Jakie pięęękne kwiatki… o grze Esy Floresy

Info:

Autor: Elizabeth Hargrave
Polski wydawca: Lucky Duck Games
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: ~20 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Zabawa w przekazywanie kwiatów. Mała gra, w której używamy jedynie osiemnastu kart, przy czym do pojedynczej rozgrywki niekoniecznie będą to wszystkie z nich. Partia dzieli się na trzy rundy, w każdej gramy w pewnym sensie od początku – zbieramy po cztery karty na gracza i rozpatrujemy ich efekty. Po podliczeniu punktów tasujemy wszystkie karty i zaczynamy od nowa. Na koniec gry sumujemy zgromadzone punkty z wszystkich trzech odsłon, by wyłonić zwycięzcę.

W swoim ruchu gracz dobiera dwie karty z kwiatami ze wspólnego stosu. Decyduje, którą z nich położy przed sobą rewersem, a którą awersem ku górze. Rywal zabiera jedną dla siebie, druga przypada oferentowi – obie zostają na stole u właścicieli. Zdobyte kwiaty układamy od lewej do prawej strony – kolejność ma znaczenie dla części efektów, podobnie jak to czy karta jest zakryta czy odkryta. Gdy wszyscy grający będą mieli po cztery karty przechodzimy do fazy o nazwie: przed punktacją (są efekty działające właśnie wtedy), a potem do punktacji. Symbole z serduszkiem to punkty, dodaje się do nich te uzyskane z pozostałych efektów (mogą to być na przykład: za posiadane karty w podanym kolorze, za posiadanie odpowiedniej liczby jawnych kart, za sąsiadującą, za zebrane serca).

I to mniej więcej tyle, po komplet reguł odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Śliiiiczne… są te kwiatki. Co tu więcej dodać? Całość prezentuje się bardzo dobrze, cieszą opisy zdolności przedstawione jasno, zrozumiale. Fajnie, że jest notesik do liczenia punktów.

Czas rozgrywki:
Esy floresy śmigają gładko i szybko. Nie liczyłem czasu poświęconego na poszczególne partie, ale są krótkie, czasem nawet bardzo krótkie.

Klimat:
Hm… Wręczamy sobie kwiatki i tyle. Szczypta klimatu w tym jest, ale raczej niezbyt się na nim skupiałem. To zbyt mała i szybka gra, w której więcej czasu spędzałem na czytaniu tekstu na kartach i główkowaniu nad tym jak zagrać w swoim ruchu.

Regrywalność:
Spoko! Myślę, że zróżnicowane efekty i układy kart pozwalają na dobrą zabawę przez długi czas. Jak na mały i lekki filerek jest świetnie.

Próg wejścia (przystępność):
Reguły to łatwizna – wystarczy zerknąć na króciutką instrukcję.

Negatywna interakcja:
Składanie ofert daje w tej materii spore pole do popisu – jak spowodować, by ktoś wziął kartę której nie chcemy i zostawił tą na jakiej nam zależy? A patrząc z drugiej strony – może warto zabrać coś co niekoniecznie się nam przyda, ale popsuje zestaw któremuś z rywali. To wystarczy.

Losowość:
Choć talia kart jest szczupła i sporo z nich przewinie się przez stół podczas partii, to losowość potrafi czasami sporo namieszać – tak pozytywnie jak i negatywnie. Trudno ocenić, czy może zaważyć na wyniku rozgrywki…

Podsumowanie:

Sprytna, mała, żwawa karcianka. Do tego w ładnej oprawie, o prostych regułach, z wysoką dynamiką rozgrywki – no i proszę bardzo, oto Esy Floresy jawią się jako lekkostrawny filer z przeznaczeniem dla szerokiej gamy odbiorców – tych z mniejszym, ale także i większym planszowym doświadczeniem czy zacięciem.

Zadziwiająco ciekawa. Chyba tak mógłbym ją jeszcze określić. Po przeczytaniu zasad miałem spore obawy co do tego, czy znajdę tu coś interesującego dla siebie. Tylko cztery karty na rundę? Tylko osiemnaście kart w ogóle (nie licząc tych dodatkowych potrzebnych do trybu solo)? I to wszystko grane jedynie w trzy rundy? Meh…

A jednak. Okazało się, że Esy Floresy nawet mi podeszły. Klawo wymyślony system bazujący na punktacji, między innymi, zależnej od pozycji karty w szeregu lub położenia kart (awers-rewers) zapewnia moc kombinacji, a co za tym idzie, niezłego główkowania. Konieczność składania ofert – jedna karta dla mnie, druga dla Ciebie – tworzy przyjemną interakcję, która wynosi grę ponad poziom przeciętny – wprost na level: dobry. Czemu nie bardzo dobry?

Bo kart ciut mało, więc po jakimś, pewnie niezbyt krótkim, ale jednak, czasie się opatrzą. Super, że żadna się nie powtarza, ale chce się więcej. No i te cztery karty na rundę to faktycznie kapkę niewiele – pozostaje niedosyt. Chce się zbudować dłuższe szeregi i mocniej posmakować punktowania.

I to tyle. The end.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Fajny system składania ofert.

Najmniej lubię (słaba strona):
Trochę losowość. Trochę za krótka, nie można rozwinąć skrzydeł.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lucky Duck Games. Dzięki!