Miejsca, postaci, w sestercje bogaci… Lutecja!

Uwaga, ważne. Materiał reklamowy – egzemplarz gry otrzymałem bezzwrotnie od wydawnictwa Lacerta.

Niewielkie pudełko Lutecji skrywa w swoim wnętrzu kolorowy świat gry ukazany na świetnie ilustrowanych kartach. Lubię karcianki, więc czym prędzej przygotowałem rozgrywkę. A jak już trochę popykałem to przyszła pora na spisanie przemyśleń. Zamieszczam je poniżej.

Info:

Autor: Nicolas Sato
Polski wydawca: Lacerta
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~45 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie partii gracze będą zdobywać karty postaci i miejsc. Co rundę każdy wybiera dwie spośród używanych przez siebie kart akcji służących do wskazania pozycji na których wystawione będą postaci i miejsca. Dodatkowo można też skorzystać z nieco innych kart akcji, takich z ilustracją monet, co oznacza, że zgarniemy dzięki temu trzy sestercje za każdą, ale stracimy szansę na jeden lub oba zakupy. Karty akcji wystawia się awersem ku górze i można dodawać do nich monetki. Po odkryciu sprawdzone zostanie co wybrali (wylicytowali) gracze. W wielu przypadkach koniecznie będzie uiszczenie stosownej opłaty w sestercjach, by móc wystawić je do swojego obszaru gry.

Zdobyte karty zapewniają między innymi zasoby potrzebne do spełnienia warunków premii oraz właśnie premie, które mogą wygenerować dla nas punkty zwycięstwa na koniec partii (choć PZty można dostać też np. za zgromadzone sestercje czy konkretne karty).

Osoba mająca na koniec rozgrywki najwięcej punktów, wygrywa partię.

Po więcej konkretów, pełne zasady, odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Lutecja to bardzo ładna gra. Ilustracje mogą się podobać, są kolorowe, przyjemne dla oka i co ważne, udekorowane przejrzystymi, zrozumiałymi symbolami. Fajnie, że karty mają białe ramki, bo tym sposobem całkiem nieźle ukrywają ewentualne uszkodzenia na krawędziach. Grube sestercje też są spoko, tak samo jak spoko jest notes do zapisywania punktacji.

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to może do insertu ze środka pudełka, który sprawia wrażenie niezbyt trwałego. Ale to zdecydowanie tylko drobiazg.

Czas rozgrywki:
Rozgrywka jest dynamiczna, ciężko tu o jakieś przestoje. To lekka karcianka, w trakcie której czas mijał mi szybko.

Klimat:
Niestety, ale myślę, że go brakuje. Owszem, elementy takie jak luźna licytacja, obstawianie, zarządzanie zasobami monet, zbieranie postaci, miejsc… jest ok. Ale nawet uzupełniając mechaniczną stronę gry o niezłą szatą graficzną, która jest bez wątpienia miłym dodatkiem, wciąż w Lutecji nie udało mi się odnaleźć wyraźnego klimatu. Niemniej jednak, zważywszy na to z jakim rodzajem zabawy miałem tu do czynienia, jakość bardzo mi to nie przeszkadza.

Regrywalność:
Nie jest źle. Co prawda Lutecja jakoś specjalnie mnie nie zauroczyła, ale i tak grało się całkiem fajnie. To porządnie poskładany tytuł, oferujący zróżnicowane rozgrywki w znacznym stopniu dzięki losowemu układowi kart w taliach, ale nie bez znaczenia są również oczywiście decyzje i styl gry grających. Regrywalność jest tutaj na średnim, odpowiednim poziomie.

Próg wejścia (przystępność):
Reguły zaliczyłbym do prostych. Instrukcja napisana jest dobrze, nie miałem problemów ze zrozumieniem jak grać. Lutecja cechuje się niską złożonością, to przystępna karcianka.

Negatywna interakcja:
Robotę robi możliwość podbijania oferowanej za karty kasy przed odsłonięciem swoich wyborów. Są jeszcze karty zwane Legion i dzięki nim możemy już po odwróceniu karty akcji podbić oferowaną kwotę o dwie sestercje. Co ciekawe, nie tylko sobie ale i innym graczom.

Losowość:
Biorąc pod uwagę 'wagę’ rozgrywki, losowość oceniam na średnią. To co pojawi się do zakupu zależne jest od kolejności kart w dwóch stosach oraz od tego co odrzucimy podczas przygotowywania partii. Taka forma i ilość losowości mi nie przeszkadza. Jest ok.

Podsumowanie:

Nie do końca podoba mi się to w jaki sposób gracze wybierają karty do kupienia. Często efekt tego był zaskakujący. Że ktoś zgarniał coś nie wydając w ogóle sestercji, bo akurat tak trafił. Albo brał te karty, na których innym graczom pewnie nie będzie zależało – ważne, że niewysokim kosztem. Może potem przyjdzie się martwić jak wycisnąć z nich jakieś punkty zwycięstwa. Ale z drugiej strony bywało i tak, że walcząc o konkretną postać czy miejsce wydawało się dużo. I to dużo za dużo. Tylko po to, by zgarnąć kartę ważną z punktu widzenia upragnionego zestawu – do zapunktowania. Albo… kilka osób, kapkę pechowo, wybrało tą samą pozycję, w związku z czym remis, bo akurat nikt nie dał za nią najwięcej – karta odpada. Jak dodam sobie do tego wszystkiego losowość, która niemal natychmiast po nieudanej lub co najwyżej średnio opłacalnej rundzie podrzuca podobnie przydatne karty (lub znacznie lepsze…) to… no cóż, krótko mówiąc zacznę trochę narzekać.

Choć nierzadko zdarzało się i tak (właściwie to zdecydowanie częściej), że Lutecja nie robiła problemów, śmigała bez zarzutu, całość zazębiała się jak należy. Mocno angażowała i zmuszała do obserwowania tego co zbierają rywale. Że z zaciekawieniem liczyłem sestercje, by wystarczyło na podbicia i wystawienie nowej karty. By wycisnąć jak najwięcej punktów z tego co dostępne i z tego co już mam. Wtedy jest bardzo spoko, taka rozgrywka mi się podobała. Lubię zbieranie zestawów, zarządzanie kasą, zaglądania przeciwnikom przez ramię… Lutecja to ma, więc potrafiła mnie dość mocno momentami zainteresować. Poza tym wygląda dobrze, partie się w nią nie dłużą, a zasady należą do tych lekkostrawnych.

Niezły tytuł. W swojej 'wadze’ daje radę, dostarcza przyjemnej rozrywki i nawet moje wytykanie tego czy owego wcale nie klasyfikuje jej na niskiej pozycji (chociaż myślę, że warto mieć to na uwadze). Sądzę też, że ma niemałe szanse przekonać do siebie wielu graczy. Pewnie głównie tych lubiących gry raczej lżejsze, z wyczuwalną negatywną interakcją [albo może powinienem nazwać to.. no nie wiem, intensywną rywalizacją, chyba brzmi lepiej ;)], chociaż zapewne nie tylko.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Łatwe do opanowania reguły, dynamiczna rozgrywka.

Najmniej lubię (słaba strona):
Nie przekonuje mnie forma (zakryte obstawianie) zdobywania nowych kart.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!