Po skarb… z mazakiem?… Wyspa skarbów: Złoto Johna Silvera

Poszukiwanie skarbu na pięknej, kolorowej wyspie? Zabawa w piratów, dedukcja, ciekawe komponenty – brzmi nieźle. Wyspa Skarbów Złoto Johna Silvera niedawno trafiła w moje ręce i bardzo szybko wylądowała na stole. A później… później to już kilka partii w zupełności wystarczyło żeby się do niej przekonać. Tak, to dobra gra jest.

Info:

Autor: Marc Paquien
Polski wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: ~45 minut?

W skrócie i ogółem – o zasadach:

Wygląda to mniej więcej tak: jeden z graczy wciela się w Johna Silvera i jego zadaniem jest udzielanie wskazówek pozostałym uczestnikom o ukrytym przez niego skarbie. Ci zaś starają się oczywiście wytropić miejsce położenia i zwinąć go dla siebie. Używają do tego celu różnych rzeczy, np: mazaków, cyrkla, linijki. Osoba grająca Johnem podrzuca różne informacje, niekoniecznie prawdziwe, jednocześnie starając się dotrwać do momentu, w którym sama może spróbować ucieczki ze skrzynią.

Na planszy kalendarza znajdują się pola, które wskazują który z piratów szukających skarbu rozgrywa aktualną turę i co, jeżeli w ogóle, będzie mógł zrobić w tym czasie John. Poszukiwacz wykonuje jedną lub dwie akcje. Te zaś dzielą się na zwykłe bądź specjalne. Zwykłe to:

  • jazda konna, czyli ruch odmierzany linijką i zaznaczany mazakiem na planszy,
  • wędrówka pieszo wraz z małym przeszukiwaniem, czyli krótszy ruch i przeszukiwanie w obrębie małego pierścienia,
  • duże przeszukiwanie – z użyciem dużego pierścienia.

Specjalne są różne, np. otrzymujemy dwie dodatkowe wskazówki obszarowe dobrane losowo lub weryfikujemy żeton informacji.

Żetony informacji są natomiast potrzebne Długiemu Johnowi. Dlaczego? Ano dlatego, że najczęściej przyjdzie mu zagrywać wskazówki na planszę kalendarza (rewersem ku górze) przy których kładzie właśnie owe żetony określając w ten sposób, czy dana podpowiedź jest prawdą (na pewno), czy też może nią być, ale nie musi.

No właśnie – wskazówki. Za ich sprawą gracze niejednokrotnie nanoszą oznaczenia na planszę wyspy, by wykluczyć miejsca, w których nie ma skarbu i ostatecznie znaleźć to właściwe, udać się tam i go odnaleźć. Kto dokona tej sztuki jako pierwszy, wygrywa. Zwycięzcą może być również John Silver, jeżeli dotrwa do chwili, w której zwieje z więzienia i wyprzedzi pozostałych graczy docierając na miejsce ukrycia skrzynki.

Po więcej odsyłam oczywiście do instrukcji.

Wrażenia, refleksje, szczegóły:

Wykonanie:
Wyśmienite. Szata graficzna jest wspaniała, z przyjemnością się na Wyspę Skarbów patrzy i fajnie używa jej komponentów. Plus za klawy cyrkiel i kompas oraz przydatne zasłonki. Bajer w postaci skrzyneczki nie wydaje się być potrzebny, no ale pasuje do reszty i dodaje odrobinkę klimatu. Dodatkowo podoba mi się, że mogę wybrać stronę planszy głównej na której będę grać co skutecznie minimalizowało problem z połapaniem się w malunkach, które nanosiliśmy mazakami.

Jakość komponentów – myślę, że ok, chociaż warto zaznaczyć, że podczas przecierania papierem planszy głównej zahaczyłem o naklejoną powierzchnię prawie ją przerywając (więcej ostrożności!). Aha i linijka – ile to razy nie mogłem jej zlokalizować, bo jest częściowo przezroczysta… argh!

I mały minus za błędy, między innymi w instrukcji. Szybko wypuszczona errata załatwiła sprawę.

Czas rozgrywki:
Partia może skończyć się bardzo szybko – przypadkowe znalezienie skarbu nie dziwi i przyznam, że taki finał partii niezbyt cieszy. Dobrze, że pewnie nie będzie się to dziać często. Chociaż wiele zależy od stylu gry Johna Silvera, od tego jak ją poprowadzi i jak oraz czy zareagują na jego działania inni piraci. Czas rozgrywki oceniam na przeciętny, a dynamikę na wystarczającą, szczególnie, że nawet w oczekiwaniu na swoją kolej stale uczestniczymy w zabawie obserwując i analizując zmieniającą się sytuację.

Klimat:
Bardzo dobry. Pomijam już wygląd całości – jest super. Ale komponenty… przecież taki na przykład cyrkiel czy zwyczajna linijka odwalają kawał świetnej roboty. Zataczanie obszarów na mapie, kreślenie linii, zamalowywanie fragmentów na swoich małym mapkach i na tej dużej, głównej…, no że w ogóle można sobie pomazać tu i tam. To przecie kilogramy frajdy no. I klimatycznie wypada to wyśmienicie. Bez wątpienia mocna strona gry.

