Dziennik 29, Dziennik 29 Przebudzenie, Wyprawa 1907

Uwaga, ważne. Materiał reklamowy – egzemplarz gry otrzymałem bezzwrotnie od wydawnictwa FoxGames.

Trzy książki – różne, ale jednak dające się ze sobą zestawić, ze względu na wiele podobieństw. W środku każdej sporo różnych zagadek do rozwikłania. Zabawa na długie, dłuuugie godziny, jeśli tylko człowiek zechce się przyłożyć i wciągnie w treści bogato ilustrowanych zeszytów.

Dziennik 29, Dziennik 29 Przebudzenie oraz Wyprawa 1907 to nie jedyne w swoim rodzaju pozycje. Tego typu gier pojawiło się na rynku więcej – a przy tym osadzono je w różnych klimatach, zbudowano nieco inaczej. Słowem: jest w czym wybierać.
Te trzy, o których tu mowa to gry książkowe, kuszące zabawą dla pojedynczego gracza w formie, która wymusza wsparcie się zasobami z internetu przy obowiązkowym wykorzystaniu z odpowiedniej strony dla danej książki. I tu od razu uwaga, warto zauważyć, że granie solo da się spokojnie zamienić na tryb wieloosobowy i dzielić Dziennik czy Wyprawę z kimś jeszcze w bardzo prosty sposób – cóż, wystarczy pochylić się nad ksiażką wspólnie. Próbowałem, zadziałało i spokojnie da się czerpać z tego przyjemność. Poza tym, to również na plus: nie widzę przeszkód, by różnicować sobie przygodę i raz bawić się w takiej, raz w innej formie: czyli solo, z kimś, a nawet z różnym kimś, zmieniając skład jeśli chcemy. W każdym układzie miałem podobny fun z przeżywania przygody.

No i właśnie. Przygoda. Czy Dzienniki/Wyprawa dostarczają fabuły jakiej można by oczekiwać patrząc choćby na ich okładki czy sugerując się tytułami? Gdy wziąłem do ręki każdą z nich, natychmiast nasunęło się pytanie, czy znajdę tam nie tylko angażujące (zapewne?), nieoczywiste (zapewne?) łamigłówki (oby przez duże Ł) – ale również coś ponad to… trochę tekstu, trochę historii, trochę przyjemnego czytania, które wzbogaci zabawę? Opisy na tyle okładek zachęcały do zanurzenia się w książkach. Dziennik, Wyprawa, brzmi kusząco i zwiastuje coś ciekawego. Liczyłem więc, no cóż, na to, że nie zostanę tylko z rozwiązywaniem, ale posmakuję czytania i wciągnę się w jakieś fabularne tło.

I… jakież było me zdziwienie, gdy okazało się, że w przypadku Dziennika 29 po prostu się przeliczyłem. Potem Przebudzenie – juhu, jest kapkę lepiej! Wpleciono pomiędzy zagadkami trochę słów do poczytania. Nareszcie sposobność, żeby się wgryźć w prezentowany świat. Tytuł wyraźnie zyskał na klimacie. No i Wyprawa. Tu już znaczny skok w tej materii – znalazło się mnóstwo dodatkowego tekstu, ku mojej nieskrywanej uciesze. Zatem rozstrzał pomiędzy książkami jest, i to spory. Niestety nie grałem w trzecią część trylogii Dzienników, więc nie mogę się odnieść. Niemniej jednak biorąc pod uwagę opisywaną tu trójkę, trudno stawiać je ze sobą na równi. Finalnie pod tym względem najbardziej siadła mi Wyprawa.

Nie ulega jednak wątpliwości, że sednem dla każdego zeszytu jest oczywiście seria zagadek w nich zawarta. To one grają pierwsze skrzypce, a tekst to tylko uzupełnienie. Ale gdyby to ode mnie zależało i miałbym wybierać, to z racji formy podania, czyli: na papierze i w okładce, wolałbym mieć w środku barwną i długą warstwę do skonsumowania, ot jako dekorację całości.

Zamykając już ten wątek muszę zaznaczyć, że, abstrahując już od ilości tekstu i ogólnie całej zawartości tytułów, zaprezentowane historie same w sobie nie wzbudzały we mnie, niestety, jakiś większych emocji. Nie parłem do przodu, żeby dowiedzieć się więcej i więcej, grałem głównie dlatego, że po prostu byłem ciekaw kolejnych zadań, a także dla satysfakcji z ich rozwiązania.

