Po złoto i inne błyskotki… Łowcy Skarbów!

Więcej zdjęć? Dodatkowy wpis znajdziesz tu: Look inside! – Łowcy Skarbów!

– Aj, aj ser! Pakujemy toboły i pora zasuwać na szlak. Kabzon sam się nie wypełni, a Niemrawy marudzi, że od tygodnia porządnie nie podjadł. Ruszamy, ruszamy!
– Na Twoim miejscu… śmierdzący Paziu, nie byłbym taki chojrak. Ta trasa to nie zabawa, nie będziemy tam sami cwaniaczku. Pilnuj pleców, bo niewiadomo kiedy zaswędzi Cię grot strzały.
– AHOJ EKIPA!
– Nieeee.. Niemrawy…
– Zjadłbym coś! Ile można na Was czekać? Zbierać sprzęt na grzbiet, ruszamy w świat, ino chyżo!
– Jeszcze pożałujecie. Wrócimy z niczym, albo zostanie nam jeszcze mniej. Ktoś tam ponoć widział gobliny. Tako rzekłem.

I wyruszyli, dobrani w ekipy śmiałków nawiedzić pobliskie krainy w celu zdobycia tego co w ich świecie najważniejsze – błyskotek. Sprytem i siłą przepychali się po cuda niewidy i… niektórzy nawet wyszli z tego zwycięsko. A gdy u kresu podróży z dumą i w chwale zliczali mamonę, o swą dolę upomniały się pazerne gobliny.

Tak, właśnie tak. Więcej mądrości znajdziecie tam w dole.

lowcy44

Suche fakty:

Autor: Richard Garfield
Polski wydawca: Rebel
Data wydania: 2015
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: ~40 minut

Regułki:

Zasady rządzące Łowcami mieszczą się na kilku stronach przejrzystej instrukcji i nie mają w sobie nic wybitnie skomplikowanego. Z początku każdy z graczy dobiera po dziewięć kart z ogólnej talii i zostawia sobie jedną z nich. Następnie przekazuje pozostałe osiem do jednego z sąsiadów. Kolejno zostawiamy w swojej puli drugą kartę i ponownie oddajemy pozostałe dalej. Karty wędrują, wszyscy mogą je sobie z radością pomacać, zawsze zostawiając po jednej dla siebie. Mechanizm to bliźniaczy choćby do popularnych 7 Cudów Świata. Gdy wymiana dobiegnie końca i wszyscy złożą swoje zestawy, można przejść do kolejnej fazy rozgrywki.

Na składanej planszy znajdują się trzy odrębne krainy do których gracze wykładać będą swoje jednostki i akcje specjalne. Tytułowi łowcy określeni są wartością siły, którą da się modyfikować za pomocą kart specjalnych.

Po sprawdzeniu i porównaniu krzepy w pierwszej lokacji i przydzieleniu za nią (zawsze jawnych) skarbów, rozpatrywane będą kolejne miejscówki. Ciekawy mechanizm zastosowano właśnie w kwestii błyszczących rarytasów. Po pierwsze nie zawsze są takie błyszczące, czasami mają wartość ujemną. Po drugie przyznawane są najsilniejszemu i najsłabszemu graczowi. Ten, który nie wycyrkluje poprawnie i zostanie „pośrodku” – przypadnie okrągłe nic.

Następnie nadchodzi faza spotkań z goblinami. Te odkryte są od początku każdej fazy i czyhają odważnie na cudzą mamonę. Porównujemy je z siłą psów ochronnych, które dostępne są w postaci kart. Kto nie ma ich dostatecznie dużo, oddaje część kasy.

Ostatecznie gracze zliczają zarobioną forsę, używają specjalnych skarbów do zwiększenia przychodów i przechodzą do kolejnej rundy. A ta – przebiega bliźniaczo do poprzednich. Po pięciu wyprawach gra kończy się, a ten z nas, który zbierze najwięcej świecidełek – wygrywa.

lowcy33

Podoba mi się!

Spójrz na mnie!

W pudle Łowców beztrosko grzechocze tabun skarbopodobnych żetonów. Wykonane z twardego kartonu znaczniki bogactw, monet i wszelkich innych świecidełek są tam w środku i jest ich dużo. Do towarzystwa obija się trochę kart i składana plansza. A wszystko, wraz z prostą wypraską i opakowaniem wygląda nieźle. Nie tylko patrząc na grafiki, ale również na materiały. By zniszczyć elementy, trzeba będzie się trochę przyłożyć, bo nawet karty, choć ciężko się je tasuje, są wytrzymałe. Moje świecą (prawie) nowością pomimo rozegrania kilkudziesięciu partii i ciągłego ich miętolenia. Toteż co do wykonania nie mam żadnych wątpliwości – jest dobrze. Grafiki? Co kto lubi. Bajkowa kreska i lekko dowcipne nazewnictwo doskonale pasuje do familijnego, luźnego trybu rozgrywki i podobać się mogą – nawet bardzo. Choć całość chętnie spakowałbym w mniejsze pudełko, nawet kosztem skurczenia lub pozbycia się planszy, jego standardowy rozmiar dobrze pasuje do mojego regału. I niech grzecznie z tego regału mruga do gości i gapiów.