Regrywalność:
Daje radę. Choć układ planszy niezmienny, a wskazówki często będą się powtarzać, bo zróżnicowanie w obrębie każdego typu nie jest bardzo duże, to system jest na tyle ciekawy, że o regrywalność bym się nie bał. Skarb ukryć można w wielu miejscach, odpowiadać na zagadki w różny sposób, warstwa blefu swoje wnosi, są różne zestawy akcji specjalnych, nie bez znaczenia pozostaje losowość np. w dobieraniu wskazówek, a w razie czego można pograć jako John Silver lub pirat poszukiwacz. To chyba wystarczy, by wygenerować Wyspie Skarbów długi żywot?

Próg wejścia (przystępność):
Niski, tyle, że instrukcję wspominam średnio pozytywnie. Po jej przeczytaniu nie wszystko było dla mnie w pełni jasne. Ostatecznie w praktyce szybko udało się rozwiać wszelkie wątpliwości. Planszówka to nietrudna, chociaż pierwsze jedna czy dwie partie mogą przebiegać kapkę chaotyczne.

Negatywna interakcja:
Duża. Bo część wskazówek odnosi się do pionków piratów wędrujących po wyspie i choć każdy z nich sam próbuje znaleźć skarb, to jednak w pewnym stopniu sobie pomagają. Bo John Silver może pomagać wybranym. Bo chcemy go ubiec. Bo blef… Ano interakcji troszkę jest i fajnie, że nie takiej super złośliwej. Wtapia się w rozgrywkę, bo to jej integralna składowa, która unika nadto odważnego wychodzenia przed szereg.

Losowość:
Mała. Wpływa fajnie na regrywalność i tyle. Nie zauważyłem, żeby miała negatywne przełożenie na poczynania graczy. Ok.

Podsumowanie:

Przyciągnęła mnie wyglądem. Zobaczyłem komponenty, zasłonki, kolorową wyspę i gra wskoczyła na radar. I te pirackie klimaty! Lubię, więc tym bardziej z miejsca się zainteresowałem. Pyknąłem kilka razy i to w różnych składach osobowych bawiąc się świetnie! Jest przednio zarówno siadając po stronie Johna Silvera jak i wcielając w rolę któregoś z pozostałych amatorów kosztowności. Możliwość używania klawych komponentów tylko potęguje przyjemność z rozgrywki. Ile radochy daje kręcenie cyrklem, dopasowywanie kompasu czy sprawdzanie wskazówek obszarowych i wykreślanie za parawanem na miniaturce mapy kolejnych pustych miejsc. Polowanie na skarb przy ciągłym wyciąganiu wniosków nie tylko z informacji udzielanych przez Johna ale i z zachowania oraz rozmów z innymi współgraczami pozwala nie tylko wczuć się w klimacik, ale również, a może i przede wszystkim wciągnąć w ciekawą grę dedukcji posypanej blefem.

Tytuł nie należy do skomplikowanych, więc myślę, że wspaniale sprawdzi się jako gra dla początkujących. Jednak warto zaznaczyć, że mechanicznie Wyspa Skarbów otwiera szeroką przestrzeń do kombinowania i prowadzenia rozgrywki zawiłej, pełnej zmyłek, gotowej nawet na narrację z ciekawą historią w tle.

Choć mam drobne zastrzeżenia, między innymi co do przystępności instrukcji i wspomnianej już przypadkowości podczas poszukiwań, to ostatecznie jestem zdania, że Wyspa bardzo z tego powodu nie cierpi. System gry oferuje na tyle interesującą formę rozrywki, że tego typu detale mają marginalny wpływ na odbiór. Chcę jednak napisać w tym miejscu jeszcze o jednej kwestii – o prowadzeniu gry przez Johna. O ile pełnienie tej roli jest niewątpliwie przyjemnością, o tyle odniosłem dość silne wrażenie, że wygranie partii wchodząc w jego buty to zadanie piekielnie ciężkie. Zbyt oczywiste zagranie wskazówek, a w tym w dużej mierze dokładanych do nich żetonów informacji potrafi załatwić nas bardzo szybko, nawet gdzieś w pierwszej połowie gry. Uh.

Finalnie oceniam Wyspę Skarbów jako bardzo interesującą pozycję. Ma wiele zalet, które sprawiają, że w swojej kategorii planszówek błyszczy i zdecydowanie może się podobać. Wielki plus za świetne komponenty, za proste zasady oraz wyraźny klimat. Brawo!

Najbardziej lubię (mocna strona):
Możliwość mazania po planszy. Różne rodzaje wskazówek i ich działanie – wykorzystywanie cyrkla, linijki. Kompas też jest spoko.

Najmniej lubię (słaba strona):
Błędy w instrukcji, na wskazówce, na żetonie. Przezroczysta linijka, którą czasami trudno zlokalizować. Możliwość przypadkowego znalezienia skarbu.

Recenzja dokonana dzięki uprzejmości wydawnictwa Rebel. Dzięki!