Pradawne drapieżniki w natarciu… o Apex Theropod Deck-Building Game Collected Edition

Info:

Autor: Herschel Hoffmeyer
Liczba graczy: 1-6
Czas gry: ~60-160 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Wiadomo, nie jestem wyjątkiem, wielu z nas dzieli przecież tę samą pasję – pasję do dinozaurów. Choć obecnie już nie tak aktywnie jak za dzieciaka, wciąż bardzo lubię coś tam o nich poczytać lub chociaż chwilę pogapić. I Apex Theropod dało mi taką możliwość. A nawet nieco więcej, bo oddaje w me ręce karty, dzięki którym pokieruję własnym gatunkiem, rozwinę go, zapoluję na zwierzynę, zmierzę się w walce o dominację o tytuł najpotężniejszego drapieżcy na Ziemi z inną potężną bestią. A wszystko to zgodnie z historią, czyli zanim… znów uderzy śmiercionośna asteroida.

To gra głównie pod solo. Owszem, można zmierzyć się z innymi graczami, ale (sprawdziłem) to wydaje się to trochę jak wariant dołożony na siłę. Opisuję więc głównie z perspektywy rozgrywek dla jednej osoby.

Zabawa polega (w sporym uproszczeniu) na rozbudowywaniu swojej talii o nowe karty dobierane z dwóch stosów: naszego prywatnego zestawu dla wybranego gatunku oraz z talii kart ewolucji (ten deck jest taki sam w każdej partii). Po drodze mierzymy się z dinozaurami z przygotowanego wcześniej Hunt deck’u, które pojawią się na torze zwanym Game Trail. Pośród nich znajdziemy nie tylko standardową zwierzynę, ale również Boss’a i jego wsparcie. Pula kart zarówno dla jednostek zwykłych jak i Bossów oraz Minionów jest o wiele większa niż będziemy potrzebować do jednej rozgrywki. Możliwości złożenia Hunt decku jest mnóstwo (podstawowych Bossów jest aż piętnastu, każdy z innymi poplecznikami).
Ponadto na naszej drodze staną również warunki środowiskowe (Environment deck), na których końcu czeka… a jakże, wyginięcie. To właśnie ten stos określają długość partii i poziom trudności danej gry. Może być większy lub mniejszy, w zależności od dołączonych kart ułatwiających. Ponadto wydarzenia środowiskowe również wybieramy z większego zestawu (tylko dwa są obowiązkowe, reszta może się zmieniać).

A zatem: po odkryciu karty Environment, która wprowadza jakiś efekt na aktualną rundę i uzupełnieniu toru do polowania (dino z Hunt decku mają również swoje efekty: np. związane z polowaniem lub natychmiastowy w postaci zasadzki na gracza) oraz rynku ewolucji przychodzi czas na akcje gracza. Zanim będziemy mogli z nimi pokombinować musimy jeszcze sprawdzić tak zwane Alert cards, które mogą spowodować, że ustawiona wcześniej zasadzka się nie uda, a karty na nią przeznaczone wylecą na stos odrzuconych – często jest to kluczowy dla przebiegu gry element, bo pozwala przechować pewne karty na odpowiedni moment w późniejszych turach.

Jakie akcje nam przysługują? Jak wspomniałem: będziemy mogli zastawić pułapkę, czyli odłożyć do trzech kart z ręki na Ambush Point, z którego później można ich użyć. Możemy zagrywać karty ewolucji z ręki, by odpalać ich efekty – ważny jest np. wylęg, dzięki któremu odkrywamy karty z talii Apex, czyli indywidualnej talii dla wybranego gatunku (przygotowuje się ją przed rozpoczęciem). Możemy polować, dzięki czemu zdobywamy karty z toru Game Trail (jeśli uda się wyłożyć wymaganą liczbę Hunt Points do pokonania ofiary), które później służą punktami ewolucji do zakupu kart z toru ewolucji oraz tych z talii Apex.
Co więcej – jeżeli w trakcie gry pojawi się Boss możemy z nim walczyć lub uciekać. Każdy z głównych przeciwników ma przypisane warunki z efektami (Battle Conditions), a to którego użyjemy zależne jest od wyniku Hunt Points jaki zgromadzimy w aktualnej rundzie starcia.
Jeżeli przed końcem rozgrywki nie uda się nam pokonać Bossa, będziemy mieli ostatnią okazję zmierzyć się z nim w finałowej rundzie. Gdy go pokonamy to wygraliśmy grę.

I tak to mniej więcej wygląda: zdobywamy karty, polujemy, rozwijamy swój deck i staramy się wzmocnić i przetrwać w dobrej kondycji przed podjęciem rękawicy z bossem.