Jak to działa?

By zręcznie zapolować na wartościowe fidrygałki trzeba będzie z rozmysłem i krztyną szczęścia złożyć sobie odpowiedni zestaw kart jeszcze przed „wyprawą”. Mechanizm władający Łowcami, a opisany nieco wyżej, sprawdza się znakomicie. Przekazywanie kart z rąk do rąk i wybieranie tych teoretycznie najlepszych to kawał niekiepskiej zabawy. I nawet pomimo tego, że właśnie ta główna część rozgrywki powtarza się ciągle i ciągle… gra zdaje się szybko nie nudzić. To jednocześnie najważniejsza i często najdłuższa część zmagań. Ot zwykły „draft” obudowany kilkoma dodatkowymi regułami, a produkuje furę uśmiechu i pozytywnego główkowania. Nie da się ukryć, że swoje dodaje tu również klawy system przydzielania zdobycznych kafelków. Laury zbiera największy mocarz oraz najsłabszy spryciarz. Dzięki temu składanie załogi jest jeszcze ciekawsze. Całości dopełnia pula skarbów specjalnych, które pomagają w napełnianiu naszej sakwy. Pozwalają na różne sposoby zwiększać dochody, na przykład zagrywając karty odpowiednich kolorów czy typów. Niby niewiele, a dodaje fajnego, taktycznego zacięcia.

Lekko, szybko i wesoło

No tak. Zasady to pikuś. Ich tłumaczenie też. Instrukcja niezgorsza, szczupła i z obrazkami, a setup jest zwyczajnie ekspresowy. Gra się płynnie i szybko. To wielka zaleta Łowców. Nie ma tu rozwlekłych reguł, wystarczy biegusiem rozłożyć planszę, kafle i karty, w międzyczasie prawiąc morały o regułach. Parę minut i po bólu, możemy zasiąść do stołu. Poziom trudności jest na tyle przyjazny, że spokojnie w trakcie rozgrywki można pozwolić sobie na przerwy, trochę pogadać, uzupełnić gameplay dawką dobrego humoru czy ewentualną paczką chrupkich czipsów. To dobry tytuł familijny, dla początkujących, a bywa, że i zaawansowanych graczy. Na szybką i niezobowiązującą partyjkę nadaje się idealnie, a dla wielbicieli cięższych strategii podpasować może jako delikatnie trudniejszy filler.

lowcy22

Podoba mi się… trochę mniej!

Nieee…

Pośród wielu zalet oraz dobrze zazębiających się trybów tej barwnej, kartonowej zabawki – coś jednak zgrzyta. Może być, że to częsty mankament niejednej gry, który pojawia się i tu – chodzi mi o „przypadek”. Podczas rozgrywki przez nasze dłonie przewinie się trochę kart i nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować je zapamiętać. Z wykorzystaniem tej wiedzy możemy nawet skontrować część ruchów pobliskich rywali. I przypuszczalnie, w większości sytuacji, uda się w ten sposób ułożyć zmagania po naszej myśli. Wpływ na zwycięstwo mamy, nawet całkiem spory. Nie da się jednak ukryć, że przychylnie szczęśliwy dociąg jeśli tylko zechce, z łatwością wyłoni swojego czempiona. Niestety, szczególnie w dużym gronie osób, trudno przewidzieć czy rywal przypadkiem nie wylosował czegoś korzystnego. A zanim ewentualna dobra „ręka” dojdzie do Ciebie drogi Łowco, zapewne zostanie już oskubana z fajnych rarytasów. Cóż, iście wyboista jest droga do potencjalnego bogactwa.

lowcy11

Raport ze szlaku:

Łowcy Skarbów to gra przeznaczona w dużej mierze dla początkujących graczy. O niskim progu wejścia, żwawa, w swej prostocie odpowiednia do wprowadzenia nowych graczy w piękne hobby gier planszowych. Znakomicie nadaje się na tytuł, który pokaże interesantom, że nowoczesne planszówki mają w sobie wiele atrakcyjności w różnej postaci. Jednocześnie wydaje mi się, że starzy wyjadacze poszukujący głębi strategicznej, na dłuższą metę nie do końca się przy niej odnajdą. To wciąż raczej lekki przerywnik między poważnymi pudłami. Jeśli o mnie zaś chodzi, nie spodziewałem się, że przy Łowcach spędzę tak dużo czasu. Liczba partii przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania, a zainteresowanie ze strony znajomych było ogromne. O ile losowość ździebko mi przeszkadza, o tyle grywalność i byczo spędzone chwile w pełni mi to rekompensują.

Hmfffhmfp… złoto, złotooo! Sssskarby… – gobliński żołdak smarknął przeciągle.

Jednym zdaniem:

Gra lekka, szybka i przyjemna, ze świetnym mechanizmem draftu, o fajnej tematyce, ciekawych rozwiązaniach i niskim progu wejścia.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!

REBEL-web

Mahalo.

Pamiętaj, zostawiając lajka łechtasz ego autora tekstu i zdjęć.