Rysowanki… recenzja gry Patchwork Doodle!

Kolejny Patchwork. Tym razem zabawa w rysowanie na max czterech graczy. Ciekawe, ciekawe…

Zaprezentowany już nie tak niedawno przez wydawnictwo Lacerta Patchwork Doodle trafił i do mnie. Rzuciłem na niego okiem co prawda już nieco wcześniej, w wersji print and play, ale nie udało się zagrać. Położyłem za to ręce na wydaniu pudełkowym i gdy znalazłem wolną chwilę zasiedliśmy do rozgrywki. Zasady okazały się super proste, szybko rozgryzłem instrukcję i bez trudu nabytą wiedzę przekazałem dalej. W Doodle’u chodzi o to, by wypełnić obszary na swojej kartce papieru zgodnie z tym co przedstawia aktualnie wyznaczona karta. Ją zaś wskazuje pionek i kostka – po turlnięciu przestawiamy żółtego gościa o jedną, dwie lub trzy pozycje, by następnie wszyscy gracze mogli przelać kolejną figurę na kartki. W trakcie partii będziemy mieli jeszcze do dyspozycji akcje specjalne takie jak: możliwość wybrania innej, sąsiadującej z zajmowaną przez pionek karty, opcję wypełnienia pojedynczej kratki lub ‚przecięcia’ figury na dwie części i wybrania jednej z nich. Jest jeszcze czwarta, która pozwala na odpalenie drugi raz jednej z trzech poprzednich. Gracze punktują za obszary trzy razy w ciągu partii. Na jej koniec zaś tracą punkty za puste kratki i ostatecznie sumują całość otrzymując końcowy rezultat. Tak to mniej więcej wygląda jeżeli chodzi o reguły. W razie czego po kompletny ich opis odsyłam oczywiście do instrukcji.

Ok, więc teraz pytanie – czy Patchwork Doodle jest fajny? Odpowiedź: ano jest. Zachowuje cechy rozpoznawcze serii przez co nadal bawi, nadal ma swój urok, nadal jest przystępny. Jednocześnie zyskuje świeżość dzięki wprowadzonym zmianom, w tym w dużej mierze możliwości podejścia do zabawy w nieco inny sposób niż dotychczas, czyli dając upust artystycznej stronie naszej osobowości. Bo w Doodle’a można pograć sobie ekspresowo szybko, nie skupiając się przesadnie nad tworzeniem pięknych dzieł na małym skrawku papieru, ale i odwrotnie – bazgrając radośnie od początku do końca, by stworzyć coś wyjątkowego, w wielu kolorach, wpadającego w oko, przywołującego uśmiech na twarzy. Taki model zabawy z planszówką to zapewne cenna wartość z punktu widzenia dzieciaków i ich rodziców, chociaż być może też dla niemałej grupy osób, które lubią używając kredek, ołówków, mazaków i tym podobnych pójść za twórczą potrzebą.

A czy proste i szybkie kreślenie pisadłem wystarczy, by z nowego Patchworka czerpać frajdę? Myślę, że tak. Mimo, iż ciekawiej zaczyna dziać się raczej bliżej końca partii, czyli w trzeciej rundzie gry (robi się ciaśniej i czasami nie da się zmieścić elementu w dozwolonym obszarze), niż na jej początku, to i tak gra dostarcza przyjemnej, w pewnym sensie również relaksującej rozrywki. To nieskomplikowany, bardzo lekki tytuł o super niskim progu wejścia, który choć z nóg mnie mechaniką nie zwalił, to jednak dawał radochę i ostatecznie przypadł do gustu. Rewelacją go nie okrzyknę, ale sądzę, że pewnie niejednemu graczowi się spodoba. Choć warto zaznaczyć, że Ci szukający planszówek zaawansowanych lub średnio zaawansowanych raczej długo przy Doodle’u nie zabawią. To w mojej opinii gra przeznaczona na dłuższą metę głównie dla dzieci. Przy czym dorośli nie muszą od razu go skreślać, bo ma szansę sprawdzić się od czasu do czasu także w ich gronie – choćby jako kompaktowy wypełniacz wolnej chwili pomiędzy czymś większym. Ewentualnie jako wprowadzacz nowych graczy do świata nowoczesnych planszówek lub kompan wypadów poza dom, by zagrać sobie np. gdzieś w podróży. Bo gra to solidna, dobrze zaprojektowana.

Finiszując zatem: spoko pozycja wagi piórkowej ten Patchwork Doodle. Daje radę – a obawiałem się, że może być słabo. Ode mnie umiarkowany kciuk w górę – do wspaniałości trochę brakuje, ale kiepsko nie jest. Po środku – ok.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Lacerta. Dzięki!