No dobra, a co z zagadkami, zadaniami czy jak je tam zwać. Co o nich myślę? Jak bardzo trudne lub łatwe są? Uważam, że mają bardzo nierówny poziom. Część wydaje się najzwyczajniej w świecie bardzo prosta, wręcz oczywista od pierwszego spojrzenia. Inne zaś przysporzyły mi masę kłopotu i oceniam je na piekielnie ciężkie. Zdaję sobie sprawę, że to kwestia bardzo, bardzo indywidualna i to co dla mnie było łatwizną, dla kogoś innego może okazać się zupełnie odwrotne… ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że strony, które rzeczywiście sprawiały mi dużą trudność są… coż, faktycznie ciężkim orzechem do zgryzienia i nie ja jeden spędziłem z nimi mnóstwo czasu (to nie były krótkie minuty, ani nawet pół godziny czy godzina). I w tym miejscu chcę wyróżnić Wyprawę – co prawda nie liczyłem dokładnie, ale coś mi się zdaje, ze poziom skoczył i było ciężej niż przy Dziennikach.

Ok, liczyć się powinno, jak podejrzewam, nieszablonowe podejście odbiorcy i nie może być za łatwo. No i gra raczej ma wystarczyć na długo, wiadomo, stanowić wyzwanie, a nie pach pach i koniec, zrobione. No tak, ale czy aż takie? Chwilami czułem się po prostu bezradny. Bywało, że długo nic sensownego nie przychodziło mi do głowy i… zdarzało się poddać, a potem sprawdzić prawidłową odpowiedź.

Ale żeby była jasność: to nie jest też tak, że napotkałem tu tylko same skrajności – zadania jedynie łatwe i trudne. Było wiele takich, które nazwałbym odpowiednimi, umiarkowanymi wyzwaniami, na poziomie przyjaznym przeciętnemu odbiorcy. I przy nich, rzecz jasna, bawiłem się świetnie.

Przy Dziennikach i Wyprawie dobrze spędziłem czas. Raz siadałem na dłużej, raz krócej, ale po wielu tych razach kończyłem z satysfakcją i poczuciem fajnego ruszenia makówką. I nawet wtedy, gdy musiałem zmusić szare komórki do większego wysiłku, czasami ostatecznie się poddając, wynosiłem z tego coś pozytywnego (choć bywały momenty zdecydowanie kontrastowe, i szkoda, gdy radość ustępowała nutce frustracji, zmieszanej z goryczą porażki i zniechęcenia). Jednak na koniec dnia była z tego wszystko klawa rozrywka, którą dobrze wspominam.

Nie sądziłem, że zmiksowanie książki z grą i podanie tego w takiej formie, czyli z nierzadką koniecznością używania np. komputera, ubraniem tego w grę solo (choć uważam, że nie trzeba się tego trzymać) i po prostu napakowanie stron mnóstwem różnych, często ciężkich zagadek, przyniesie taki efekt. Dobry efekt. Znalazłem tu najzwyczajniej w świecie frajdę. Z główkowania nad, na pierwszy rzut oka, niczym specjalnym.

To trochę inna forma zabawy niż typowa planszówka czy karcianka, jeśli mogę tak napisać. I pewnie, tak podejrzewam, znajdzie się wielu, którym ona nie podpasuje. Bo zagadki za trudne, bo za proste, bo fabuła może nie wciągnąć, bo komputer czy smartfon potrzebny, a przy grze to nie zawsze się chce. Ale wszystko to równie dobrze można postrzegać inaczej – bo łatwo zabrać ze sobą w podróż, bo można pomyśleć w samotności lub z kimś, bo można odłożyć na dłużej i łatwo wrócić, bo nie zabiera wiele miejsca i nie trzeba rozkładać jak gry z pionkami, kostkami czy planszą. I chociaż nie mogę powiedzieć, że wszystko i zawsze mi się podobało, to przyznaję – wszystkie trzy, choć nie do końca równo, dały radę.

Materiał przygotowany dzięki uprzejmości wydawnictwa Fox Games. Dzięki!