Karty, karty… recenzja CIV: Carta Impera Victoria!

CIV: Carta Impera Victoria to mała karcianka wydana na naszym rynku przez Funiverse. Czy zabawa w zbieranie kart, grupowanie ich w domeny i używanie w międzyczasie różnych efektów przypadła mi do gustu? Jak oceniam ten tytuł, co o nim myślę? O tym poniżej.

Info:

Autor: Rémi Amy
Polski wydawca: Funiverse
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ~20 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

W trakcie rozgrywki graczom przyjdzie dobierać karty ze stosu wspólnego i zagrywać je do swojej strefy. Składa się je w domeny, których jest sześć – Armia, Religia, Utopia, Kultura, Nauka oraz Ekonomia. Poza tym, że w swojej turze gracz ma obowiązek zagrać jakąś kartę oraz dobrać na koniec do limitu, może również skorzystać z efektu/efektów. Tych trochę jest – pozwalają np. na odrzucanie i zagrywanie kart, wymianę kart z rywalem, dobieranie ze stosu odrzuconych i tym podobne.

Ogólnie rozchodzi się o to, by być graczem, który zbierze w jednej z domen siedem (w grze na trzy lub cztery osoby) albo osiem (w grze na dwie osoby) kart. Gdyby się to nie udało rozpatrujemy zwycięstwo przez większość – czyli sprawdzamy wszystkie domeny i otrzymujemy po punkcie za te, w których mamy przewagi.

To mniej więcej tyle, po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Podoba mi się fajnie zaprojektowane, kompaktowe pudełko. Rozdziela komponenty w odpowiedni sposób, mieści wszystko jak należy. Spoko bajerem jest też monetka, chociaż przyznam, że nie wydaje mi się koniecznym elementem do sprawnego rozegrania partii. Nie narzekam też na kolory i oznaczenia – gra jest przejrzysta (tu plus za planszetki ze skrótem przydatnych informacji). Nie podobają mi się za to ilustracje na kartach, które nie urzekły nawet w najmniejszym stopniu.

Co do jakości – jest ok nie mam zastrzeżeń.

Czas rozgrywki:
Rozgrywki śmigają szybko, nie uświadczyłem w ich trakcie przestojów co jest zdecydowanie na plus. CIV to dynamiczna gra, której pojedyncza partia nie pochłania zbyt wiele czasu.

Klimat:
Nie znalazłem. Choć patrząc po tytule chyba mogłem spodziewać się go nieco więcej. Niestety nie tym razem.

Regrywalność:
Mechanicznie CIV mnie nie porwał. Przez moment miałem wrażenie, że jest całkiem ciekawie i można fajnie pokombinować, ale ostatecznie zmieniłem zdanie. Nie zaskoczyło. Nie czułem, bym tworzył tu coś wyjątkowego. Zarządzanie kartami – dobieranie, cofanie, wykładanie ich na stół nie wciągnęło i nie niosło ze sobą pożądanego ładunku emocji. Niestety, to tytuł nie dla mnie.

Próg wejścia (przystępność):
Bardzo niski. Instrukcja jest króciutka i w prawidłowy sposób przedstawia zasady gry. Problemów z opanowanie Carta Impera Victoria nie miałem i wydaje mi się, że osoby, którym służyłem za nauczyciela też nie. Łatwizna.

Negatywna interakcja:
Jest. Myślę, że dość mocna. Sposobów na pokrzyżowanie szyków przeciwnikom nie brakuje – wiele efektów na to pozwala. Niech za przykład posłużą choćby te wynikające z działania Domeny Utopia – zwiększamy wymóg wygrania przez Hegemonię (czyli wymagana liczba kart w danej kolumnie) w wybranej Domenie u innego gracza. Albo Armia – odrzucanie kart z Domeny przez wszystkich grających (o ile mogą).

Losowość:
Fajnie, że talia podzielona jest na trzy Epoki, bo dzięki temu im późniejszy etap rozgrywki tym silniejsze karty się pojawiają. W ten sposób losowość została całkiem nieźle okiełznana. Raczej nie psuje zabawy, przemyka gdzieś w tle należycie wprowadzając porządaną dawkę zmienności do poszczególnych partii.

Podsumowanie:

Jak już pokrótce wspomniałem – Carta Impera Victoria nie jest w moim stylu. Budowanie kolumn z kart i odpalanie prostych zdolności nie rozbudziło większych emocji, nie przykuło do stołu na dłużej. Pewne zalety gra ma, temu nie zaprzeczam. Lekkostrawne reguły dzięki którym próg wejścia jest bardzo niski, przebiegająca bez zgrzytów rozgrywka oferująca proste decyzje, sporo dość negatywnej interakcji mającej niemały wpływ na poczynania uczestników – to wszystko niewątpliwe zalety tej pozycji. Zalety wyraźne, ale jednocześnie nie dość silne, by wzbudzić we mnie iskierkę długoterminowego zainteresowania. Zabrakło ‚tego czegoś’. A niewystarczająco atrakcyjna w mojej opinii szata graficzna przez którą gra traci nie tylko na aspekcie wizualnym, ale również na ewentualnym, choćby śladowo odczuwalnym klimacie, nie pomaga naprawić tej sytuacji. Nie chcę powiedzieć, że CIV działa źle, bo mechanicznie tytuł daje radę. Działa, całość zazębia się prawidłowo. Tyle tylko, że frajdy w tym niewiele, emocji niestety też.

Najbardziej lubię (mocna strona):
Proste zasady. Spoko opakowanie.

Najmniej lubię (słaba strona):
Mechanicznie nie zachwyciła.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Funiverse. Dzięki!