Po więcej informacji, pełne reguły, odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Pudło jest ciężkie i od zewnątrz wygląda ekstra. W środku skrywa masę zawartości, kart jest cały ogrom. Plansze są grube i wydają się być dobrej jakości, też wyglądają całkiem nieźle. Dodatkowa, fajna metalowa monetka to przyjemny drobiazg. Jeżeli zaś chodzi o same karty to coś mi się zdaje, że na dłuższą metę koszulki ochronne mogą okazać się przydatnym akcesorium.
Co się tyczy ich oprawy graficznej to średnio mi leży. Część obrazków zachwyca, część prezentuje się ubogo. A poza tym sprawia to wszystko wrażenie kapkę niespójnego, nierównego. Myślę, że od tej strony mogło być znacznie lepiej.

Czas rozgrywki:
Sporo czasu może zająć zarówno przygotowanie partii jak i segregowanie po skończonej rozgrywce. Jest trochę szperania w pudle przy składaniu różnych talii, jest też co rozdzielać na koniec. Czas pożera etap przygotowywania deck’u swojego gatunku dinozaura – jeśli zdecydujemy się na samodzielne złożenie zamiast wybierania w ciemno, to kolejnych kilka, a może i więcej minut przeleci przez palce. Natomiast gdy już przejdziemy do samej gry (przypominam – solo), powinno iść sprawnie. Zakładając, że dobrze znamy zasady.

Klimat:
Jest nieźle. Fajnie pograć różnymi gatunkami dinozaurów. Klawo przebiega ewolucja oparta o dodawanie kart opłacanych za pokonane ofiary. Bardzo podoba mi się walka ze zróżnicowanymi przeciwnikami. Cieszy, że mają ciekawe zdolności, w tym również efekt Ambush aktywowany, gdy wychodzą na planszę. Wydarzenia odpalane z talii Environment to przyjemny dodatek, który powoduje spoko uczucie egzystowania w niekoniecznie przyjaznym środowisku, wprowadza fajną świeżość do każdej rundy – nierzadko jednak krzyżując szyki. Starcia z Bossami należą do ciekawych doświadczeń z racji unikatowości dinozaurów.

Regrywalność:
Zasoby kart są ogromne, elastyczność na poziomie wyboru i złożenia talii gatunku, wyboru Bossa, skompletowania talii polowania czy talii kart środowiska jest duża. Do tego poziom trudności częściej niż rzadziej bywa wysoki, więc jest wyzwanie, które w jakimś stopniu skłania gracza do ponownego podjęcia rękawicy. Dlatego regrywalność oceniam bardzo dobrze. Jeżeli komuś Apex leży mechanicznie, będzie miał moc zabawy z zawartością tego ciężkiego pudła.

Próg wejścia (przystępność):
Wysoki, bo instrukcja nie należy do najlepszych i sporo musiałem grzebać w Sieci, żeby wyjaśnić wątpliwości. Później, gdy już opanowałem podstawy okazało się, że Apex jest całkiem prosty, ale początki… uh. Poza tym trudność gry wiąże się tutaj w dużej mierze z losowością, która może bez trudu stworzyć wyjątkowo trudne warunki, nierzadko nawet wtedy gdy czujemy się mocni i zorganizowani. Poza tym dwie ostatnie zaplanowane rundy bywają prawdziwie nokautujące, gdyż zmuszają do odrzucania i usuwania kart. Gdy już wiemy, że przed finałowym starciem czeka nas taki los, możemy próbować się przygotować, tyle dobrego.

Negatywna interakcja:
Solo – brak. Multi – można zaatakować rywala i po wygraniu starcia zwinąć mu kartę wcześniej upolowanej ofiary, dzięki czemu będziemy mieli punkty ewolucji do wydania na kolejne karty do swojej talii. Poza tym jest też mała rywalizacja o to co dostępne z zasobów wspólnych. Kiedy graliśmy we dwoje to woleliśmy skupić się na 'swojej grze’ zamiast atakować jeden drugiego.

Losowość:
Spora i potrafi mieć znaczenie dla wyniku rozgrywki. Jeżeli dobierzemy sobie bez sprawdzania karty do różnych talii to jest spora szansa, że nieprzyjemnie się później zaskoczymy. Taki np. niespodziewany Ambush czy mocna karta z talii środowiska albo brak odpowiednich kart do aktywacji działania innych kart to tylko początek ewentualnych trudności. Poza tym starcie z Boss’em w nieodpowiednim momencie (choć nie tylko, bo nawet w tym przewidywanym na koniec gry) może być bardzo… cóż nieprzewidywalne i wymknąć się spod kontroli przez pechowy dociąg na rękę. Dam tu przykład: w jednej z partii mogłem zadawać obrażenia Boss’owi tylko dobierając karty ran określonego typu – w międzyczasie sam dostawałem rany (z tego samego stosu). Wybrałem w ten sposób wszystkie rany danego rodzaju i nie mogłem zadać wymaganej ich liczby przeciwnikowi.

