Księżycowo… Nova Luna

Info:

Autor: Uwe Rosenberg
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~30 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Partię w Nova Luna wygrywa osoba, która jako pierwsza zużyje, czyli wyłoży na płytki z zadaniami, dwadzieścia żetonów. Płytki rozłożone wokół Koła Księżyca (Moon Wheel) zdobywa się w trakcie partii i układa w swojej strefie gry – a występują w czterech kolorach i z różną ilością zadań do wypełnienia.

Pojedyncze zadanie polega na dołączeniu do danej płytki innych płytek w odpowiednim kolorze/kolorach. Dla przykładu: jeżeli zadanie składa się z trzech kropek: dwóch żółtych oraz jednej czerwonej oznacza to, że aby je wypełnić i móc przykryć żetonem należy dołożyć jako sąsiadujące (nie po skosie) właśnie płytki żółte i czerwoną. Co ważne: płytki w tym samym kolorze ‚przewodzą swój kolor’. Innymi słowy: jeżeli płytka żółta ma po sąsiedzku inną żółtą płytkę, to obie liczą się do zadań na płytce z którą styka się tylko jedna z nich.

Co się tyczy Koła Księżyca to pomaga ono przede wszystkim w śledzeniu kolejności graczy, a także za miejsce wokół którego układa się płytki. Mechanizm polega na tym, że pionek z księżycem przestawiany wokół Koła wskazuje trzy dostępne dla aktywnego gracza płytki (patrząc w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara). Pobranie jednej (i przestawienie w to miejsce pionka księżyca) powoduje, iż żeton gracza znajdujący się na Kole należy przesunąć o tyle miejsc, ile wskazuje płytka. Tym sposobem zmieniać się może kolejność ruchu graczy, gdyż płytki pobiera osoba znajdująca się na ostatniej pozycji (albo na wierzchu stosu żetonów kolejności). Na przykład: Mając pięć pól straty do lidera i biorąc element ‚kosztujący’ trzy, zostają nam jeszcze trzy ruchu ‚do wydania’, by minąć pionek z pierwszej pozycji. Potem, gdy weźmiemy kolejny element za dwa i znajdziemy się na wierzchu znacznika lidera i znów możemy wziąć płytkę.

I to mniej więcej tyle. Gracze dobierają płytki, układają je i starają łączyć w taki sposób, by wykonywać zadania.

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Pierwsze co było dla mnie w tej kategorii istotne to kolory. Na szczęście (bo daltonizm) bez trudu udało się je rozpoznać. Reszta to sprawa drugorzędna, ważne że da się grać. Szata graficzna może nie powala, ale przynajmniej jest estetycznie, czytelnie, a przez to również wygodnie. Do wykonania nie mam zatem zastrzeżeń. Nova Luna prezentuje się po prostu poprawnie.

Czas rozgrywki:
O dziwo zdarzały się momenty, małych bo małych, ale jednak spowolnień. Czasami ktoś chciał się dłużej zastanowić nad ruchem (pewno nie tylko jednym, również tymi na tury wprzód), a przez to reszta musiała kapkę się wstrzymać. W związku z dynamicznie zmieniającą się sytuacja na Kole Księżyca nie zawsze łatwo oszacować przed swoją kolejką co mogli będziemy zabrać. Ale nie uważam, by był to jakiś wielki problem, bo gra mimo wszystko do ciężkich ani wolnych nie należy. Zazwyczaj swoje ruchy wykonuje się szybko, a całość śmiga sprawnie.

Klimat:
Jak na mój gust: brak. Abstrakcyjna układanka.

Regrywalność:
Bardzo duża. Grało mi się super i nie sądzę, by prędko miało ulec to zmianie. Wyborna planszówka o ciekawej mechanice. Układanie choć powtarzalne, wciąga i świetnie wpasowuje w me gusta. Losowość pozwala zachować odpowiednią jak dla tego kalibru gry świeżość – zatem o regrywalność się nie martwię. Rewelacja.

Próg wejścia (przystępność):
Reguły to łatwizna. Wyjaśniając je czy też próbując samemu zrozumieć poszło gładko. Fajnie, że instrukcja jest krótka, a do tego udekorowana obrazkowymi przykładami.

Negatywna interakcja:
Interakcja polega na pobieraniu płytek z Moon Wheel. Można zwinąć coś komuś albo dołożyć sporo nowych elementów, gdy się kończą. I to tyle. Nic wielkiego, może nawet za mało, choć samo wypełnianie zadań daje mi tak dużo radochy, że jakoś mi taki stan rzeczy nie przeszkadza.

Losowość:
Dopasowana do całokształtu. Wpływa na zmienność w grze, świetnie pasuje do mechaniki dobierania elementów. Czasami może ciut negatywnie wpływać na wykonywane zadania – gdy będziemy chcieli jakiegoś konkretnego koloru, a ten się nie pojawi albo pojawi w kiepskim momencie. To faktycznie może frustrować, ale raczej na krótką metę.

No i… moooże być, że niekorzystny układ płytek spowoduje, że przez niego przegramy, ale nie jestem tego do końca pewien.

Tak czy inaczej – losowość jak dla mnie – na plus.

Podsumowanie:

Nie będzie chyba przesadą jeżeli napiszę: Nova Luna to wyśmienita planszówka. Nie, to może być nawet za mało. To W Y Ś M I E N I T A planszówka. S U P E R.

Ma w sobie wiele cech, które w tytułach tej ‚wagi’ i tego typu szukam. Proste reguły, dopracowaną mechanikę, dobry wygląd. Do tego, co jest niezmiernie ważne, wciąga i daje ogrom satysfakcji tak podczas główkowania w trakcie jak i po zakończeniu (wygraniu!) wyścigu w wykładanie żetonów. Owszem, mógłbym doczepić się do kwestii negatywnej interakcji czy detali w losowości, ale rozwodzenie się nad tym byłoby zdecydowanie na wyrost. Nawet delikatne niedociągnięcia w tych sferach NL nie zaburzają świetnie zmontowanej całości.

Dla kogo zatem Nova Luna? Myślę, że niejednokrotnie okaże się odpowiednią pozycją dla początkujących. Nie wyklucza to jednak upodobania ze strony tych bardziej wymagających. Uważam, że ma do zaoferowania wystarczająco dużo, by spodobać się szerokiej grupie odbiorców o różnym stopniu zaawansowania. Mechanizmy gry choć w gruncie rzeczy proste dostarczają dawkę smacznych i ciekawych decyzji nad którymi przyjemnie posiedzieć i trochę pomyśleć.

Finalnie zatem, w kategorii abstrakcyjnych układanek Nova Luna mocno się wyróżnia. To kawał solidnej planszówki, zdecydowanie zasługującej na wysoką notę. Brawo. Brawo. Brawo.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Zgrabna mechanika, system łączenia kolorów i wypełniania zadań.

Najmniej lubię (słaba strona):
Może odrobinę losowość… może…

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Pegasus Spiele. Thanks!