Dyby i domki, świnki i łąki… recenzja gry Zamek

Dwuosobówka, kafelki, rywalizacja o kontrolowanie terenów, ograniczenie rozbudowy dzięki ramkom, bonusy do zgarnięcia i wykorzystania w trakcie partii – brzmi ciekawie? Myślę, że tak. Oto Zamek, wydany przez Naszą Księgarnię, bazujący na systemie znanej serii Carcassonne.

Info:

Autor: Reiner Knizia
Polski wydawca: Nasza Księgarnia
Liczba graczy: 2
Czas gry: ~45 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Na terenie otoczonym przez płytki muru gracze będą wystawiać kafelki, na których stworzą różnego rodzaju obszary. Za kontrolę nad nimi będą mogli zdobywać punkty, a osoba z największą ich liczbą wygra partię.

Dokładając nowy kafelek gracz może, oczywiście zgodnie z konkretnymi zasadami, położyć na nim swojego pionka. Sam wybiera rodzaj obszaru, na którym wystawi poddanego, przy czym musi sprawdzić, czy kogoś już tam nie ma: na nowo dokładanym kaflu nie będzie żadnego pionka, ale gdy położymy go i dołączymy do innego/innych obszarów może okazać się (co zdarza się często), że powstanie większy teren/tereny, na którym już wcześniej został wystawiony ludzik.

Za co punktujemy? Za kontrolę, czyli przewagę:

  • Skończenie drogi (zamknięcie wszystkich odnóg) – po jednym punkcie za kafelek jaki na tą drogę przypada. Po dwa zaś, jeżeli znajdują się na niej dyby.
    Zamknięty chlew – po dwa punkty za kafel wchodzący w jego skład.
    Ukończenie domu – po jednym punkcie od kafla, z którego się składa.
    Kapliczki – po trzy punkty od sztuki, sprawdzamy cały zamknięty teren. Punktuje się za nie na koniec partii.
  • Dodatkowe punkty dostaje też gracz za posiadanie siedziby, czyli domu, który zbudowany jest z największej liczby kafli. Zgarnia się tyle punktów ile ma największy niewypełniony kaflami obszar wewnątrz murów.
  • No i jak wspomniałem wcześniej, możemy też dostać punkty dzięki żetonom specjalnym – czy to wpływając na zdobycze w trakcie partii czy to na jej koniec.

Ode mnie tyle. Po więcej odsyłam do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Mam mieszane odczucia. Z jednej strony szata graficzna, taka trochę bajkowa i całkiem ładna, wpada w oko i myślę, że spokojnie może się podobać. Ale z drugiej mamy tu sporo żetonów specjalnych, które wyraźnie odstają – głównie rewersem, na którym znajduje się… świnka. I wszystko ok, bo w końcu mnóstwo kafli w grze składa się z fragmentów chlewu… tylko szkoda, że owa świnka jakoś niezbyt pasuje do zgrabnie ilustrowanej reszty. Cóż, na szczęście to tylko niewielka część komponentów, które skrywa pudło. Reszta podoba mi się już znacznie bardziej.

Co do jakości nie mam zastrzeżeń – elementy wydają się być solidne.

Czas rozgrywki:
W pewnym stopniu sporo zależy od tego jak dobrze znamy grę. Choć tak czy inaczej rozgrywki nie powinny trwać bardzo długo. Raczej średnio, na szczęście z dynamicznym przebiegiem – to przecież tytuł tylko na dwie osoby.

Klimat:
Hm… Nie jest źle. Wykonanie robi robotę. Fajnie obserwować rozrastające się włości i często zmieniające swoje pozycje pionki poddanych. W trakcie rozgrywek na naszych oczach powstają barwne tereny pełne między innymi domów, spacerujących mieszkańców, wielkich połaci chlewów zamieszkałych przez futrujące coś świnki. Kafelki tętnią życiem i wprowadzają do gry sporo klimatu. Co ciekawe, gdy uważnie się przypatrzyć można znaleźć na nich również wiele ciekawych, no… różności, ozdabiających ziemie wewnątrz murów.

Regrywalność:
Jest ok. To przyjemne zmagania z dużą zmiennością co partię. Głównie ze względu na losowy dobór kafli, ale również dzięki żetonom specjalnym, które są dla graczy źródłem fajnych bonusów – czy to do punktacji na koniec rozgrywki czy w jej trakcie dając możliwość rozegrania dodatkowej tury lub gwarantując więcej punktów, gdy kończymy chlew/dom. Regrywalność Zamku oceniam na plus.

Próg wejścia (przystępność):
Niski. Nie ma tu wiele wyjaśniania, bo i zasad nie ma dużo, a poziom ich skomplikowania jest niewielki. Łatwo załapać o co chodzi. Cieszy przystępny skrót na końcu instrukcji.

Negatywna interakcja:
To w końcu pojedynek 1 vs 1, więc przestrzeni do interakcji nie brakuje. Kombinowanie jak tu przejąć jakiś wartościowy obszar jest mnóstwo. Chociaż warto zaznaczyć, że wcale nie musimy się na tym koncentrować. Wiele zależy od tego jak postanowimy grać – czy będziemy podpinać się do tego co układa przeciwnik, czy zdecydujemy się budować sami sobie, pokojowo gromadząc punkty. Osobiście uważam, że fajniej wziąć się za blokowanie i dołączanie, no ale jak kto woli.

Losowość:
Trochę jej jest. Pojawia się w żetonach specjalnych, dotyka ułożenia kafelków (bo mieszamy je przed rozpoczęciem partii). Sporo jak na grę tego kalibru, ale daleki jestem od stwierdzenia, by źle wpływało to na zabawę. Owszem, czasami może zdarzyć się, że coś nam nie podejdzie, że nie uda dorwać kafelka na który bardzo liczymy, ale nie przesadzajmy, Zamek przez to nie traci…

Podsumowanie:

To był przemiły powrót do systemu uwielbianego przez moją drugą Połówkę. Sam już tak często po Carcassonne nie sięgam, ale do Zamku usiadłem z nieskrywanym zaciekawieniem i uśmiechem na ustach. Raz, że chciałem zrobić Jej przyjemność, a dwa, że najzwyczajniej w świecie miałem ochotę pograć i sprawdzić jak gra chodzi na dwie osoby. Nie rozczarowałem się. Spodobały mi się rozwiązania zastosowane w Zamku – między innymi żetony specjalne, ograniczony teren do rozbudowy, punktowanie za największą siedzibę. To wyraźne plusy gry, której ostatecznie niewiele mogę zarzucić. Co oznacza tyle, że oceniam ją pozytywnie – nawet bardzo. Główkowanie z tym jak użyć pojedynczego, właśnie dociągniętego kafelka w taki sposób, by późniejsze ‚area control’ przyniosło nam jak najwięcej korzyści daje moc frajdy.

Oczywiście, nie będę pisał o innowacji i rewelacyjnej rozgrywce, która przekona każdego. Uważam, że kto tego rodzaju gier nie lubi, pewnie Zamek jego zdania nie zmieni, ale w drugą stronę powinno być lepiej. Gra broni się i myślę, że jak najbardziej może podobać.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Punktowanie. Ramki planszy i możliwość dokładania elementów w różnych miejscach. Żetony specjalne.

Najmniej lubię (słaba strona):
Losowość – głównie jeżeli chodzi o żetony specjalne?

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Nasza Księgarnia. Dzięki!