Podsumowanie:

Klimatyczna i o wielkich pokładach regrywalności. Trudno w nią wygrać, losowość może nieco frustrować, długo się przygotowuje i składa. Prezentuje się przyzwoicie, ale niestety miejscami brakuje jej urody. Znacznie lepiej sprawuje się w wariancie solo niż multiplayer. Instrukcję ma raczej kulawą, ale gdy już zatopić zęby i poświęcić grze chwilę czasu, odpłaca całkiem płynnym i przystępnym modelem rozgrywki. Tak mniej więcej w pigułce określiłbym Apex’a. A dalej…

…dalej to podoba mi się wizja wcielenia się w drapieżnika, którego w trakcie rozgrywki mogę dość swobodnie rozwijać. Fajnie poluje się na przeróżną zwierzynę i inwestuje punkty ewolucji zarówno w geny jak i dodatkowych przedstawicieli konkretnego gatunku. Cieszy puchnąca talia uzupełniana o kolejne karty i możliwość zagrywania coraz silniejszych umiejętności. Szkoda trochę, że niektóre efekty w grze potrafią bardzo szybko cofnąć nas o kilka kroków wstecz, a bywa, że stanie się to już w chwilę po tym jak je zrobiliśmy – na przykład zmuszając do pozbycia się karty, którą ledwo co udało się dodać do decku. Oczywiście takie sytuacje da się podciągnąć pod pojęcie realizmu, ale nie zmienia to faktu, że działa kapkę zniechęcająco.

Fajne jest też to, że możemy nie tylko zasiąść za sterami różnych dino, ale również zmierzyć się z Bossami o odmiennych cechach. Wraz z nimi pojawiają się poplecznicy, którzy zmieszani z armią wielu innych jednostek w talii polowania kuszą ciekawym oraz świeżym wyzwaniem. Nie należy zapominać o kartach środowiska urozmaicających, a przy tym często utrudniających, zmagania w świecie Apex’a.

Jako tytuł do grania w pojedynkę gra sprawdza się znakomicie. W multi jest troszkę gorzej, chociaż nie fatalnie. W wieloosobowy da się pograć, ale nie byłby to mój pierwszy wybór. Rozgrywka się wydłuża, traci na dynamice, nie możemy stawić czoła Bossowi wcześniej niż na sam koniec partii. Co więcej finałowe starcie (na szczęście jest alternatywa, ale podano, że wydłuża grę) zostało skrócone do jednego ataku, co raz, że podatne jest mocno na losowość, a dwa, że traci na smaczku, którego można zaznać w solo.
Interakcja między graczami w postaci atakowania celem przejęcia kart z punktami ewolucji ma sporo sensu, ale to, że odkrywamy w jednym momencie wybrane karty i sprawdzamy kto wygrywa (porównując Hunt Points) przywołuje dodatkowe ryzyko oraz daje możliwość broniącemu na wymianę kart z ręki. Jedna czy dwie gry multi to niewiele, by ocenić to rozwiązanie, ale wystarczająco dużo, bym mógł zdecydować – wolę doświadczać Apex’a w pojedynkę.

Warto wspomnieć, że w pudle znajduje się też rozszerzenia wprowadzające 'Nieumarłe’ Dinozaury oraz talię Cyborgów-Dinozaurów. To pierwsze wymaga nieco innego przygotowania rozgrywki i jest odrębnym trybem. To drugie to grywalna talia.

Aha – i jeszcze jedno – zróżnicowanie w taliach gatunków. Chociaż faktycznie są różne od siebie, to w przypadku części z nich w trakcie gry nie czuje się (patrząc po zdolnościach i sile) tego AŻ tak bardzo. To detal, ale chyba wart zaznaczenia.

I pewnie gdyby nie to, że instrukcja jest słabo napisana, wygląd nierówny, a losowość trochę dokuczliwa to nie miałbym Apex’owi zbyt wiele do zarzucenia. Bawiłem się przy nim dobrze, chętnie poznawałem nowe talie, podobało mi się wiele elementów rozgrywki, z ciekawością toczyłem walki z Bossami. Ogólnie rzecz biorąc to kawał niezłej karcianki, która może zagościć na stole na długie godziny.

Ale gdy dobrze się nad nią zastanowić to nie ma tu rozwiązań, które czynią z niej dzieło wyjątkowe czy wybitne. Jest po prostu ok. To tytuł wart uwagi, nawet pomimo pewnych niedoskonałości. Myślę, że spokojnie może się podobać i zaspokajać potrzeby na porządny solo deckbuilder, który stawia przed graczem fajne (trudne) wyzwania.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Klimacik. W gruncie rzeczy całkiem proste reguły.

Najmniej lubię (słaba strona):
Ciężko zacząć, trzeba było trochę poszperać w różnych miejscach zanim ogarnąłem reguły. Czasami wysoki poziom trudności – nie podobają mi się działania dwóch ostatnich kart Environment używanych w każdej partii.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości Outland Entertainment. Thanks!