emocjonująca.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Funiverse. Dzięki!